Polonia Przemyśl pod wodzą trenera Pawła Młynarczyka wciąż jest niepokonana w IV lidze podkarpackiej. W 2. kolejce wywalczyła cenny punkt w Wiśniowej, choć sekund zabrakło do drugiego z rzędu triumfu.
To był trochę kuriozalny mecz. Piłkarze Polonii Przemyśl bramki w Wiśniowej w meczu z Wisłokiem stracili w… 1. i 90. min. Gościom na samym początku zabrakło koncentracji i pozyskany przed sezonem przez miejscowych Radosław Macnar znakomicie otworzył dla Wisłoka mecz. Wisłoka, który był wiceliderem tabeli po wygranej na inaugurację w Tyczynie ze Strugiem 2:4. Ale Przemyślanie się nie poddali i w znakomitym stylu, w ciągu trzech minut wyszli na prowadzenie. Najpierw gospodarze sami sobie strzelili bramkę, a 180 sekund później wynik podwyższył Krystian Kazek. Od tego momentu na boisku sporą przewagę zyskali miejscowi, ale przez wiele minut bili głową w mur. I kiedy wydawało się, że się poddali, przeprowadzili akcję rozpaczy, która przyniosła im powodzenie. Była 90. min, a w zasadzie już doliczony czas gry…
Drugiej porażki z rzędu doznał beniaminek z Lubaczowa, rezerwy III ligowej Pogoni-Sokoła. Mimo bardzo równego boju z Sokołem Nisko ekipa Dawida Obłozy musiała uznać wyższość doświadczonego rywala. Lubaczowianie decydującą bramkę stracili w 81. min, kiedy z całych sił dążyli do przechylenia szali na swoją korzyść.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze