Tylko wyjątkowo pozytywny zbieg okoliczności – choć mówiąc prościej: cud – może uratować przed spadkiem z II ligi ekipę Tech-Projectu Futsal Club Jarosław. Zespół, który w połowie rozgrywek miał szanse na czołówkę tabeli, po bardzo słabych występach w II rundzie, znalazł się na miejscu, nie gwarantującym pozostania w tej klasie rozgrywkowej.
Mecz w Rzeszowie pomiędzy Heiro a Tech-Projectem był w zasadzie bojem o prolongatę II-ligowego bytu. Wygrana jarosławian dawałaby im pewien bufor bezpieczeństwa, ale jeszcze nie pewność gry w przyszłym sezonie w tych rozgrywkach, porażka postawiłaby ekipę Michała Bloka w bardzo dramatycznej, by nie powiedzieć beznadziejnej, sytuacji. Z pewnością o tych kalkulacjach jarosławianie wiedzieli, ale pozwolili rywalowi w ciągu kilkudziesięciu sekund strącić się do piekła. Bez możliwości jakiejkolwiek apelacji.
Nie da się utrzymać bytu, kiedy popełnia się takie błędy jak w derbowym spotkaniu z JKS Jarosław. Nie się tego zrobić, kiedy w najważniejszym pojedynku całego sezonu prowadzi się na 60 sekund przed końcem 3:4, a przegrywa się mecz 6:4.
Jarosławianie bardzo dobrze zaczęli mecz, bo objęli prowadzenie już w 1. min po strzale Miłosza Gierczaka. Co prawda gospodarze w mig wyrównali, ale już do końca I połowy ton wydarzeniom nadawali futsaliści Tech-Projectu. Najpierw Sebastian Bogacz przechytrzył rywala w akcji jeden na jeden, a w końcówce pierwszych 20 minut Bartłomiej Fitowski zdobył swoją 16. bramkę w sezonie.
Wypracowana przewaga nie pozwalała w żadnym wypadku na spokój w II odsłonie, bo to futsal, gdzie sytuacja może się zmienić w ciągu kilkunastu sekund, ale pozwalała na taktyczne rozgrywki, szanowanie piłki i wymuszanie błędów rywala. Bo to rywal musiał się spieszyć, bo to rzeszowianom uciekał czas. Gospodarze strzelili kontaktowego gola, ale Tech-Project za sprawą M. Gierczaka odpowiedział. W 34. min było 2:4. Ataki rzeszowian nabierały na sile, ale nie byli w stanie zyskać wyraźniejszej przewagi. Za sprawą niefortunnego odbicia się piłki od Michaela Londoño ponownie zyskali bezpośredni kontakt, ale nic więcej. Do końca spotkania pozostawało 60 sekund.
To sekund, które – być może – zdecydowały o „być albo nie być” jarosławian w II lidze. Stracili w nich aż trzy bramki! Tak ligi uratować się nie da. Rzeszowianie najpierw wyrównali, grając w przewadze, potem, na 45 s przed finałem, wykorzystali fatalną pomyłkę jarosławian w wyprowadzeniu piłki, by na sekund przed końcem dobić Tech-Project, zapewniając sobie w zasadzie prolongatę bytu w II lidze i strącając w otchłań jarosławskiego beniaminka.
Ekipie Michała Bloka do końca sezonu pozostał domowy mecz z liderem (i już przyszłym beniaminkiem I ligi) Moravią Tompawex Obice. Nawet wygrana nie da żadnej pewności w kwestii utrzymania. Aby się tak stało, JKS Jarosław musiałby w swoich trzech meczach do końca kampanii już nie zapunktować, podobnie jak Heiro Rzeszów, który ma do rozegrania jeszcze dwa pojedynki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze