W czwartek, 24 sierpnia, pociąg Hyundai, relacji Kijów – Przemyśl, planowy przyjazd piętnasta zero cztery, wjechał na dworzec główny z trzyminutowym opóźnieniem. Była to inauguracja już drugiego pociągu tej relacji, więc Stowarzyszenie „Linia 102” przygotowało uroczyste powitanie.
Kiedy skład zatrzymał się na peronie, zaroiło się od członków „Linii 102” i kapela „Czy się wali, czy się pali” zaczęła grać piosenkę o drezynie, która po ponad dwudziestu latach przetarła stary kolejowy szlak. Studenci lwowskiej filii Dniepropietrowskiego Narodowego Uniwersytetu Transportu Kolejowego, którzy też przyjechali tym pociągiem, rozwinęli transparent powitalny. Zastępca prezydenta[paywall] Przemyśla Janusz Hamryszczak przywitał gości, a wysiadający z pociągu podróżni przystawali z zaciekawieniem, widząc niecodzienną uroczystość. Dwadzieścia minut później, kiedy peron opustoszał, goście, sympatycy i członkowie „Linii 102” pojechali do Hermanowic.
Na nieczynnej od dawna stacji wszyscy przesiedli się do dwóch drezyn: „Przemyślanki” skonstruowanej przez fanatyków kolejnictwa z „Llinii 102” i „Bieszczadkiej Wadery” udostępnionej przez kolejarską brać z Zagórza. Wtedy zaczęła się przygoda na torach.
Drezyny typu „kiwaj – machaj” napędzane są ręcznie, więc na każdej czterech panów chwyciło za drążki, pocisnęło i ruszyły one wolno w kierunku granicy. Przed każdym przejazdem drogowym w „Przemyślance” włączano sygnał dźwiękowy, a na „Waderze” bito w dzwon. Wtedy z pobliskich pól podrywały się spłoszone kuropatwy, a pracujący w polu rolnicy stawali i z ciekawością patrzyli na dwa dziwne pojazdy obwieszone flagami polskimi i unijnymi. W pewnym momencie z „Przemyślanki” zauważono na starym moście dym unoszący się spomiędzy torów. Awaryjne hamowanie.
– To wygląda na akt dywersji. Na pewno ktoś o naszym przejeździe się dowiedział i chciał nam to uniemożliwić – żartuje ktoś z załogi pierwszej drezyny. Karol Gajdzik wyskakuje i wyciąga spod szyny kawał tlącego się drewnianego podkładu. – Spokojnie. Ktoś podpalił trawę na nasypie i od tego zajął się nadpróchniały podkład – wyjaśnia. Jedziemy dalej. Do granicy jeszcze półtora kilometra, ale trochę pod górkę i trzeba częściej się zmieniać przy drążkach. Najbardziej wytrwali są przyszli kolejarze, studenci ze Lwowa, którzy żartują, że taka zaprawa jest lepsza niż ćwiczenia na siłowni, ale i tak jedziemy z prędkością przeciętnego piechura.

fot.Jacek Szwic
Karol Gajdzik usunął tlący się podkład i można było jechać dalej.
Służby graniczne po obu stronach wyposażone były w mobilne terminale, więc odprawa poszła błyskawicznie i ukraińscy pogranicznicy otworzyli bramę zamykającą tor. – Już po raz trzeci w tym roku polska drezyna przekracza granicę – mówi K. Gajdzik, który jest pomysłodawcą projektu wykorzystania tego szlaku, od którego numeracji wzięło nazwę stowarzyszenie.
Do stacji Niżankowice mamy niecałe pół kilometra. Teraz wszyscy przyłożyli się do drążków i wjeżdżamy z fasonem. Dzieci stojące na peronie na widok dziwnego pojazdu, który po torach nadjeżdża od strony granicy, z wrażenia przestały machać flagami, a dorośli zaczęli bić brawo. Gości z Polski przywitał Orest Bonk, przewodniczący Starosamborskiej Rejonowej Administracji Państwowej i przypomniał, że w tym dniu Ukraina obchodzi Święto Niezależności. W imieniu gości głos zabrał prezydent Hamryszczak, który złożył gospodarzom życzenia z okazji święta.
Następnie Jarosław Bolzelarski, dyrektor lwowskiej filii Dniepropietrowskiego Narodowego Uniwersytetu Transportu Kolejnictwa powiedział o znaczeniu karpackich szlaków kolejowych, a Karol Gajdzik o pomysłach ich wykorzystania dla transgranicznego ruchu turystycznego i o pilnej potrzebie otwarcia nowego przejścia granicznego Malchowice – Niżankowice. Mieszkańcy Niżankowic, którzy przyszli na spotkanie, wspominali, jak to dobrze było, kiedy podczas „Dni dobrosąsiedztwa” można było choć na parę godzin przejść granicę, żeby odwiedzić rodziny i zrobić zakupy.
Kiedy dorośli mówili o poważnych sprawach, dzieciaki zerkały na drezyny i na pudła, z których wyzierały głowy pluszaków. Wreszcie Wacław Majka z „Linii 102” powiedział, że z okazji święta wszystkie dzieci dostaną prezenty i zaczął się szturm na peron.
Najmłodsi oblegali gości w pomarańczowych kamizelkach i odbierali słodycze, a także zabawki i przybory szkolne, które zostały zakupione za pieniądze uzyskane przez warszawskie Towarzystwo Przyjaźni Ukrainy i zebrane na portalu Pomagam.pl. W tym czasie kto tylko chciał, mógł się przejechać drezyną. Chętnych nie brakowało. Wreszcie nadeszła pora odjazdu. Żegnani przez mieszkańców Niżankowic ruszyliśmy w kierunku granicy. Błyskawiczna odprawa i znowu trzeba się było przyłożyć do drążków.
– Kiedy w zeszłym roku zaczynaliśmy „siekierezadę” i czyściliśmy linię 102, wielu uważało, że porywamy się z motyką na słońce. Nikt nie wierzył, że nam się uda. Dzisiejszy przejazd przez granicę był już trzecim w tym roku i już planujemy następne. Chcemy w ten sposób wszystkich przekonać, że warto reaktywować ten szlak kolejowy, choćby na początek tylko dla ruchu drezyn i lekkich szynobusów, co bez wątpienia przyczyniłoby się do ożywienia kilku miejscowości leżących po ukraińskiej stronie, a dla nas byłaby to jeszcze jedna oferta turystyczna – mówi Karol Gajdzik i nie ukrywa, że jest zadowolony z akcji.

fot.Jacek Szwic
Prezydent Hamryszczak też pracował przy napędzie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze