Początki parku, usytuowanego na wzgórzach opadających ku dolinie Sanu, sięgają 1842 roku. Przez dziesięciolecia mieszkańcy Przemyśla chętnie spędzali tam czas wolny od codziennych obowiązków. Z tym miejscem związane są przeróżne romanse, historyjki, huczne festyny i inne wydarzenia. Szczególnym powodzeniem park cieszył się w okresie galicyjskim, mniejszym w latach 1918-1939. Park był zawsze oczkiem głowy burmistrzów. Troszczono się o alejki, drzewostan i ławki.
Na terenie parku (20 ha) znajdowało się wiele gatunków drzew i krzewów, m.in.: grab, buk, dąb, brzoza, pomnikowe topole białe, żywotnik, miłorząb, magnolia i kasztanowiec, a także kilkadziesiąt gatunków ptaków. W 1901 roku wybudowano w parku w stylu neogotyckim domek ogrodnika oraz sąsiadujące z nim oranżerię i palmiarnię. W pobliżu postawiono także na cokole popiersie Tadeusza Kościuszki. Zachodni skraj parku zamyka tajemnicze Wzgórze Trzech Krzyży z domniemanym wczesnośredniowiecznym grodem obronnym. Być może w czasach przedpiastowskich założono tu gród istniejący do XIV wieku.
Ten ciek wodny został nazwany „Ciurkiem” przez Towarzystwo Ulepszania Miasta w 1890 r. Jego ujście znajdowało się w parku. Przed nim był plac zabaw dla dzieci i ławki dla starszych, ale najważniejsza była woda – czysta krystalicznie, zimna, zdrowa. Nie brakowało takich, co to z czajnikami przychodzili. Herbata z niej miała mieć doskonały smak, dopóki…. ktoś nie wywalił żelaznych drzwiczek i chuligani nie zaczęli studzienki zanieczyszczać. Dziś dostępu do niego chronią żelazne wrota.
Do parku, na świeże powietrze, chodziła znaczna część przemyślan, a już niemal wszyscy Żydzi. Drobni kupcy i żydowska biedota rzemieślnicza, która cały dzień ślęczała za ladą lub nad warsztatem, okupowała ławki i wolne miejsca pod sosnowymi drzewami. Bywali tacy, co w lecie[paywall] zjawiali się tu już o czwartej rano z torbami pełnymi precli i wąchali luft (potocznie i przestarzale powietrze). Od strony ulicy Parkowej istniało sanatorium dra Kutny. Pensjonariusze niemal codziennie także korzystali z uroków parku.
Miał park swoich „czajorów”. Ot, takie męty społeczne, żyjące z szantażu. Podpatrzyli w krzakach parę na grzechu, a potem grozili: powiemy ojcu, narzeczonemu, mężowi – zależnie od okoliczności. Była taka jedna mężatka, co za chwilę uniesienia płaciła haracz jeszcze w latach okupacji. Cóż miała biedna robić – mąż był zazdrosny, a do tego choleryk. „Czajory” istnieli też w okresie międzywojennym, a także przez wiele, wiele lat po II wojnie światowej. Skrywali się między drzewami, podglądając miłosne igraszki par.
31 lipca 1908 roku w „Gazecie Przemyskirj” pisano: „Koncerty muzyk wojskowych odbywają się na Zamku w miejscu najmniej odpowiednim, bo przed restauracją, gdzie mnóstwo schodzi się ludzi. Przyzna każdy, gdy kilkaset osób tłoczy się po ciasnych ścieżkach i pył wzbija się w górę”. Zabawy urządzano w porze letniej każdego tygodnia, tj. w środę od godziny 16.30. W poniedziałki orkiestra wojskowa grała też w Rynku, a w każdą sobotę w hotelu Victoria.
Przed I wojną światową i w latach dwudziestych w parku hodowano ryby w stawie. Początkowo karpie – olbrzymy, dochodziły do 10 kilogramów. Później, już po zakończeniu oblężenia Przemyśla przez rosyjską armię, ryby zwykłe – sanowe. Ten i ów spoglądał na nie łakomo. Potem ten akwen pozostawiano samemu sobie. Do idei jego posiadania z rybami wracano kilkakrotnie, po raz ostatni w latach pięćdziesiątych XX wieku. Wpuszczono wtedy narybek karpia, ale ludzie kradli. Co ocalało i urosło, odłowiono pewnego dnia i rozdano pomiędzy pracowników ogrodów i gospodarki komunalnej.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze