Mija właśnie 50 lat od chwili, w której ukończyłeś studia na Wydziale Grafiki krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Piękny jubileusz!
– Wolałbym nie pamiętać o tym, że minęło już tyle lat. Zaś co do jubileuszu, muszę powiedzieć, że nie znoszę i nie obchodzę jubileuszy, rocznic, właściwie nie lubię żadnych uroczystości. W notkach biograficznych zaznaczam też, że programowo nie przyjmuję odznaczeń państwowych i resortowych. Proponują mi nieraz, abym przyjął jakieś odznaczenie, jednak kiedyś uznałem, że nie są mi do niczego potrzebne i nie potrzebuję się w ten sposób dowartościowywać. Dziękuję i odmawiam. Nagrody artystyczne na wystawach konkursowych to co innego.
Po dwudziestu latach kierowania galerią, której byłeś „ojcem założycielem”, zmieniłeś pracę.
– Poczułem potrzebę zmiany, zająłem się pracą pedagogiczną jako nauczyciel akademicki. Dawało mi to więcej wolnego czasu na pracę twórczą, ponadto praca z młodzieżą okazała się przyjemniejsza niż współpraca z plastykami. Najpierw była to rzeszowska Wyższa Szkoła Pedagogiczna, przekształcona później w Uniwersytet Rzeszowski, a teraz Państwowa Akademia Nauk Stosowanych w rodzinnym mieście. Wspinałem się po szczeblach kariery akademickiej, zrobiłem doktorat, potem habilitację. Nominację na profesora sztuk plastycznych odebrałem w 2012 roku z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego.
Uczysz studentów edytorstwa, graficznego opracowania wydawnictw książkowych, również projektowania plakatów i innych form druków reklamowych. Sam spędziłeś wiele lat na projektowaniu grafiki użytkowej, choć znany jesteś raczej z grafiki warsztatowej. Przy okazji dodam, że obecny herb Przemyśla i logo przemyskiej uczelni to twoje projekty. Wróćmy jednak do głównego nurtu twojej twórczości, czyli linorytu. Jesteś laureatem nagród międzynarodowych, ogólnopolskich oraz lokalnych. Twoje prace prezentowane są w albumach poświęconych współczesnej grafice polskiej, wydawanych w kraju i za granicą. Jesteś autorem ponad czterdziestu wystaw indywidualnych. W kraju to kilkanaście ważniejszych miast, za granicą to dwie wystawy w Niemczech, Paryż, Londyn, Oslo, Koszyce, Lwów. Czy możesz zdradzić, jak „załatwia” się zagraniczną wystawę? Na przykład w Oslo?
– Akurat Oslo to dobry przykład, mówiący o tym, że wszystkie wystawy „załatwiały” za mnie moje grafiki. W 1980 roku na 8. Międzynarodowym Biennale Grafiki w Krakowie dostałem trzecią nagrodę. Przy następnym biennale miałem w Krakowie wystawę indywidualną, którą zobaczyli graficy z Islandii. Zaprosili mnie do udziału w sympozjum i wystawie „Graphica Atlantica” w Reykjaviku, która była spotkaniem grafików europejskich i północnoamerykańskich. Tam zwrócili uwagę na moje prace graficy z Norwegii i stąd propozycja wystawy w galerii Norske Grafikere – Związku Grafików Norweskich w Oslo. Podobnie było z pozostałymi wystawami zagranicznymi, odpowiednie osoby zobaczyły moje prace, co owocowało kolejnymi zaproszeniami. Dobrym miejscem, w którym mogły te prace zobaczyć, jest galeria Jana Fejkla w Krakowie, z którą od lat współpracuję. Przez galerię dotarł do mnie wysłannik wiedeńskiej Albertiny i kupił kilka prac do zbiorów graficznych tego słynnego muzeum. Pochwalę się też grafiką w Victoria and Albert Museum, kupioną z wystawy w Londynie. Kolejny kontakt to Denis Canteux, któremu zawdzięczam indywidualną wystawę w Paryżu, w ramach Sezonu Polskiego we Francji w 2004 roku. Również w galerii Fejkla zobaczył moją twórczość Richard Noyce, angielski krytyk, i wybrał moje prace do albumu „Contemporary Graphic Art in Poland”.
Można się chyba już pokusić o podsumowanie i określenie twojej pozycji we współczesnej grafice polskiej.
– Można, ale nie ja powinienem to robić, mogę tylko powiedzieć o swoich odczuciach. Czuję, że mógłbym osiągnąć więcej, gdybym się skupił bardziej na grafice i nie tracił czasu na inne zajęcia. Jestem w wieku, w którym albo się już do czegoś doszło, albo się już do niczego nie dojdzie. Z pewnością nie jestem niezauważony, a w tym zawodzie być niezauważonym jest bardzo przykre.

Grafika „Na wszystkich frontach szaro, 1981, linoryt” – zbiory wiedeńskiego Muzeum Albertina.
(oprac.red)
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze