Kiedy 12 stycznia br. pod mostem kolejowym w Przemyślu utknął samochód strażacki, pojawiło się wiele domysłów i plotek. Zrozumiałe byłoby, gdyby pod przejazdem zaklinował się ktoś z obcą rejestracją, ale doświadczony kierowca przemyskiej straży pożarnej? Nie wiedział o dopuszczalnej wysokości pojazdu, którym przejeżdżał pod wiaduktem?
Jedną z teorii była ta, że zaniedbany, bardzo skorodowany most kolejowy... siadł. „(...) To nie wina kierowcy, tylko most trochę siadł. Zwróćcie uwagę na korozję elementów nośnych, dźwigary poluzowały się na nitach. Przynajmniej mogli przykryć to jakąś „reklamą”, jak kiedyś, choć jest to zabronione na wiaduktach” – stwierdził jeden z komentujących zdarzenie[paywall].
Owego feralnego 12 stycznia br., tuż przed godziną 13, strażacki samochód wyjechał na ćwiczenia z bazy na placu św. Floriana. Za kierownicą siedział doświadczony strażak. – Powiem szczerze, nigdy coś takiego się u nas nie zdarzyło. To był ludzki błąd. Zapomniał się. I pewnie nie pamiętał, że na dachu samochodu przewozi skrzynie na sprzęt i sanie lodowe. Z tymi elementami samochód miał wysokość trzech metrów dwudziestu pięciu centymetrów. O dwadzieścia pięć za dużo, dopuszczalna wysokość pojazdu przejeżdżającego pod mostem kolejowym to trzy metry – powiedział zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu młodszy brygadier Daniel Dryniak. – A skąd systematycznie biorą się podobne przypadki? Trudno mi to wytłumaczyć. Są znaki, każdy powinien znać gabaryty swego auta. Być może wynika to z bezmyślności, być może z jazdy na pamięć – dodał. Strażacy, aby wydobyć zakleszczony pod wiaduktem samochód, byli zmuszeni spuścić powietrze z kół.

fot.Grzegorz Olko
Samochód strażacki utknął pod mostem kolejowym 12 stycznia br.
Stan techniczny mostu kolejowego pozostawia wiele do życzenia. Tym razem zawiódł człowiek, ale nic nie jest wieczne, więc nie można wykluczyć, że to, o czym mówił jeden z komentujących wydarzenie, kiedyś się ziści. Zwróciliśmy się z pytaniem, czy w ciągu ostatnich lat PKP PLK SA przeprowadzało badania techniczne tego obiektu?
Karol Jakubowski z zespołu prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe SA: – Wszystkie nasze obiekty są regularnie sprawdzane. Most w Przemyślu eksploatowany jest zgodnie z zasadami, stan techniczny nie ma wpływu na użytkowników dróg. Przy obiekcie ustawione są znaki drogowe, które informują kierowców o dopuszczalnej wysokości pojazdów, które mogą pod nim przejechać. 15 stycznia tego roku odbyły się oględziny wiaduktu. Komisja stwierdziła, że konstrukcja nie została naruszona.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Bardzo ciekawe tłumaczenie - (...) To nie wina kierowcy, tylko most trochę siadł"- rozumiem prawa fizyki i statyki, ale jak coś "siada" to np. przęsło w połowie pomiędzy podporami, a samochód zaklinował się przy prawej podporze , z tego raczej wniosek że "siadła" podpora, teraz pytanie- o ile, minimum 15 do 20 centymetrów ( skoro doświadczony kierowca tamtędy jeżdził - chyba autem osobowym), jeśli tyle siadła podpora to szyny z podkładami w tym miejscu byłyby w powietrzu, śmiechu warte takie tłumaczenie, pozdrawiam.
Poluzowały się dzwigary,ale w mózgu kierowcy tego pojazdu.
zgadzam się z tobą...co za tłumaczenie,podsumować tylko kto pracuje w straży?....dużo by się wypowiadać...
Do " ABC' , owszem , największa strzałka ugięcia /ugięcie kondtrukcji/ byłaby na środku , ale ugięcie zaczyna się od miejsca podparcia i zwiększa się proporcjonalnie do odległości . To zaś oznacza ,że w tym miejscu również istnieć może- i chyba tak jest -ugięcie.
Poluzowały się na nitach - hahaha. Dobre.
o czym wy piszecie 3 samochody z komendy nie mieszczą się pod mostem i to był jeden z nich a kierowcy za wiezienie mostu w komendzie nawet włos z głowy nie spadł ponieważ są w komendzie równi i równiejsi
Nawet jeżeli nie był to błąd kierowcy ze Straży Pożarnej, a faktycznie most siada, to chyba ktoś powinien mierzyć i zmieniać tablice informacyjne.
Bardzo ciekawe tłumaczenie - (...) To nie wina kierowcy, tylko most trochę siadł"- rozumiem prawa fizyki i statyki, ale jak coś "siada" to np. przęsło w połowie pomiędzy podporami, a samochód zaklinował się przy prawej podporze , z tego raczej wniosek że "siadła" podpora, teraz pytanie- o ile, minimum 15 do 20 centymetrów ( skoro doświadczony kierowca tamtędy jeżdził - chyba autem osobowym), jeśli tyle siadła podpora to szyny z podkładami w tym miejscu byłyby w powietrzu, śmiechu warte takie tłumaczenie, pozdrawiam.
Poluzowały się dzwigary,ale w mózgu kierowcy tego pojazdu.
zgadzam się z tobą...co za tłumaczenie,podsumować tylko kto pracuje w straży?....dużo by się wypowiadać...