Reklama

„Wodny Świat” Przemyślowi się należy

03/07/2026 14:53

Rzeka San od wieków sprawiała, że pływanie dla Przemyślan było rzeczą naturalną. Pływanie żabką, na grzebiecie, „na żyda” przekazywane było z pokolenia na pokolenie.


Sportową rywalizację trudno było prowadzić na rwącym akwenie, ale tuż po wojnie nadarzyła się okazja do takiego przedsięwzięcia. Do tego celu wykorzystano próg wodny na wysokości osiedla Kmiecie, który wybudowali przedwojenni saperzy. Po stronie zasańskiej powstało rozlewisko obok głównego nurtu rzeki. Tam pod koniec lat 40 ub. wieku rozegrano pierwsze zawody sportowe. Tory wyznaczały żerdzie. Tę sportową rywalizację obserwowało mnóstwo ludzi. Ciekawostką był fakt, że stojąca na rzece woda w zimie zamarzała, a wozacy pozyskiwali w ten sposób ogromne tafle lodu, które transportowane były do browaru Ostrów i tam przechowywane do lata dla browarnictwa i cukiernictwa. Przemyśl czekał jednak na prawdziwy sportowy basen. Sportowy obiekt dzisiejszej Polonii a wcześniej Polnej w tamtym czasie należał do wojska. Na przełomie lat 40. i 50. ub. wieku dowódcą Wojsk Ochrony Pogranicza w Przemyślu był rosyjski pułkownik o nazwisku Kujon. Jego pasją był sport. Obiekt przy dzisiejszej ul. Sanockiej zmienił na stadion, wyposażając go w boiska do piłki nożnej, koszykówki, siatkówki, ring bokserski na wolnym powietrzu i najprawdopodobniej bez żadnej dokumentacji technicznej wybudował basen pływacki o wymiarach 50x25 m z trampoliną i 5-metrową wieżą do skoków do wody. W ten sposób Przemyśl stał się posiadaczem jedynego sportowego basenu w województwie rzeszowskim i tu, w latach 50. i na początku 60. rozgrywano większość zawodów pływackich.

Wydarzenia „nietypowe”

Obiekt był nie tylko areną zmagań sportowych, ale i wydarzeń nietypowych. W Przemyślu mieszkał artysta o imieniu Józef. Pan Józef każdej niedzieli na przemyskim Rynku dawał koncerty śpiewacze. Na basenie podczas zawodów pływackich, wykorzystując wolny słupek startowy, wskoczył na sygnał startera do wody. Pech chciał, że miał zbyt luźne slipy, które spadły mu w wodzie. Wcale nie przejął się tym zdarzeniem. Wyszedł po drabince z wody i na oczach rozbawionej widowni, wykręcił ciuch i uzupełnił garderobę. Ciekawa była obsługa techniczna basenu. Wypełnianie niecki odbywało się kosztem zaopatrzenia miasta w wodę, bowiem czerpano ją bezpośrednio z wodociągów, całe szczęście dla mieszkańców, że tylko dwa razy na sezon. Uzdatnianie do korzystania też było ciekawe – brzegiem pływalni szedł gospodarz obiektu i ręką z wiadra sypał chlor. Woda nieco się zburzyła i to... wystarczyło. Można było pływać. Pod koniec września już nie, bo woda stawała się zielona, co było uciechą dla żab. Sportowy basen był wykorzystywany przez pływaków Czuwaju i Ligi Przyjaciół Żołnierza, a po 1956 r., w wyniku politycznej odwilży w Polsce, powstała na krótko sekcja pływacka Sian, nawiązująca nazwą do przedwojennego ukraińskiego klubu w Przemyślu.

Reklama

Basen czyli koryto w łaźni

W zimie pływacy Czuwaju korzystali z koryta wodnego 20x6 m usytuowanego w łaźni miejskiej przy ulicy Lelewela (dzisiejsze Archiwum Państwowe) lub okazjonalnie – mając jako klub kolejowy bezpłatne bilety – wjeżdżali na prawdziwy basen do Krakowa. Aby korzystać z niecki basenowej przy ulicy Lelewela, czasem trzeba był  użyć fortelu. Woda była badana przez sanepid. Z reguły na badanie wody delegowana była pani inspektor. Trenujący pływaków Ryszard Dawidowicz, by uchronić panią inspektor przed wpadnięciem do wody, dżentelmeńsko ją ochraniał, równocześnie polecając któremuś z zawodników nabranie wody do menzurki. Ten wykonywał polecenie trenera i niepostrzeżenie dla pani inspektor nabierał wodę zamiast z basenu to z kranu. Po zbadaniu przychodziła opinia: miano coli jest nieznacznie przekroczone, ale... warunkowo dopuszcza się do korzystania z basenu. Na prawdziwą sportową pływalnię usytuowaną za stadionem Czuwaju Przemyśl czekał do początku lat 90.

„Wodny Świat” Przemyślowi się należy

Przez te powojenne lata w nurtach Sanu, basenu Gwardii i Polnej, niecki przy ulicy Lelewela, pływalni miejskiej przy moście Siwca przewinęło się mnóstwo zdolnej młodzieży, która notowała dobre sportowe wyniki. Kraulista Ryszard Tabisz i Ewa Pasternak notowani byli w czołówce juniorów w Polsce. Wcześniej przecierali im szlak Mieczysław Kołodziej, zwycięzca kilku zawodów na jazie, który trenował przepływając San w poprzek kilkunastokrotnie dziennie. Klasyk Władysław Ciciński w końcu lat 50. rywalizował z Wrocławianinem Markiem Petrusewiczem, który przez pewien okres czasu był rekordzistą Europy na 100 m st. klasycznym. Pływaniu, jako zawodnik a później trener, poświęcił się Tadeusz Andrzej Cieszyński. Całe zawodowe życie z pływaniem związany był Ryszard Dawidowicz, który zastąpił Mieczysława Kruka, pierwszego powojennego trenera przemyskich pływaków. Senior Antoni Filipowicz ukochał dystans 1500 m kraulem. Pływał jako ostatni na zawodach i pływał tak długo, by komisja sędziowska mogła podsumować przebieg zawodów. A inni, którzy przewinęli się przez akweny tamtych czasów, to m.in.: Adam Poznański, bracia Zbigniew i Ryszard Skoczylasowie, Mieczysław Wilgucki, Józef Gudzelak, Bolesław Czyżowicz, Zdzisław Frankiewicz.

Reklama

 

Józef ZAGULAK

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/07/2026 14:53
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama