Reklama

Dobrzy ludzie pomogli. Pani Halina z córką mają nowy dom

02/02/2017 18:30

– To, co było nierealne, stało się rzeczywistością dzięki osobom, które nie zostawiły nas w potrzebie – mówi Halina Iwaneczko ze Skołoszowa. Od kilku dni mieszka z córką w nowym domu, który zastąpił rozsypującą się drewnianą chatkę. W domu, który powstał dzięki pomocy szerokiego grona ludzi, a początkiem tego wsparcia było serce okazane kobiecie przez znajome z pracy.

Pani Halina żyła biedniej niż skromnie. Dochody z pracy w jarosławskim oddziale Leara ledwie wystarczały na bieżące potrzeby dla niej i uczącej się w gimnazjum córki. Choroba i pobyt w szpitalu sytuację pogorszyły i kobieta stanęła przed wyborem – kupić lekarstwa czy jedzenie. Nie szukała pomocy. Życie nauczyło ją, że nie warto. W dużej firmie nikt nie wiedział o jej problemach. Była jedną z kilkuset pracownic pojawiających się na zmianie. Problemy narastały, aż przerosły możliwości. Szukając odrobiny współczucia, pani Halina opowiedziała o tym, jak żyje, znajomym z pracy. Potrzebowała tylko zrozumienia. Nie spodziewała się, że ruszy lawinę, której skutków nie potrafili przewidzieć nawet zaangażowani w akcję pomocy koleżance z pracy. To, o czym od pani Haliny usłyszało kilka jej współpracowniczek, zmobilizowało zakład[paywall].

Włączyli się związkowcy z NSZZ „Solidarność” i przejęli na siebie organizację akcji. W pierwszym rzędzie chcieli zapewnić kobiecie i jej córce warunki do przetrwania zimy. Ruszyli w listopadzie 2015 r. W grudniu był już w domu nowy piecyk i zabezpieczony opał. Uzupełnili wyposażenie. Zaczęli czynić starania o remont domu. Nad budową nowego nikt się nie zastanawiał, bo skąd wziąć na nią pieniądze. Opracowany kosztorys remontu opiewał na kwotę przekraczającą 50 tys. zł. Wtedy zapadła decyzja, jakiej nigdy nie podjąłby racjonalnie myślący człowiek. Orzekli, że w miejscu drewnianej, walącej się chatki stanie mały, ale nowy dom. W lipcu 2016 r. stary wyburzono. We wrześniu rozpoczęto budowę nowego. W ubiegłym tygodniu pani Halina razem z córką wprowadziły się do niego. Mają dużą, jasną kuchnię. Jest pokój dla właścicielki. Osobny dla córki. Do tego łazienka i kotłownia.

Reklama

Nie przeszli obojętnie

– Dziękuję losowi za ludzi, którzy w odpowiednim momencie pojawili się na mojej drodze. Zatrzymali się. Posłuchali historii mojego życia i wyciągnęli dłoń – mówi pani Halina. – Dla mnie są cichymi bohaterami. Dziękuję za wsparcie, za ciężką pracę i poświęcenie. Nie jestem w stanie każdemu z osobna podziękować, ale na zawsze zostaną w naszej pamięci – dodaje. Lista osób, które przyszły z pomocą, jest długa. Są na niej firmy, organizacje i stowarzyszenia, organizacje związkowe oraz wiele prywatnych osób. Wsparcie napływało z różnych części kraju. Byli ofiarodawcy zagraniczni. Z okolic Białegostoku ktoś użyczył przyczepę campingową na czas budowy. Ktoś dał piasek, inny drewno lub za darmo zrobił projekt przyłącza. Inni przyszli i pracowali przy budowie, a urzędnik pomógł w załatwieniu formalności.  – Telefonowali ze wsparciem, dodawali otuchy. Na koncie pojawiały się czasem bardzo drobne wpłaty. Tak sobie myślę, że ci, którzy wsparli kwotą kilku złotych, musieli żyć skromnie, a mimo to pośpieszyli z pomocą – mówi pani Halina. 

Nie przeszli obojętnie

– Dziękuję losowi za ludzi, którzy w odpowiednim momencie pojawili się na mojej drodze. Zatrzymali się. Posłuchali historii mojego życia i wyciągnęli dłoń – mówi pani Halina. – Dla mnie są cichymi bohaterami. Dziękuję za wsparcie, za ciężką pracę i poświęcenie. Nie jestem w stanie każdemu z osobna podziękować, ale na zawsze zostaną w naszej pamięci – dodaje. Lista osób, które przyszły z pomocą, jest długa. Są na niej firmy, organizacje i stowarzyszenia, organizacje związkowe oraz wiele prywatnych osób. Wsparcie napływało z różnych części kraju. Byli ofiarodawcy zagraniczni. Z okolic Białegostoku ktoś użyczył przyczepę campingową na czas budowy. Ktoś dał piasek, inny drewno lub za darmo zrobił projekt przyłącza. Inni przyszli i pracowali przy budowie, a urzędnik pomógł w załatwieniu formalności.  – Telefonowali ze wsparciem, dodawali otuchy. Na koncie pojawiały się czasem bardzo drobne wpłaty. Tak sobie myślę, że ci, którzy wsparli kwotą kilku złotych, musieli żyć skromnie, a mimo to pośpieszyli z pomocą – mówi pani Halina.

Reklama

Urzeczywistnili marzenie

Zaczęło się od Bożeny Rybki, Bożeny Depciuch, Marty Pacuły i Elżbiety Paszczyńskiej z Leara. Potem sprawę przejął Andrzej Salwa, szef „Solidarności” w firmie. Pomagała mu Anna Wysocka razem ze związkowym zarządem. Włączyły się organizacje związkowe z Jarosławia, Przemyśla, Lubaczowa i innych części kraju. Wspierały osoby piastujące najwyższe funkcje w kraju i regionie. To, co jeszcze wiosną 2016 r. było tylko marzeniem, pod koniec roku przybrało postać nowego domu. Kilka osób, od których akcja się rozpoczęła, miało ogromne chęci i minimalne możliwości. Efekty przerosły ich oczekiwania.

– Zrozumiałam, że nie można zamykać się ze swoimi problemami. Dalej pójdę przez życie z pokorą, ale też z wiarą w ludzi. Wiem, że mają wielkie serca– podsumowuje pani Halina.

Reklama

– Skromność – to słowo oddaje postawę pani Haliny. Nie prosiła, nie narzucała się nikomu. Przeciwnie, starała się ukryć sytuację i realia, w jakich przyszło jej i jej córce żyć. Marzenia o poprawie bytu, mimo starań, były nie do spełnienia. Tylko dzięki współpracy tak wielu osób mogliśmy je urzeczywistnić – mówi Szymon Wawrzyszko, przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Przemyska NSZZ „Solidarność”.

W niedzielę, 29 stycznia, dom Haliny Iwaneczko został oddany do użytku. Na tej uroczystości pojawili się przedstawiciele lokalnych samorządów, marszałka województwa, byli też parlamentarzyści i grono osób, które w różny sposób wspierały budowę. 

Reklama

– Kiedyś staniemy przed Bogiem, a może on akurat mieć nie najlepszy humor. Ma do tego prawo, bo święci nie jesteśmy. Wtedy będziecie mieć argument na swoją obronę. „A może wybralibyśmy się razem do domu pani Haliny w Skołoszowie” – zaproponujecie mu –

tak dziękował wszystkim, którzy przyczynili się do wybudowania domu dla Haliny Iwaneczko ks. Zbigniew Suchy, prałat przemyskiej archikatedry, który w zastępstwie metropolity przemyskiego abpa Adama Szala nowy dom poświęcił.


Część obecnych na przekazaniu domu przyniosła niekoniecznie drobne upominki.

Reklama
❤ Lista ofiarodawców, którzy dom zbudowali, jest długa. W broszurce wydanej na tę okoliczność przez związkowców zajmuje ponad dwie strony, a to tylko część z nich. Autorzy przypominają  też teksty, które ukazały się w Życiu Podkarpackim. „Dzięki Redakcji Życia Podkarpackiego tak wiele osób i organizacji wsparło naszą akcję” – piszą. ❤


fot.Roman Kijanka
Pierwsza wizyta duszpasterska w domu Haliny Iwaneczko. Ks. prałat Zbigniew Suchy poświęcił pomieszczenia.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Domi - niezalogowany 2017-02-02 19:24:04

    W końcu ma Pani śliczny dom  

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Czytelnik - niezalogowany 2017-02-02 19:32:04

    Parodia...znam tą historię i to co pisze życie podkarpackie to stek bzdur...jeśli nie znacie całej prawdy jak to się zaczęło to nie wciskajce ludziom kitu. Większość ludzi z Learu zna tą kobietę i ma inne o niej zdanie...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ok - niezalogowany 2017-02-02 19:35:24

    Ona jest sumienna kobietą 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama