Wymieniłem kilka ostrych zdań ze świeżo upieczonym dorosłym człowiekiem. Otóż młodzieniec w zaczepnym tonie jednoznacznie stwierdził: na wybory prezydenckie nie pójdę. – Po jaką cholerę, skoro i tak nic się nie zmieni. Rządzą i będą rządzić ci sami. Coś tam wspomniał o zabetonowanej scenie politycznej, dorzucając kilka komunałów z arsenału młodzieżowej amunicji. W pierwszej chwili oczywiście zdziwienie, oburzenie. Jak to tak młody człowieku? Tyle pokoleń Polaków zmagało się z różnego rodzaju zniewoleniami.
Wielu zmagania przepłaciło życiem, więzieniem, emigracją. Niemało przepłaciło swoją tożsamością, podwójną moralnością, oportunizmem. I uderzam w patriotyczny dzwon, sznur ciągnę, dudnię. Sił mi już zaczyna brakować, a z oczu młodego człowieka tak jakby coraz większe zdziwienie wyziera, szyderstwo i kpina. Zaniechałem. Po namyśle doszedłem do wniosku: młody człowiek miał rację. Dla niego przeszłość – nawet bliska – pachnie podręcznikiem historii. Liczy się tu i teraz. Ewentualnie jakieś nieokreślone jutro. Nie ma czym się zbytnio martwić. Żyje w wolnej Polsce. Jego los zależy od niego. Świat stoi otworem, więc wszystko w porządku. Trochę naiwne rozumowanie, ale, jak sądzę, tak myślą młodzi ludzie cieszący się demokracją tam, gdzie ona obowiązuje. Jednakowoż my, trochę więcej pamiętający niż nastolatkowie, zmierzajmy w najbliższą niedzielę do urn. O nudną normalność trzeba stale zabiegać.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze