Bywa, że trudno znaleźć aktualny temat pasujący do kryminałku. W takich przypadkach pomaga mi pewien emerytowany policjant, który, będąc dzielnicowym, zużywał trzy razy więcej par butów niż przewidywały mundurowe normy i dosłużył się sierżanta. Tym razem opowiedział historię o tym, jak zlikwidował agencję towarzyską
– To było ze dwadzieścia lat temu. Akurat dostałem nową dzielnicę, to znaczy dla mnie nową, bo większość kamienic przy tych kilku ulicach rozsypywała się ze starości. Trochę znało się miasto, bo jeździłem też w „patrolówce”, ale dwa miesiące potrwało, nim poznałem wszystkie zakamarki, podwórka i trochę już wiedziałem o mieszkańcach. W większości normalni ludzie, ale było paru takich, którzy często trafiali do nas na komendę, na dołek. Oni znali mnie, ja znałem ich i nie było większych problemów. Do tego pięć albo sześć melin. Któregoś dnia przyszła do mnie na komendę pewna mieszkanka mojej dzielnicy, żeby się poskarżyć, że na podwórku za jej kamienicą jest agencja towarzyska. Trochę zdziwiony zapytałem: – Jak to? Na podwórku? Wtedy kobieta powiedziała, że agencja, czyli burdel, jest w jednej z komórek, w której często mężczyźni piją alkohol. Przysięgała, że na własne oczy widziała, jak wchodzą tam kobiety, takie za pieniądze, bo czego inne szukałyby tam pomiędzy chłopami. Wypytałem ją dokładnie, ale okazało się, że nikt tam nie zakłóca porządku ani ciszy nocnej, nie ma odgłosów libacji. Obiecałem zająć się tą sprawą. Parę dni później poszedłem tam.Faktycznie, dwadzieścia metrów od kamienicy był rząd komórek. Kobieta mówiła o ostatniej, więc podszedłem tam i zobaczyłem światło przez szparę w drzwiach. Zapukałem. Otworzył mi mężczyzna, który wyglądał na bardzo zdziwionego. Oprócz niego było jeszcze dwóch innych. Na turystycznym stoliku mieli karty i butelkę wina. Ściany komórki były obite starą wykładziną, na podłodze linoleum, kilka stołków, szafka, ale ani śladu sprzętu niezbędnego w agencji towarzyskiej, czyli łóżka. Spisałem gości i zapytałem, czy bywają tu kobiety. Wtedy zaczęli się śmiać, bo okazało się, że to żona jednego z nich albo jego córka przychodzą po niego, kiedy za długo nie wraca do domu. Na wszelki wypadek pouczyłem ich. Później usiadłem do pisania notatki i co miałem napisać, że zlikwidowałem agencję towarzyską?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
nie no, bardzo ciekawe...