Burmistrz, rada miasta i władze Jarosławskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego mają ten sam cel – dokończenie budowy bloku i oddanie mieszkań najemcom. By go zrealizować, miasto musiałoby wesprzeć towarzystwo, partycypując w kosztach budowy. Pomysły są różne. Porozumienia nie widać.
Kazimierz Piotrowicz, obecny prezes JTBS, zapewnia, że bez względu na decyzję władz miasta obiekt zostanie ukończony w terminie. – Doprowadzimy do tego, że powstający budynek będzie wizytówką naszą i firmy, która go buduje. Nabywcy nie powinni mieć żadnych powodów do obaw. Dostaną mieszkania zbudowane z dobrych materiałów i zgodnie z terminem. W krążących plotkach nie ma cienia prawdy – mówi prezes.
JTBS jest spółką należącą w całości do miasta. Powinno, korzystając z pomocy państwa, zajmować się budową mieszkań przeznaczonych na wynajem, co miało skutkować obniżeniem kosztów i dawać niezbyt zamożnym szansę na własne mieszkanie. Jednak towarzystwo szło bardziej w stronę[paywall] budowy mieszkań na zasadzie deweloperskiej. Podjęta w ubiegłym roku przez ówczesne władze JTBS decyzja o rozpoczęciu budowy bloku z ponad 50 lokalami była, według burmistrza, samowolna i niepoparta zabezpieczeniem finansowym. Budowa ruszyła, ale od początku nie było żadnej pewności, że znajdą się pieniądze na jej kontynuowanie. Dzisiaj funduszy brakuje.
– Ponad 60 procent mieszkań już wykupiono. Pieniądze wpłacone przez najemców są uruchamiane po zakończeniu kolejnych etapów budowy. Pomiędzy nimi jest przerwa. Nie chcę brać kredytu, bo podnosi on koszty budowy. Wspólnie z burmistrzem ustaliliśmy, że miasto będzie partycypować w kosztach – wyjaśnia K. Piotrowicz. Pomoc miasta jest możliwa tylko po akceptacji RM, a ta nie mówi nie, ale też nie przyjmuje projektu uchwały, który zakłada przekazanie JTBS 1,5 mln zł. Projekt przewiduje odkupienie przez miasto kilkunastu mieszkań, które byłyby później wynajmowane w tzw. formie umiarkowanego czynszu, np. młodym małżeństwom. W ten sposób JTBS uzyskałby pieniądze niezbędne do ukończenia obecnego etapu budowy i kolejną transzę z banku.
Budowę skończyć trzeba. Tu radni nie mają wątpliwości. Jednak nie do końca się zgadzają z formą pomocy zaproponowaną przez burmistrza. – Obawiamy się, że wpakujemy się w problemy podobne do tych, która zafundowano nam przy budowie biblioteki – zauważa Mariusz Walter, przewodniczący Komisji Gospodarki i Rozwoju Miasta. Chodzi tu o siedzibę miejskiej biblioteki oddaną w ubiegłej kadencji w budynku JTBS. Choć miasto uczestniczyło w jej budowie, dzisiaj płaci czynsz przekraczający pół miliona zł rocznie. Rozwiązaniem branym pod uwagę przez radnych jest udzielenie towarzystwu kredytu. Zastanawiają się też nad wykupem pomieszczeń biblioteki. Wtedy JTBS miałby pieniądze na kontynuowanie budowy, a miasto pozbyłoby się wysokiego czynszu. Kolejnym rozwiązaniem, choć jak przyznają sami radni niezbyt fortunnym, jest unieważnienie umowy między towarzystwem a firmą budującą ze względu na obejście prawa przy jej podpisaniu. Radni mają też uwagi do wcześniejszych zapowiedzi burmistrza, który jak twierdzą, nosił się z zamiarem przeniesienia kilkunastu rodzin zajmujących mieszkania przy Rynku do budynku JTBS. Na razie członkowie komisji decyzji nie podjęli. Szukają najlepszego rozwiązania.

fot.Roman Kijanka
– Oddamy mieszkania zgodnie z terminem i w wysokim standardzie. Niezależnie od decyzji rady miasta – zapewnia Kazimierz Piotrowicz, prezes JTBS.
Gdy przed kilkoma tygodniami pojawił się problem kontynuowania budowy, w mieście pojawiła się plotka, że ratusz wspomoże JTBS, a w zamian wykorzysta kilkanaście lokali na mieszkania socjalne. Taka informacja zaskoczyła osoby, które już zarezerwowały sobie mieszkania. – Przez te plotki wycofało się sześciu przyszłych właścicieli – wylicza prezes JTBS, nie kryjąc swego oburzenia. Mówi o działaniu na szkodę towarzystwa i zapewnia, że ani mu przez myśl nie przeszło takie rozwiązanie. Niesprawdzone informacje spowodowały także zmniejszenie zainteresowania u potencjalnych chętnych. Na szczęście po chwilowym zawirowaniu spowodowanym plotkami znowu pojawiają się osoby zainteresowane zakupem mieszkania w bloku budowanym przez JTBS.
– Zakończymy w terminie niezależnie od decyzji rady miasta – zapewnia prezes towarzystwa. Jeśli miasto nie wspomoże, ma inne rozwiązania pozwalające na sfinansowanie budowy do czasu zakończenia kolejnego etapu, czyli momentu uruchomienia kolejnych pieniędzy przez bank.
– Wielu mieszkańców pyta, czy problem w dogadaniu się z niektórymi radnymi to kwestia nietrafionych pomysłów, czy też zwyczajnej politycznej złośliwości. Gdy to analizuję, dochodzę do wniosku, że jest chyba jeszcze gorzej. W mojej ocenie część radnych świadomie nie działa na korzyść miasta i jego mieszkańców – uważa W. Paluch i jako przykład podaje problem związany z JTBS. – Kłopoty JTBS odziedziczyliśmy po poprzednim prezesie. Przed rokiem samowolnie podpisał on umowę z firmą budowlaną na budowę bloku mieszkalnego za kwotę ponad 8 milionów złotych. Nie miał wówczas żadnych wolnych środków ani nawet pisemnej gwarancji finansowej na tak ogromną inwestycję. Zrobił to bezprawnie, bez zgody walnego zgromadzenia wspólników, przez co stracił stanowisko. Właśnie od tej umowy zaczęły się dla nas prawdziwie problemy. Prowadziliśmy rozmowy z wykonawcą na temat odstąpienia od umowy do momentu aż pozyskamy finanse na zrealizowanie tej inwestycji. Wykonawca się nie zgodził i przystąpił do wykonywania robót. W przypadku zerwania umowy musielibyśmy zapłacić karę w wysokości ponad 700 tysięcy złotych. Nie mówiąc już o ewentualnych kosztach dodatkowych i możliwym zajęciu kapitału spółki przez komornika. Budowa, którą zdecydowaliśmy się kontynuować, opiera się na zasadach deweloperskich. Oznacza to, że pieniądze wpłacone przez zainteresowanych kupnem mieszkania trafiają w pierwszej kolejności do banku, który dopiero za wykonanie określonego etapu inwestycji wypłaca TBS-owi pieniądze transzami. W ten sposób inwestor może przystąpić do realizacji kolejnego etapu prac. Dotychczas sprzedaliśmy 27 lokali, pozostały jeszcze 23. Uznaliśmy, że 14 niesprzedanych lokali możemy odkupić jako urząd, a następnie wynajmować w tak zwanej formie umiarkowanego czynszu, na przykład młodym małżeństwom. W ten sposób TBS uzyskałby pieniądze niezbędne do ukończenia obecnego etapu budowy i transzę z banku. Do tego potrzebna jest zgoda rady miasta. Co robią z tym radni? Dwukrotnie prosili mnie – pod pretekstem dania im czasu na lepsze zapoznanie się ze sprawą – bym wycofał uchwałę z porządku obrad, tak też zrobiłem. Za trzecim razem się nie zgodziłem. Radni znaleźli jednak sposób na moje weto i skierowali sprawę do konsultacji w komisji – mimo tego że komisje już oceniły ją pozytywnie. Mogę się tylko domyślać, dlaczego niektórzy radni postępują w ten sposób. Według mnie chcą odłożyć w czasie tę sprawę, aż zrobi się szum medialny. Jeśli firma budowlana zeszłaby z placu budowy, to wówczas wszelkimi kosztami odstąpienia od umowy obarczony zostanie TBS, a zatem i urząd miasta. Kolejną konsekwencją może być wycofanie się mieszkańców z zakupu lokali. Byłaby to już całkowita katastrofa. Ale może komuś na tym zależy? Podkreślam. Miasto ma pieniądze i chce je przeznaczyć na partycypację w budowie, bo jest to najrozsądniejsze wyjście, dbające o interesy mieszkańców i finanse miasta. Niezbędna jest jednak zgoda rady. Jako burmistrz niczego nie mogę zrobić bez ich decyzji. Dlatego trudno mi odbierać działanie radnych pozytywnie, bo czymże jest odwlekanie decyzji w tak ważnej sprawie – komentuje burmistrz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze