Ekipa saperów została wezwana do zbadania zawartości saszetki, którą ktoś pozostawił na ławce pod lodziarnią przy ulicy Piłsudskiego w Przeworsku. W środku był przedmiot przypominający granat.
Do zdarzenia, które spowodowało godzinny paraliż ulicy Piłsudskiego i okolic, doszło 5 sierpnia br. ok. g. 13.45. Po informacji od jednego z mieszkańców miasta nad Mleczką o podejrzanym przedmiocie, na miejsce udał się policyjny patrol[paywall]. Wezwany został także pirotechnik z Komendy Powiatowej Policji w Przeworsku z uprawnieniami saperskimi.
– Jeden z przechodniów zauważył saszetkę, w której wnętrzu znajdował się przedmiot przypominający granat. Przedmiot metalowy. Procedura jest w takich przypadkach jasna. Wezwaliśmy saperów z Rzeszowa. W momencie, kiedy byli już na rogatkach Przeworska, pod lodziarnię przyszedł ojciec z synem. Okazało się, że to oni, po zjedzeniu lodów, pozostawili na ławce saszetkę. W jednej z przegródek były samochodziki, w drugiej replika granatu, pamiątka z wakacji. Na pierwszy rzut oka wyglądało groźnie. Różnica polegała tylko na wyglądzie zapalnika. To jednak nie oznaczało, że zawartości nie muszą sprawdzić saperzy. Zrobili to, stwierdzając oczywiście, że nie ma zagrożenia. Nie było to w żadnym wypadku celowe działanie, ale sporo funkcjonariuszy zostało w tę akcję zaangażowanych – powiedział aspirant Mariusz Czyrny z KPP w Przeworsku.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze