Reklama

Jubilat bez jubileuszu. Rozmowa z profesorem Tadeuszem Nuckowskim, znanym grafikiem i wykładowcą akademickim

04/01/2025 11:14

Mija właśnie 50 lat od chwili, w której ukończyłeś studia na Wydziale Grafiki krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Piękny jubileusz!

– Wolałbym nie pamiętać o tym, że minęło już tyle lat. Zaś co do jubileuszu, muszę powiedzieć, że nie znoszę i nie obchodzę jubileuszy, rocznic, właściwie nie lubię żadnych uroczystości. W notkach biograficznych zaznaczam też, że programowo nie przyjmuję odznaczeń państwowych i resortowych. Proponują mi nieraz, abym przyjął jakieś odznaczenie, jednak kiedyś uznałem, że nie są mi do niczego potrzebne i nie potrzebuję się w ten sposób dowartościowywać. Dziękuję i odmawiam. Nagrody artystyczne na wystawach konkursowych to co innego.

Po dwudziestu latach kierowania galerią, której byłeś „ojcem założycielem”, zmieniłeś pracę.

– Poczułem potrzebę zmiany, zająłem się pracą pedagogiczną jako nauczyciel akademicki. Dawało mi to więcej wolnego czasu na pracę twórczą, ponadto praca z młodzieżą okazała się przyjemniejsza niż współpraca z plastykami. Najpierw była to rzeszowska Wyższa Szkoła Pedagogiczna, przekształcona później w Uniwersytet Rzeszowski, a teraz Państwowa Akademia Nauk Stosowanych w rodzinnym mieście. Wspinałem się po szczeblach kariery akademickiej, zrobiłem doktorat, potem habilitację. Nominację na profesora sztuk plastycznych odebrałem w 2012 roku z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Reklama

Uczysz studentów edytorstwa, graficznego opracowania wydawnictw książkowych, również projektowania plakatów i innych form druków reklamowych. Sam spędziłeś wiele lat na projektowaniu grafiki użytkowej, choć znany jesteś raczej z grafiki warsztatowej. Przy okazji dodam, że obecny herb Przemyśla i logo przemyskiej uczelni to twoje projekty. Wróćmy jednak do głównego nurtu twojej twórczości, czyli linorytu. Jesteś laureatem nagród międzynarodowych, ogólnopolskich oraz lokalnych. Twoje prace prezentowane są w albumach poświęconych współczesnej grafice polskiej, wydawanych w kraju i za granicą. Jesteś autorem ponad czterdziestu wystaw indywidualnych. W kraju to kilkanaście ważniejszych miast, za granicą to dwie wystawy w Niemczech, Paryż, Londyn, Oslo, Koszyce, Lwów. Czy możesz zdradzić, jak „załatwia” się zagraniczną wystawę? Na przykład w Oslo?

– Akurat Oslo to dobry przykład, mówiący o tym, że wszystkie wystawy „załatwiały” za mnie moje grafiki. W 1980 roku na 8. Międzynarodowym Biennale Grafiki w Krakowie dostałem trzecią nagrodę. Przy następnym biennale miałem w Krakowie wystawę indywidualną, którą zobaczyli graficy z Islandii. Zaprosili mnie do udziału w sympozjum i wystawie „Graphica Atlantica” w Reykjaviku, która była spotkaniem grafików europejskich i  północnoamerykańskich. Tam zwrócili uwagę na moje prace graficy z Norwegii i stąd propozycja wystawy w galerii Norske Grafikere – Związku Grafików Norweskich w Oslo. Podobnie było z pozostałymi wystawami zagranicznymi, odpowiednie osoby zobaczyły moje prace, co owocowało kolejnymi zaproszeniami. Dobrym miejscem, w którym mogły te prace zobaczyć, jest galeria Jana Fejkla w Krakowie, z którą od lat współpracuję. Przez galerię dotarł do mnie wysłannik wiedeńskiej Albertiny i kupił kilka prac do zbiorów graficznych tego słynnego muzeum. Pochwalę się też grafiką w Victoria and Albert Museum, kupioną z wystawy w Londynie. Kolejny kontakt to Denis Canteux, któremu zawdzięczam indywidualną wystawę w Paryżu, w ramach Sezonu Polskiego we Francji w 2004 roku. Również w galerii Fejkla zobaczył moją twórczość Richard Noyce, angielski krytyk, i wybrał moje prace do albumu „Contemporary Graphic Art in Poland”.

Można się chyba już pokusić o podsumowanie i określenie twojej pozycji we współczesnej grafice polskiej.

– Można, ale nie ja powinienem to robić, mogę tylko powiedzieć o swoich odczuciach. Czuję, że mógłbym osiągnąć więcej, gdybym się skupił bardziej na grafice i nie tracił czasu na inne zajęcia. Jestem w wieku, w którym albo się już do czegoś doszło, albo się już do niczego nie dojdzie. Z pewnością nie jestem niezauważony, a w tym zawodzie być niezauważonym jest bardzo przykre.

Reklama

Grafika „Na wszystkich frontach szaro, 1981, linoryt” – zbiory wiedeńskiego Muzeum Albertina.

(oprac.red)

 

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/01/2025 09:22
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama