Przyjazd prezydenta USA Donalda Trumpa przypomniał mi scenę języka polskiego z Ferdydurke Witolda Gombrowicza. W zwariowanej powieści nauczyciel języka polskiego próbował wytłumaczyć rozwydrzonym uczniakom, dlaczego Juliusz Słowacki wielkim poetą był. Dwoił się i troił. Wszystko na nic.
Dopiero, gdy szkolny prymus Pylaszczkiewicz zaczął recytować jeden z poematów Słowackiego, wielkość poezji romantycznej powaliła wszystkich na kolana.
Ktoś, kto przygotował dla prezydenta Trumpa przemówienie, wiedział doskonale, jaką strunę potrącić. Podkreślenie naszego patriotyzmu, heroizmu, umiłowania wolności, tradycyjnych wartości, religijności oraz symboliczne odwołanie się do powstania warszawskiego było strzałem w dziesiątkę.Najważniejsze to zapewnienie o wzajemnej współpracy polsko-amerykańskiej i jednoznaczne upomnienie Rosji za destabilizowanie sytuacji na Ukrainie i Bliskim Wschodzie. Na drugi dzień po wizycie w Niemczech prezydent Trump w sprawie Rosji złagodził swoje stanowisko. Dał tym samym argument krytykom, zarzucającym mu mówienie w różnych sytuacjach różnych rzeczy. Na zasadzie: każdemu to, co chce usłyszeć.
Wizyta prezydenta największego światowego mocarstwa w Polsce zawsze miała i ma bezdyskusyjne znaczenie. Mniejsza więc o to, co powiedział Donald Trump. Mniejsza, w jakiej kreacji wystąpiła pierwsza dama Ameryki. Ważne, jakie konkretne korzyści dla Polski przyniesie wizyta prezydenckiej pary.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
YOUTUBE.COM - D.O.A. - FUCKED OF DONALD
Najważniejsze by mówić to co sluchajacy chce usłyszeć