„Marshall do zadań specjalnych” to pseudonim, jaki wybrał sobie Sebastian Kozielski. Mężczyzna wciela się w bajkową postać z „Psiego Patrolu”, odwiedzając chore i potrzebujące dzieci, ale też seniorów. Niedawno zawitał do Regionalnej Placówki Opiekuńczo-Terapeutycznej w Jarosławiu, która walczy o przetrwanie z racji niewystarczających funduszy na kontynuowanie swojej misji w kolejnym roku.
Rolę „Marshalla do zadań specjalnych” odgrywa od jakiegoś czasu 34-letni mieszkaniec Krakowa Sebastian Kozielski. Za cel postawił sobie szerzenie dobra i odwiedzanie miejsc, w których przebywają dzieci i seniorzy. Mężczyzna, wykorzystując wizerunek postaci z ulubionej bajki najmłodszych, realizuje obraną przez sienie misję pomagania innym. Organizuje akcje charytatywne, spotyka się z pacjentami szpitali, podopiecznymi domów dziecka i innych placówek dla dzieci, a także osobami przebywającymi w domach opieki i wszędzie tam, gdzie być może brakuje uśmiechu. Niesie pozytywny przekaz i radość, zarażając nią innych, a nierzadko także upominki. Niedawno na mapie jego trasy znalazł się Jarosław, a konkretnie zlokalizowana tam Regionalna Placówka Opiekuńczo-Terapeutyczna (RPOT), która – jak wiele podobnych miejsc, zmaga się z kłopotami finansowymi.
Na mapie Jarosławia RPOT istnieje od 2017 r. Placówka powstała z inicjatywy Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP NP. Całodobowo opiekuje się dziećmi w wieku od 4 do 18 lat, dotkniętymi zaburzeniami rozwojowymi, niepełnosprawnością intelektualną w różnym stopniu, autyzmem dziecięcym, niedosłuchem czy hemofilią. Przebywają w RPOT ze względu na trudną sytuację w swoich domach (w których występuje zjawisko patologii i przemocy domowej) oraz niewydolność wychowawczą biologicznych rodziców. Podopiecznych jest na tę chwilę dwadzieścioro pięcioro. Siostry prowadzące dom poprosiły niedawno o wsparcie ze względu na rosnące koszty utrzymania, które mogą zachwiać dalszym jego funkcjonowaniem.
„Stajemy przed sytuacją, w której możemy stracić nasz wspólny dom. Od stycznia 2026 r. roczna kwota wkładu własnego sióstr, by placówka mogła nadal istnieć, wzrośnie z 40 do 200 tysięcy złotych. Dziś wiemy, że bez wsparcia i pomocy jest to suma nie do osiągnięcia przez same siostry. Nie wyobrażamy sobie, by nasza placówka przestała istnieć... Nie wyobrażamy sobie, żeby dzieci, które po tak trudnych przejściach, odnajdując w naszych murach swoje bezpieczne miejsce, miały być wyrwane i porozdzielane do innych podobnych placówek” – brzmi fragment apelu...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 47% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze