To był bardzo elektrycznie zapowiadający się pojedynek. Pojedynek zespołów, które nie chcą kalkulować, które – jeśli tylko zechcą – potrafią zagrać na tyle ofensywny futsal, że parkiety często drżą w posadach. Zespołów, mających w swoich szeregach wielkie gwiazdy FOGO Futsal Ekstraklasy. To był pojedynek, w którym mógł paść absolutnie każdy wynik i żaden nie byłby niespodzianką.
Wygrana Constractu taką nie jest, ale jest niezasłużona. Gdyby mecz wygrał Texom Eurobus, byłby to triumf także niezasłużony. Bo suma stworzonych a niewykorzystanych okazji sprawiła, że najsprawiedliwszym rozstrzygnięciem tej potyczki byłby chyba remis. Problem w tym, że wicemistrz Polski było konkretniejszy. Balansował na krawędzi, ale się opłaciło. Było wiadomo, że o rozstrzygnięciu zdecydują detale. I tak było.
By być sprawiedliwym, Constract mógł i powinien zamknąć ten mecz w I połowie. Strzelił jedną bramkę, po bardzo ładnie rozegranej akcji, w której ostatnim ogniwem był Joao Miguel, a mógł co najmniej jeszcze trzy. W 5. min Adriano trafił w słupek w doskonałej sytuacji, w 12. min Claudinho nie wykorzystał sytuacji sam na sam, zaś w 19. min Joao Miguel, po indywidualnej akcji Pedro Pereiry, nie trafił do pustej bramki. Przemyślanie w pierwszych 20 minutach długimi fragmentami prowadzili grę, ale można było odnieść wrażenie, iż lubawianie po prostu im na to pozwolili. W zasadzie nie stworzyli ani jednej sytuacji, która pachniałaby bramką. No, może oprócz tej na 10 s przed końcem, kiedy Artem Fareniuk w zamieszaniu pomylił się o centymetry, posyłając piłkę obok słupka.
Nieskuteczność Constractu dała drugie życie Texom Eurobusowi w II połowie. To było jedno z bardziej szalonych 20 minut w historii występów przemyślan w FOGO Futsal Ekstraklasie. Było w nich wszystko oprócz… bramki. Niestety, w meczach z takimi rywalami jak Constract – jeśli wypracujesz to sobie (a tak się stało) – musisz skierować piłkę do siatki z „krótkiego” rzutu karnego. Gospodarze mieli takowy w 28. min, ale Nazar Szwed strzelił źle, sygnalizowanie, robiąc z Huberta Zadrogi bohatera tego meczu. Ale przyznać trzeba, że młody bramkarz w talii Dawida Grubalskiego zasłużył na wielkie brawa za całokształt. Bardzo dobrze spisywał się również Artur Kuźma po drugiej stronie parkietu.
Przemyślanie nie skorzystali z oklepanej nieco regułki, że „niewykorzystane sytuacje się mszczą”. Mieli sporą przewagę w II połowie. Jak na tak wyrównany mecz, szereg okazji, aby doprowadzić do remisu (oprócz wspomnianego karnego, m.in.: Fareniuk w 24 i 32. min, Marquinho w 32. min, mając pustą bramkę, Santana w 35. i 39 min), ale byli za mało konkretni. Taki rywal tego nie wybacza, na 7 s przed końcem ustalając wynik tego pojedynku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze