Reklama

Gdyby ten pocisk wybuchł, nie rozmawialibyśmy dzisiaj

23/06/2019 18:03

– Jakieś 2 – 3 metry ode mnie wpadł pocisk i nie wybuchł. Wiedziałem, że Niemcy mają pociski z opóźnionym zapłonem, więc czekałem, aż wybuchnie. Ale nie wybuchł – opowiada major Jerzy Kostiuk, przemyślanin walczący pod Monte Cassino.

– Warto wspomnieć też o panu Gurbielu, który już nie żyje – mówi na początku spotkania Jerzy Kostiuk. – To mój bardzo dobry znajomy, mieszkał tu niedaleko. On pierwszy zawiesił proporzec 12 Pułku Ułanów Podolskich na klasztorze Monte Cassino – dodaje.

W czasie wojny Jerzy Kostiuk i Kazimierz Gurbiel się nie znali. – On był w innej jednostce – mówi pan Jerzy. – Dopiero po wojnie, powróciwszy do kraju, zaczęliśmy opowiadać sobie rozmaite historie – dodaje.

J. Kostiuk urodził się w 1923 r. we Lwowie. Mimo że do setki już mu dużo nie brakuje, ciągle [paywall]zachowuje sprawny umysł, ma dobrą pamięć, mówi piękną polszczyzną i podkreśla, że nie ma wcale zamiaru umierać. – Opowiem skrótowo, bo na wszystko miejsca pan w artykule nie znajdzie – mówi.

 

Byliśmy nędzarzami

We wrześniu 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła do Lwowa. Ojciec pana Jerzego – zawodowy oficer – trafił do niewoli i zginął koło Charkowa w marcu 1940 r. Tragiczny los podzieliło też dwóch braci – jeden zginął w Puszczy Kampinoskiej w 1939 r., a drugi w łagrze rosyjskim. 16-letni Jerzy został sam z matką i jeszcze jednym bratem. 13 kwietnia 1940 r. zostali deportowani do Kazachstanu.

Reklama

Razem z bratem wstąpili do Wojska Polskiego. – Generałowi Andersowi zawdzięczamy, że nas wywiózł za granicę. Stalin chciał, żebyśmy walczyli w Rosji, ale nie był w stanie nas wyżywić. Anders to wykorzystał i wycofał część dywizji do Iranu – opowiada.

– Jak wyjechaliśmy z Rosji, to były z nas szkielety. Nikt w to nie uwierzy, byliśmy wykończeni, byliśmy nędzarzami. Anglicy musieli nas przez pół roku żywić, żebyśmy doszli do jako takiej wartości. Do wyboru były dwie zupy i dwa drugie dania. A gdy odchodziliśmy, jeden Anglik wkładał nam do kieszeni pomarańczę, a drugi czekoladę. I tak przez pół roku. Mieliśmy wikt pierwszej kategorii, choć ogólnie bardzo dobrze odżywiali. Musieli z nas zrobić ludzi, wojsko – wspomina.

Reklama

 

Po co to było?

Dziś wzgórze Monte Cassino to piękne zielone lasy. Wtedy drzew prawie nie było – wszystkie zostały spalone lub połamane. Zostały za to wysokie, ostre skały. Wspinając się, żołnierze zdzierali sobie skórę z rąk i nóg. Ale najgorsze były rykoszety – pociski odbijające się od skał.

Dlaczego Monte Cassino jest ważne? – Myśmy się spotkali z zarzutami: po co to było? Niemcy wtedy byli potęgą militarną nie do pokonania. Myśmy pierwsi uderzyli w Niemców w Europie. Byliśmy oswobodzicielami nie tylko Polski i Włoch, ale całej Europy. Nikt wtedy z nimi nie walczył poza sowietami, którzy się rozpaczliwie bronili. Monte Cassino to był symbol – podkreśla stanowczo.

Reklama

 

Bitwa

Koniec świata. Nie ma się gdzie schować, bo jeden pocisk bije obok drugiego. O godzinie 23 jasno jak w dzień. Huk tak przeraźliwy, że wojskowi tracili słuch. Niektórzy wpadali w panikę, dostawali spazmów. Rozpaczliwe wołanie. Dramatyczne meldunki.

