– Zdecydowałyśmy się nagłośnić tę sprawę, bo właściciel psów bardzo się nam odgrażał. Mówił, że ma wszędzie znajomości i nie ujdzie nam to płazem. Boimy się, aby rzeczywiście nie chciał sprawie ukręcić łeb. Myśmy nie chciały nic od niego, chciałyśmy tylko, aby te psiaki nie padły z głodu – tłumaczy prezes Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt „Nadzieja” z Przemyśla Klementyna Pyra. W imieniu stowarzyszenia w Prokuraturze Rejonowej w Przemyślu złożyła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.
Sygnał, że młody labrador na posesji jednego z mieszkańców Aksmanic w gminie Fredropol jest okropnie wychudzony członkinie stowarzyszenia „Nadzieja” otrzymały od innego mieszkańca tej miejscowości. Była sobota, 11 kwietnia br.– Zawiadomienie dotyczyło głodzenia i bicia psów. Podobno nieraz we wsi było słychać ich skowyt, kiedy uczył je dyscypliny, okładając deskami. W poniedziałek (13 kwietnia br. – przyp. aut.) pojechałyśmy sprawdzić. Właściciel niechętnie z nami rozmawiał, od razu zaznaczył, że nie mamy wstępu na jego teren. Z ociąganiem pokazał cztery psy, które biegały wolno. Nie chciał pokazać za to piątego, właśnie labradora, który przebywał w kojcu. Odjechałyśmy z niczym. Jednak ta sprawa nie dawała nam spokoju – opowiada prezes K. Pyra. – Pojechaliśmy raz jeszcze dwa dni później, ale już w asyście policji z Fredropola. Właściciel znowu był wobec nas bardzo arogancki, wyzywał nas od głupich i że z „z kimś takim jak wy to ja nie będę rozmawiać”. Nie pozwolił wejść na posesję, abyśmy ocenili faktyczny stan zwierząt. Weszła tylko policja. Przez ogrodzenie ujrzeliśmy labradorkę, pozostawioną w kojcu. Na jej widok zaparło nam dech, bo to co zobaczyłyśmy, przeszło wszelkie pojęcie o ludzkim okrucieństwie – ciągnie prezes stowarzyszenia. – Po długich rozmowach udało się policji namówić właściciela do zawiezienia labradorki do lecznicy Ada w Przemyślu. Przez siatkę pobieżnie oceniłyśmy stan innych psów. Wszystkie były w nie najlepszej kondycji. W piątek, 17 kwietnia, pojechałyśmy w odwiedziny do lecznicy i psa już nie było. Właściciel zabrał labradorkę. Podczas tych wizyt zauważyłam jedną rzecz: psy panicznie się bały tego pana – zakończyła opowieść.
Opinia weterynarza jednoznaczna
Członkinie stowarzyszenia nie dały za wygraną. Poinformowały wójta gminy Fredropol Mariusza Śnieżka o zaistniałej sytuacji. Prawo mówi, że właśnie władze samorządowe mogą wydać decyzję o czasowym odebraniu zwierząt właścicielowi. Aby nie było żadnych wątpliwości, że członkinie „Nadziei” konfabulują czy chcą się mścić za niegrzeczne potraktowanie ich przez właściciela, wójt Fredropola zwrócił się z wnioskiem do Powiatowego Lekarza Weterynarii w Przemyślu o komisyjne stwierdzenie stanu zdrowia piątki psów. Przy okazji i władzom gminy Fredropol „dostało się” od ich właściciela…
20 kwietnia br. lekarz weterynarii Magdalena Machaj, pracownik urzędu gminy i policjant zagościli na posesji mieszkańca Aksmanic. Opinia nie pozostawiła żadnych złudzeń. Zdaniem przedstawicielki Powiatowego Lekarza Weterynarii w Przemyślu, wszystkie psy były zaniedbane i wychudzone, jeden skrajnie, a dawki pokarmowe były o wiele za małe. Wszystkie (labradorka, dwa owczarki niemieckie, dwa mieszańce), decyzją wójta gminy Fredropol zostały czasowo odebrane właścicielowi i przekazane do Ośrodka Adopcyjnego dla Zwierząt „Arka-Vet” w Przemyślu.
Sprawa w prokuraturze
Jeszcze tego samego dnia stowarzyszenie złożyło zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Przemyślu o możliwości popełnienia przestępstwa przez Adama Szybowicza z Aksmanic, polegającego na znęcaniu się nad zwierzętami. – 24 kwietnia przesłaliśmy dokumenty do Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu celem przeprowadzenia czynności sprawdzających. Mają na to 30 dni. Wówczas zapadnie decyzja, czy wszczęte zostanie w tej sprawie postępowanie – zapewniła rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Przemyślu prok. Marta Pętkowska.
– Chcemy tę sprawę nagłośnić, bo boimy się, aby nie została zamieciona pod dywan. Jak ten pan się odgrażał! Kogo on to nie zna. Mówił, że wynajmie czterech adwokatów, aby nas wykończyć – powiedziała jedna z członkiń stowarzyszenia „Nadzieja”.
Moje psy nigdy nie były bite
Właściciel piątki psów to Adam Szybowicz. Nierdzenny mieszkaniec Aksmanic. Tu zamieszkał po przenosinach z Krakowa, gdzie prowadził firmę. To były wojewódzki konserwator zabytków w Nowym Sącz, znany archeolog, który swego czasu prowadził prace badawcze m.in. na zamku w Czorsztynie i Muszynie.
– Moje psy nigdy nie były bite. Nigdy nie przebywały na uwięzi. Każdy z nich ma drewnianą budę z werandą. Dostają jedzenia tyle, ile trzeba. Nie rozumiem, dlaczego ktoś chce mi w ten sposób dokuczyć. Nigdy nikogo nie obrażałem, ani nie kierowałem wobec nich gróźb karalnych, bo wiem, co to są groźby karalne – stwierdził w rozmowie z nami A. Szybowicz. – Labradorka ma osiemnaście lat. Jest chora. Będąc z nami w Krakowie, została potrącona przez samochód. Myślałem, że dożyje sędziwego wieku, a stało się, jak się stało. Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy ktoś, kto nie wylegitymował się, wchodzi na pana posesję i każe pokazać psy. Tak, to prawda, wyprosiłem ich. Nie mieli żadnego nakazu. Długo się nad tym zastanawiałem i już więcej wiem na ten temat. Ośrodek „Arka-Vet” i stowarzyszenie „Nadzieja” mają jakąś niepisaną umowę. Zresztą, to nie jest na razie żaden ośrodek, a plac budowy. Ja nie zamierzam nikomu płacić, żeby sobie go wybudował. W domu mam więcej zwierząt. Mam koty, żółwia, chomika i rybki w akwarium. Czego i ich mi nie zabrali? Może nad nimi także się znęcam? To, co się stało, możliwe jest tylko w Polsce. Nie mogę się z tym pogodzić – podsumował A. Szybowicz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pan czuje się bezkarny,uważa ,że znajomości wszystka załatwią, a psy maja być ekologiczne żyć powietrzem.Co na to lekarze z lecznicy ADA którzy ponoć leczyli i szczepili te psy,ręce opadają.
Oprócz podania profesji tej osoby należałoby wspomnieć, czy był ostatnio w kościele i czy przyjął komunię św. To bardzo ważna informacja dla czytelników, a jej niestety nie podano. To poważne niedopatrzenie. Skoro dla sprawy ważne jest to kim się ktoś zajmuje to należy sięgnąć dalej a nie skupiać się jedynie na tym, że ktoś jest archeologiem. Może nie otwiera okien? Albo nie czyta Życia? Wszystko to należy ustalić zanim się napisze artykuł. Dziennikarze jak widać, idą na łatwiznę. Obok artykułu, tak dla jaj, zamieście "gołą babę". Efekt murowany.
To smutne, jak można łatwo dzisiaj oskarżyć człowieka dla zysku, z zawiści, z głupoty czy chęci zaistnienia w mediach. Przepis prosty: 1 nierzetelny weterynarz, 1 nieuczciwe stowarzyszenie i 1 nieobiektywny dziennikarz chcący zrobić karierę na ludzkiej krzywdzie. Na każdym kroku (prasa, telewizja) widzę tupet i bezczelność dziennikarzy, a ich brak obiektywizmu jest irytujący. Niezależnie od sytuacji, nikt z nas nie musi rozmawiać z dziennikarzami, nie musi być uprzejmy, a tym bardziej się tłumaczyć... i witać KWIATAMI w drzwiach. A może przez chwilę trzeba było założyć, że to Pan Archeolog jest ofiarą. Gdyby właścicielem psa był "lokalny pijaczek", to nawet niktby nie zareagował, ale "Znanego Archeologa" fajniej się depta.
Należy zweryfikować kwalifikacje weterynarza, który wydał negatywną opinię.
Pan czuje się bezkarny,uważa ,że znajomości wszystka załatwią, a psy maja być ekologiczne żyć powietrzem.Co na to lekarze z lecznicy ADA którzy ponoć leczyli i szczepili te psy,ręce opadają.
Oprócz podania profesji tej osoby należałoby wspomnieć, czy był ostatnio w kościele i czy przyjął komunię św. To bardzo ważna informacja dla czytelników, a jej niestety nie podano. To poważne niedopatrzenie. Skoro dla sprawy ważne jest to kim się ktoś zajmuje to należy sięgnąć dalej a nie skupiać się jedynie na tym, że ktoś jest archeologiem. Może nie otwiera okien? Albo nie czyta Życia? Wszystko to należy ustalić zanim się napisze artykuł. Dziennikarze jak widać, idą na łatwiznę. Obok artykułu, tak dla jaj, zamieście "gołą babę". Efekt murowany.
To smutne, jak można łatwo dzisiaj oskarżyć człowieka dla zysku, z zawiści, z głupoty czy chęci zaistnienia w mediach. Przepis prosty: 1 nierzetelny weterynarz, 1 nieuczciwe stowarzyszenie i 1 nieobiektywny dziennikarz chcący zrobić karierę na ludzkiej krzywdzie. Na każdym kroku (prasa, telewizja) widzę tupet i bezczelność dziennikarzy, a ich brak obiektywizmu jest irytujący. Niezależnie od sytuacji, nikt z nas nie musi rozmawiać z dziennikarzami, nie musi być uprzejmy, a tym bardziej się tłumaczyć... i witać KWIATAMI w drzwiach. A może przez chwilę trzeba było założyć, że to Pan Archeolog jest ofiarą. Gdyby właścicielem psa był "lokalny pijaczek", to nawet niktby nie zareagował, ale "Znanego Archeologa" fajniej się depta.