Zanikają zwyczaje i tradycja, co najlepiej widzą etnografowie. Weźmy choćby zwyczaj kolędowania. Już dzisiaj bardzo rzadko spotkać można prawdziwych kolędników, takich fajnie przebranych, którzy na trzeźwo potrafią zaśpiewać "Wśród nocnej ciszy". Za to często zdarzają się pseudokolędnicy, a właściwie naciągacze. Właśnie o takiej grupie będzie w dzisiejszym kryminałku.
Zdarzyło się to w K., dokładnie szóstego stycznia ubiegłego roku. Akurat wtedy święto Trzech Króli wypadało w środę. 43-letni Bogusław jeszcze odchorowywał sylwestra. Wiadomo, że na taki stan najlepszy jest klin, tylko że w domu nie miał już ani grama życiodajnego płynu. Wpadł więc na pomysł, żeby pokolędować trochę po wsi, bo może jakiś grosz wpadnie albo dobrzy ludzie poczęstują czymś mocniejszym. Ponieważ nie wypadało samemu chodzić z kolędą, namówił jeszcze dwóch dziewiętnastolatków. Jeden z nich zabrał siostrze koronę, w której występowała w jasełkach, drugi nałożył kożuch dziadka, a Boguś postanowił zostać diabłem i wysmarował twarz sadzą. Tak przygotowani ruszyli w wioskę. Już w pierwszym domu za to, żeby nie kolędowali więcej, dostali flaszkę, którą oczywiście natychmiast opróżnili. Potem było różnie, jeden gospodarz dał dychę, inny postawił kielicha i tak przeszli prawie pół wioski. Trochę zmęczyło ich to kolędowanie. Gardła zaczynały odmawiać posłuszeństwa i nogi coraz bardziej się plątały, jednak zamiast dać sobie i innym spokój, postanowili jeszcze odwiedzić parę domów. Minęła dwudziesta pierwsza, kiedy zapukali do domu, w którym odbywało się przyjęcie.
Gospodarz, widząc, w jakim są stanie, chciał się ich pozbyć i dał Bogusiowi pięć złotych. Ten poczuł się obrażony i uparł się, żeby jednak kolędować. Odepchnął gospodarza i wszedł do mieszkania, rycząc kolędę. Dzieci, widząc pijanego mężczyznę, który się wydziera, pochowały się po kątach. Boguś, wczuwając się w rolę diabła, najpierw próbował objąć jedną z pań, a potem nalał sobie pół szklanki wódki i wychylił ją duszkiem. Tego gospodarzowi było za wiele i używając siły fizycznej, chciał się pozbyć kolędników. Jednak diabeł bronił się, jak mógł i w czasie szamotaniny rozbił gospodarzowi nos. Wezwani policjanci zwinęli zataczających się kolędników i nie bacząc na tradycję, zapakowali na dołek, a rano funkcjonariusz zarządzający aresztem lojalnie uprzedził zmiennika, że w celi jest diabeł.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze