Barbara Nazarewicz, pracująca na oddziale neurologicznym z pododdziałem udarowym w jarosławskim szpitalu, znalazła się w gronie najlepszych lekarzy w Polsce, wybranych przez pacjentów w plebiscycie Fundacji Anioły Medycyny i Farmacji. – Myślę, że mam duży ładunek empatii. Wiele w życiu przeszłam i może dlatego rozumiem cierpiących – mówi nominowana do Anioła Medycyny.

fot.Roman Kijanka
Uśmiechnięta i otwarta Barbara Nazarewicz, lekarz neurolog w jarosławskim szpitalu, została wybrana przez pacjentów jednym z najlepszych lekarzy w Polsce.
– Pani doktor jest znana daleko poza granicami Jarosławia. Mamy pacjentów z całego regionu. W ubiegłym roku było ich ponad 2,5 tysiąca, w tym 340 po udarze. Jarosławski oddział neurologiczny jest drugim na Podkarpaciu pod względem ilości przyjmowanych pacjentów – wylicza Stanisław Krasny, dyrektor Centrum Opieki Medycznej w Jarosławiu.
– Nie wiem, kto mnie zgłosił. Wiem tylko, że zrobili to pacjenci, ludzie, których spotkałam na swojej lekarskiej drodze – mówi B. Nazarewicz. Zgłoszonych było ponad 5 tysięcy lekarzy i farmaceutów. Oddano na nich kilkaset tysięcy głosów. Po podsumowaniu okazało się, że młoda, uśmiechnięta „doktor Basia” z jarosławskiego szpitala jest dzięki samych pacjentom w gronie stu najlepszych lekarzy w Polsce. Oprócz niej znalazło się w tej grupie jeszcze trzech lekarzy z Podkarpacia. – Opinia pacjentów jest dla mnie bardzo ważna, więc tym bardziej się cieszę. To także wyzwanie do lepszej pracy. Nie mogę zawieść ludzi, którzy na mnie liczą – mówi. – Dotknęłam bardzo blisko śmierci. Otarłam się o nią i przeżyłam największy ból, jaki może spowodować. Dlatego rozumiem ciężko chorych ludzi i odczuwam ich emocje – dodaje.
B. Nazarewicz pracuje w jarosławskim szpitalu od 2009 r., ale z miastem jest związana od dziecka. Tu się wychowała i przeżyła życiową tragedię. Jest córką Jerzego Matusza, niezapomnianego burmistrza Jarosławia, który wraz z żoną i jedną z córek zginął w wypadku samochodowym. Jechała razem z nimi. Przeżyła i postanowiła nieść pomoc cierpiącym. – W wakacje 1999 roku straciłam rodziców i siostrę, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Ja też byłam uczestnikiem tego wypadku, lecz z niewielkimi obrażeniami, po 2 tygodniach wróciłam do domu. Na moich oczach umierali mój kochany tata i siostra. Mama zmarła po 2 tygodniach pobytu w szpitalu. Wydarzenie to spowodowało, że część mnie umarła na zawsze. Jednak dzięki przekazanej mi przez rodziców wierze, Bożej Opatrzności i duchowemu wsparciu moich bliskich postanowiłam zawalczyć o swoje życie. Założyłam, że Bóg ma wobec mnie jakiś plan. Wymyśliłam sobie, że to moje powołanie do bycia lekarzem może być jego spełnieniem[paywall]. Połączenie pasji i misji. Dotknęłam tak blisko tematu śmierci, sama się o nią ocierając. Nie bałam się już umierania. Przeżyłam największy ból z nim związany i założyłam, że gorzej nie będzie. Któż inny w tej sytuacji mógłby lepiej zrozumieć ciężko, śmiertelnie chorego pacjenta niż ten, kto był tak blisko – wspomina B. Nazarewicz.
Tak zwraca się do B. Nazarewicz personel oddziału i powtarzają pacjenci. – Nie boję się ludzi, wychodzę im naprzeciw, niemal zawsze z życzliwością i uśmiechem na twarzy. Poświęcam dużo czasu na rozmowę. Kontakt z pacjentami ubogaca mnie, ich cierpienie buduje moją wrażliwość. Ciągle aktualizowana wiedza medyczna jest narzędziem niezbędnym każdemu lekarzowi, ale czas i doświadczenie pokazują, że wzajemna życzliwość i zaufanie dopełniają ją– mówi lekarka. – Życzyłabym sobie i moim kolegom lepszych relacji z ludźmi, nie tylko pacjentami. Pęd cywilizacji nakładający coraz większy stres na kark naszego społeczeństwa plus powszechna w mediach krytyka lekarzy spowodowała, że wielu podchodzi do nas z dystansem. Wiele osób nie ufa nam z założenia, na starcie. Wielokrotnie musimy walczyć o to zaufanie, co opóźnia fazę diagnostyczną i leczniczą. Zdarzają się i porażki, w różnym wymiarze, ale uważam, że nie da się leczyć człowieka bez poznania go od strony emocjonalnej i wzajemnego zaufania – uważa.
– W 2015 roku uzyskałam tytuł specjalisty neurologa. Od ponad roku towarzyszę pacjentom domowego hospicjum. Moimi pacjentami są głównie ludzie w starszym wieku, ale nie tylko. Specyfika mojej pracy jako neurologa i lekarza okresu paliatywnego wiąże się z olbrzymim cierpieniem fizycznym i psychicznym. Ból przewlekły, uporczywy, ostry, przeszywający… Niekiedy jednak również tak zwany czynnościowy, związany z zaburzeniami emocjonalnymi, psychicznymi. Wielu z naszych pacjentów jest niepełnosprawnych. Innym nie możemy pomóc inaczej, jak wspierając ich duchowo w cierpieniu. Niemal wszyscy potrzebują naszego wsparcia psychicznego i to już od chwili pierwszego kontaktu. Nie można się bać ludzi. Nasz niepokój zawsze jest blokadą, budzi dystans. Nie da się leczyć człowieka bez poznania jego sfery psychicznej. Można osiągnąć spektakularny, krótkotrwały efekt, stosując nowoczesną farmakoterapię, ale rzadko udaje się utrwalić sukces. Wielokrotnie pacjenci powracają z podobnymi dolegliwościami zdziwieni, zaniepokojeni. To oczywiście normalne. Wielu nie rozumie przewlekłości schorzeń. I w tym miejscu potrzebna jest nić zaufania i zrozumienia – opowiada B. Nazarewicz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
wspaniały człowiek ;-)
Brawo!!samych sukcesów.
Pani Doktor! Dziękuję i gratuluję!