Trwający od ubiegłego piątku, 17 grudnia, do niedzieli, 19 grudnia, jarmark bożonarodzeniowy w Rynku chyba nie należał do najbardziej udanych.
Wprawdzie było kilkadziesiąt stoisk, z czego część w estetycznych drewnianych budkach, a reszta w namiotach, ale narzekali zarówno sprzedający, jak i klienci.
Towar jak zwykle tradycyjny: bombki, stroiki, choinki z pierników i inne świecidełka. Do tego miody, ciastka, sery, chleby, swojskie wędliny, przyprawy, nalewki i wina.
– Szału nie ma. Stoję tu drugi dzień i prawie nic nie sprzedałam. Ludzie przychodzą, oglądają, pytają o cenę, ale[paywall] żeby coś kupić to nie. Zysku z tego prawie nie mam, a co się namarzłam. Tyle tylko, że świąteczną tradycję trzeba podtrzymywać – skarżyła się pani ze stoiska z ozdobami.
– Może i coś bym kupił, ale wiele towarów wydawało mi się zbyt drogich. Na przykład białe wino z podrzeszowskiej winnicy kosztowało czterdzieści pięć złotych, a w sklepie całkiem niezłe wino ze słonecznej Italii mogę kupić za połowę tej ceny, to o czym tu mówić – podsumował przemyślanin.
Handlowaniu nie sprzyjała też zupełnie nieświąteczna aura i raczej nie najlepsze nastroje, które powoli udzielają się wszystkim. Bądźmy jednak optymistami i wierzmy, że za rok i pogoda będzie iście zimowa, i ceny trochę niższe, więc i humory nam się poprawią.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze