Pod takim tytułem w aktualnym wydaniu Życia Podkarpackiego przeczytałem przeciekawą relację z sesji Rady Miasta Przemyśla. Dla przypomnienia: radny Robert Bal reprezentuje klubPorozumienie dla Przemyśla, a radny Maciej Kamiński klub radnych PiS.
Oba współrządzą miastem, a kilka ostatnich głosowań pokazało przychylność radnych SLD do koalicji. To nie przytyk. Wręcz przeciwnie. Samorządy w sprawach ważnych dla społeczności lokalnych mogą, a nawet powinny być ponad wielką polityką.
Pikanterii sesji dodały dwa wystąpienia. Radny Tomasz Schabowski (PO) zaatakował słownie wyżej wymienionych panów. Zarzucił im nielicujące – jego zdaniem – z etyką rajcy kandydowanie do Rady Nadzorczej Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Schabowski uważa, że w ten sposób nastąpi ewidentny konflikt interesów. – W głosowaniu, na przykład nad wysokością stawek za wywóz odpadów komunalnych, kogo będą reprezentować obaj panowie? Radę miejską czy PSM? – pyta radny.
Prawnie nie ma przeciwwskazań, ale zasadniczo coś jest na rzeczy.
W osłupienie uczestników sesji wprowadziło kolejne wystąpienie. Radny Eugeniusz Strzałkowski (PiS) nie pierwszy raz krytycznie odniósł się do niektórych działań kolegów koalicyjnych, czyli Bala i Kamińskiego. Przyznał co prawda, że również startuje do Rady Nadzorczej PSM, ale głównie po to, aby osłabić szanse wyżej wymienionych. Radny wspomniał o grupach szturmowych agitujących na rzecz R. Bala i M. Kamińskiego. Kogo konkretnie miał na myśli, trudno odpowiedzieć. Grupy szturmowe kojarzą się różnie, ale efekt wstrząsu radny Starzałkowski na pewno osiągnął.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze