Gmina Oleszyce nie ma prawa własności do kamienicy, w której znajduje się mieszkanie Marty Murawskiej. W skrócie oznacza to, że urząd sprzedał kobiecie lokal, choć nie miał do tego prawa. A pani Marta i jej mąż muszą liczyć się z koniecznością eksmisji. – To jest bardzo skomplikowana sprawa – przyznaje rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu Małgorzata Reizer.
Na ten temat pisaliśmy na łamach Życia Podkarpackiego kilkukrotnie. Sprawa ciągnie się od 2011 r., kiedy małżeństwo z Oleszyc otrzymało pismo od pani B., obecnie mieszkającej na Śląsku, z żądaniem opuszczenia mieszkania w ciągu trzech miesięcy. – Myśleliśmy, że to pomyłka – mówi Marta Murawska.
Pismo jednak pomyłką nie było – kobieta była przekonana, że żąda swojej własności. Na dowód przedstawiła akt notarialny z 1950 r., z którego wynika, że jest ona właścicielem sąsiedniej kamienicy, bezpośrednio przylegającej do mieszkania M. Murawskiej. I według pani B. to mieszkanie również jest jej własnością.
Lokal znajduje się na działce pani B.
Ale akt notarialny mają również obecni lokatorzy. Został sporządzony w 1999 r. Pani Marta przez 25 lat mieszkała w tym mieszkaniu ze swoją mamą. Kilka lat po jej śmierci, 8 grudnia 1999 r. kupiła mieszkanie od gminy. Akt notarialny został sporządzony w obecności pani Marty, ówczesnej burmistrz i jej zastępcy przed notariuszem wyznaczonym przez oleszycki urząd. Wszystko było dobrze do grudnia 2011 r., kiedy przyszło pismo od pani B.
Sprawa przed sądem w Lubaczowie długo nie mogła ruszyć z miejsca. Zostali wyznaczeni dwaj biegli: z dziedziny budownictwa i z dziedziny geodezji. Przygotowanie opinii przez jednego z nich trwało prawie półtora roku.Pierwszą kwestią, która była do rozstrzygnięcia było uzgodnienie treści księgi wieczystej ze stanem faktycznym. W sierpniu 2016 r. zapadł wyrok w pierwszej instancji. Lubaczowski sąd uznał, że mieszkanie M. Murawskiej znajduje się na działce, która należy do pani B.
Urząd Miasta i Gminy Oleszyce, który był stroną w postępowaniu, wniósł apelację. Sąd Okręgowy podtrzymał wyrok pierwszej instancji.
– To jest bardzo skomplikowana sprawa. Mówiąc najprościej: okazało się, że lokal znajduje się na sąsiedniej działce, do której gminie nie przysługuje w jakimkolwiek zakresie prawo własności – wyjaśnia rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu Małgorzata Reizer.
Według uzasadnienia sądu, gmina[paywall] nie potrafiła wykazać żadnego dokumentu, który świadczyłby o tym, że jest właścicielem spornej części budynku.
Urzędnicy mieli jednak zarzuty co do pracy jednego z biegłych. Podnosili również pewną nieścisłość: z aktu notarialnego pani B. wynika, że powierzchnia jej nieruchomości wynosi 165 m kw. Według biegłego należy się jej jednak 256 m kw. Rodzi się zatem pytanie: skąd przybyło prawie sto metrów?
Według sądu akt notarialny z lat 50. jest bardzo niedokładny – jest w nim jedynie ogólna informacja z kim nieruchomość sąsiaduje oraz, że oprócz pomieszczeń wykończonych, znajduje się część niewykończona. Nie jest uwzględnione, czy 165 m kw. to powierzchnia całej działki, czy może tylko części wykończonej lub niewykończonej. Opinia biegłych wskazuje natomiast, że budynek w całości znajduje się na działce pani B. i już wtedy musiał mieć 256 m kw.
Burmistrz Andrzej Gryniewicz jest zaskoczony tym wyrokiem. – Nasze argumenty nie przekonały sądu. Jestem tym rozczarowany – mówi. Urząd miał też zastrzeżenia do pracy biegłych. Sąd jednak ich nie uwzględnił.
Wprawdzie gmina nie ma już możliwości odwołania od tego orzeczenia, ale wyrok nie kończy wcale tematu. W zawieszeniu są jeszcze dwie sprawy: o zasiedzenie przez gminę i o eksmisję małżeństwa z zajmowanego lokalu. Gmina nie ma jednak lokalu zastępczego. – Będziemy musieli płacić czynsz za tych państwa do czasu zakończenia sprawy – mówi burmistrz Andrzej Gryniewicz.
Małżeństwo jest wprawdzie w trakcie budowy domu, ale jest on w stanie surowym i nie można się jeszcze do niego wprowadzić. – Gdyby nie ta sprawa, sprzedalibyśmy mieszkanie i mielibyśmy pieniądze na dokończenie budowy – mówią.
Zauważają, że w remont mieszkania włożyli sporo pieniędzy. Oprócz tego, ponieśli koszty niematerialne: ze względu na toczącą się sprawę nie mogli nigdzie wyjechać, a przeciągające się postępowanie wiązało się ze stresem. Teraz będą żądać od gminy odszkodowania. – Mamy nadzieję, że gmina wyjdzie z tej sytuacji z twarzą i nie będzie stwarzać problemów. Liczymy, że sprawa nie będzie się przeciągać – dodają.
Burmistrz zaznacza, że nie może jednak wypłacić zadośćuczynienia na zasadzie uznaniowości. Konieczne będzie powołanie biegłego, który oszacuje wartość mieszkania i poniesione przez małżeństwo koszty.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tacy to żyją. .. ludzie mowia :zakładanie spraw nie winnym mieszkańcom Oleszyc, nagrywanie dyktafonami, kamerami, świecenie laserami po oczach i latarka mi. Dzwonienie na 997 i donoszenia. Wieczne stanie w oknie, spacerowanie po Oleszycach szukając ofiary i prowokujac. A ponad to wszystko Ukraina.... i jeszcze Korczowa!
>>ludzie mowia :zakładanie spraw nie winnym mieszkańcom Oleszyc, nagrywanie dyktafonami, kamerami, świecenie laserami po oczach i latarka mi. Dzwonienie na 997 i donoszenia. Wieczne stanie w oknie, spacerowanie po Oleszycach szukając ofiary i prowokujac. A ponad to wszystko Ukraina.... i jeszcze Korczowa!<< Mógłbyś to przetłumaczyć na jęz. polski i gramatycznie napisać?
WEBCAM może nie jest mistrzem pióra, ale napisał prawdę.
Ja nie wiem bo nie kumam o co mu chodzi.On nie ukończył podstawówki? Nie uczył się języka polskiego?Jak chce oceniać innych niech zacznie od siebie.
"hrysrajko" czep sie baby a nie nie polszczyzną się zajmujesz publiko, błaznie
Tacy to żyją. .. ludzie mowia :zakładanie spraw nie winnym mieszkańcom Oleszyc, nagrywanie dyktafonami, kamerami, świecenie laserami po oczach i latarka mi. Dzwonienie na 997 i donoszenia. Wieczne stanie w oknie, spacerowanie po Oleszycach szukając ofiary i prowokujac. A ponad to wszystko Ukraina.... i jeszcze Korczowa!
>>ludzie mowia :zakładanie spraw nie winnym mieszkańcom Oleszyc, nagrywanie dyktafonami, kamerami, świecenie laserami po oczach i latarka mi. Dzwonienie na 997 i donoszenia. Wieczne stanie w oknie, spacerowanie po Oleszycach szukając ofiary i prowokujac. A ponad to wszystko Ukraina.... i jeszcze Korczowa!<< Mógłbyś to przetłumaczyć na jęz. polski i gramatycznie napisać?
WEBCAM może nie jest mistrzem pióra, ale napisał prawdę.