O tym, jak wygląda praca dzielnicowego w czasie pandemii, rozmawiamy z aspirantem Wojciechem Pelcem.
Ma Pan za sobą już dwanaście lat służby w policyjnym mundurze, z czego większość jako dzielnicowy?
– Przedtem miałem dzielnicę Borelowskiego, potem Bielskiego, a od trzech lat jestem starszym dzielnicowym pierwszego rewiru „Stare Miasto”.
Pana rewir, jak wyliczyłem, to osiemdziesiąt pięć ulic. Sporo, ale jak określić ten teren?
– Gdyby stanąć na przystanku przy placu Rotmistrza Pileckiego, to patrząc w kierunku Kopca Tatarskiego, aż po Kruhel Wielki i osiedle Rosłońskiego.
Z jakimi problemami spotyka się Pan najczęściej?[paywall]
– Kiedyś było łatwiej poznać mieszkańców, bo często mieszkali pod jednym adresem od dziada, pradziada, a teraz ludzie są bardziej mobilni, częściej zmieniają mieszkania, wprowadzają się nowi. Rynek mieszkań sprawia, że jest duża rotacja. Niestety największym problemem, podobnie jak w innych rewirach, jest przemoc domowa, której ofiarami w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach są kobiety. Raz tylko trafił mi się przypadek, że ofiarą był mężczyzna. Trzeba zaznaczyć, że jest to całe spektrum przemocy, a więc fizyczna, psychiczna, seksualna i finansowa. Występuje ona nie tylko w rodzinach patologicznych, ale również w tak zwanych normalnych, zamożnych, których nikt by nie podejrzewał, że coś złego się w nich dzieje. To są trudne sprawy, w które – oprócz policji – zaangażowane są również różne instytucje.
W marcu, kiedy wybuchła pandemia, zmienił się zakres obowiązków dzielnicowego. Jak teraz wygląda wasza praca?
– W połowie marca do naszych normalnych zadań doszło jeszcze kontrolowanie osób będących w kwarantannie, bo przecież nikt tak dobrze jak dzielnicowy nie zna miasta, a w tym przypadku rejonu. Tak było na wiosnę i w lecie. Jesienią nadeszła druga fala i od niedawna jesteśmy też zobligowani do kontrolowania osób przebywających w izolacji. Różnica jest taka, że w kwarantannie przebywają ci, którzy mieli kontakt z osobami zakażonymi wirusem, a w izolacji osoby chore, które przechodzą to lżej i mogą przebywać w domu.
Jak w praktyce wyglądają takie kontrole?
– W przypadku kwarantanny i izolacji procedura jest identyczna. Podchodzimy pod dom, a w miarę możliwości podjeżdżamy do danej osoby, która jest ujęta w naszym wykazie, dzwonimy do niej, następnie przedstawiamy się i prosimy, żeby pokazała się w oknie.
Zawsze pytamy, czy wszystko jest w porządku i czy nie potrzebuje pomocy. Staramy się robić to jak najsprawniej, gdyż mamy dużo takich kontroli. Nieraz na jeden patrol, w czasie jednej zmiany przypada nawet dziewięćdziesiąt kontroli.
Wynika z tego, że do całego wachlarza przestępstw i wykroczeń, którymi się zajmowaliście, doszły jeszcze nowe związane z pandemią. Jak na to reagują ludzie?
– Dzielnicowi to policjanci utrzymujący bezpośredni kontakt ze społecznościami lokalnymi swoich rejonów, rozpoznający ich potrzeby i oczekiwania w zakresie szeroko pojmowanego bezpieczeństwa, zarówno indywidualnego, jak i publicznego. Dzielnicowi diagnozują wspólnie z mieszkańcami lokalne problemy, ustalają ich przyczyny i pomagają w poszukiwaniu skutecznych sposobów ich rozwiązania. W okresie pandemii doszły dodatkowe obowiązki dotyczące kontroli osób przebywających w kwarantannie i w izolacji, jak i patroli w galeriach handlowych pod kątem przestrzegania obostrzeń sanitarnych.
Choć nasze społeczeństwo jest w miarę zdyscyplinowane, zdarzają się przypadki, że ludzie nie przestrzegają zasad kwarantanny, co stanowi wykroczenie z artykułu sto szesnaście kodeksu wykroczeń. Natomiast nieprzestrzeganie zasad izolacji jest już przestępstwem zagrożonym poważną karą, gdyż osoba chora w świadomy sposób zagraża innym.
Na koniec zapytam, czy w związku z kontrolowaniem zdarzyły się jakieś zabawne momenty?
– Owszem. Muszę przyznać, że zdarza się czasami sytuacja, kiedy osoby, które kontrolujemy, w pośpiechu podchodzą do okna w niekompletnym ubraniu.
Dziękuję za rozmowę i życzę dużo zdrowia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.No i się zaczęło. A co? A no ocieplanie zszarganego wizerunku tej formacji po jej wyczynach na ulicach dużych miast a zwłaszcza Wa-wy w trakcie tegorocznych jesiennych demonstracji. Kolejny artykulik będzie zapewne o jakimś f-szu, który przebrany za świętego Mikołaja rozdawał cukierki na rogu jakiś tam ulic mieściny, a potem jak to tzw. mundurowi dali utoczyć sobie krwi na rzecz kogoś tam. No a potem znów dupa, bo jakiś siłownik w cywilu skatuje pałką teleskopową jakąś aktywistkę na demonstracji lub patrol złożony z dwóch półgłówków przyczepi się do jakiegoś kierowcy za pewną ilość gwiazdek naklejonych na swoim aucie. Eh, szkoda gadać.
No i się zaczęło. A co? A no ocieplanie zszarganego wizerunku tej formacji po jej wyczynach na ulicach dużych miast a zwłaszcza Wa-wy w trakcie tegorocznych jesiennych demonstracji. Kolejny artykulik będzie zapewne o jakimś f-szu, który przebrany za świętego Mikołaja rozdawał cukierki na rogu jakiś tam ulic mieściny, a potem jak to tzw. mundurowi dali utoczyć sobie krwi na rzecz kogoś tam. No a potem znów dupa, bo jakiś siłownik w cywilu skatuje pałką teleskopową jakąś aktywistkę na demonstracji lub patrol złożony z dwóch półgłówków przyczepi się do jakiegoś kierowcy za pewną ilość gwiazdek naklejonych na swoim aucie. Eh, szkoda gadać.