Główną rolę odgrywała artyleria oraz miny. – Całe pola były zaminowane. Mnóstwo ludzi od nich ginęło – opowiada J. Kostiuk.

Niemcy mieli lepsze pozycje, alianci byli na patelni. – Musieliśmy się dopiero wdzierać. Chodziło o to, żeby wybić przejście w tych górach – wyjaśnia J. Kostiuk.

Reklama

Majowa ofensywa na Monte Cassino była czwartą w 1944 r. Wszystkie wcześniejsze kończyły się klęską aliantów. Dopiero wojskom pod dowództwem gen. Władysława Andersa udało się osiągnąć nieosiągalne. – Zapanowała niesamowita radość – mówi J. Kostiuk. 

 

Sabotaż

– Dużo miałem szczęścia. W czasie walk o Monte Cassino nie byłem nawet lekko ranny. Jakieś 2 – 3 metry ode mnie wpadł pocisk i nie wybuchł. Wiedziałem, że Niemcy mają pociski z opóźnionym zapłonem, więc czekałem, aż wybuchnie. Ale nie wybuchł. Dlaczego? To była druga połowa wojny i w fabrykach pracowali więźniowie. Robili sabotaż, niektóre pociski miały uszkodzone zapalniki. Gdyby ten pocisk wybuchł, tego wywiadu by nie było – mówi.

Reklama

Ranny został kilka miesięcy później po zdobyciu Ankony. Samochód, którym się poruszał, najechał na minę. J. Kostiuk – ciężko ranny – przeleżał w upalnym słońcu cały dzień i noc, mając tylko niepełną manierkę wody. – Ja już dogorywałem – wspomina.

 

Propaganda

– Za tę mękę nie mogliśmy wrócić do kraju – mówi pan Jerzy. Wielu z tych, którzy wrócili, trafiło do więzienia, niektórzy dostali wyroki śmierci. Cały czas panowała propaganda, że żołnierze Andersa uciekli ze Związku Radzieckiego. – A prawda była taka, że oficerowie radzieccy nam salutowali, gdy wypływaliśmy z portu w Krasnodarze. Polacy i Rosjanie się ściskali na pożegnanie, a oni potem aresztowali tych, których ściskali. Tam mysz się nie prześlizgnęła, tak pilnowali granic. To było niemożliwością, żeby armia uciekła – podkreśla J. Kostiuk.

Reklama

 

W Przemyślu

Do Przemyśla pan Jerzy wrócił w 1949 r. Wcześniej mieszkał w Londynie. Zdecydował się tu przyjechać, bo tu, po powrocie z Syberii, zamieszkała jego matka. Rzeczywistość okazała się ciężka. Żołnierze Andersa nie mogli dostać pracy, nie mogli studiować. Pan Jerzy razem z bratem grywał na akordeonie po weselach i innych imprezach. – Stworzyliśmy zespół braci akordeonistów i nawet zaczęło nam się nieźle powodzić. Ale ile można. Chciałem się uczyć, jakiś zawód zdobyć – mówi.

Dzięki koledze dostał się na prywatną Akademię Handlu Zagranicznego w Krakowie, przekształconą później w Wyższą Szkołę Ekonomiczną. Później przyszedł nakaz pracy i pracował w różnych zakładach w Przemyślu. Od 30 lat jest na emeryturze. Swoje wspomnienia opisał w książce Czy tak być musiało.

Reklama

W maju br. został awansowany do stopnia majora oraz odznaczony medalem Pro Bono Poloniae w uznaniu zasług położonych na polu krzewienia postaw patriotycznych.


 


fot.Paweł Bugira
Dziś wzgórze Monte Cassino to piękne zielone lasy. Wtedy drzew prawie nie było – wszystkie zostały spalone lub połamane. Zostały za to wysokie, ostre skały.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    zizi - niezalogowany 2019-06-24 17:30:43

    a jak było z PZPR i UB ??

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama