Od pół wieku jest w Przemyślu miejsce, które obrosło w legendę. Doskonale kojarzą je nie tylko przemyślanie, ale i przyjezdni, co znajduje potwierdzenie w licznych anegdotach i relacjach ludzi, którzy kiedyś zawitali w progi plackarni. Co takiego mają w sobie słynne placki przy dworcu? Co każe je pamiętać mimo upływu lat i wracać tu, kiedy tylko nadarza się okazja?
Lokal z lat 70. wspomina Elżbieta Lenar, która dziś „opiekuje się” plackami. – Miałam 12 lat, pamiętam, że nie chciałam wejść do środka, tłumy ludzi, zaduch i zapach rozgrzanego oleju mnie odstraszały. Czekałam wtedy na zewnątrz – śmieje się kobieta. – Ale placki zawsze mi smakowały, tyle że wolałam na wynos.
W tamtym czasie trafiało tu też wielu urzędników będących w delegacji, kierowców i osób, którzy wpadali do Przemyśla przejazdem. Skąd wiedzieli o plackach? Cóż, były one wtedy naturalną i pierwszą odpowiedzią na pytanie „gdzie by tu można coś zjeść?”. Chyba właśnie dzięki temu wielu przemyślan, będąc gdzieś w Polsce, słyszało: „jak Przemyśl – to placki ziemniaczane na dworcu!”. Niedawno odwiedził ten lokal Jarosław Gowin, mówiąc że przemyskie placki są słynne wśród mieszkańców Krakowa.
– Najzabawniejszą sytuację miałam kilka lat temu – mówi E. Lenar. – To było w szpitalu w Bydgoszczy. Razem z mężem wdaliśmy się w krótką rozmówkę z jednym z pacjentów. Kiedy usłyszał, że jesteśmy z Przemyśla, zaczął wspominać: „a to wy tam mieliście takie dobre placki ziemniaczane koło dworca...”. – Zaczęliśmy się z mężem śmiać, ale nie daliśmy po sobie poznać, że jesteśmy teraz współwłaścicielami tego lokalu. Okazało się, że ten pan był w latach 70. i 80. kierowcą ciężarówki i ilekroć bywał w Przemyślu, placki na dworcu były jego stałym punktem programu. Zdarzają się klienci, którzy po latach za granicą odwiedzają Przemyśl i wpadają zobaczyć, czy jeszcze jesteśmy. Cieszą się i chętnie dzielą wspomnieniami związanymi z tym miejscem.
Na początku lat 90. lokal przeszedł w prywatne ręce, później zajęły się nim panie: Ania i Krysia, stając się dobrymi duchami tego miejsca. Tak jest aż do dziś, mimo że od kilku lat są już na emeryturze. – Byłam częstym bywalcem tego lokalu i zaprzyjaźniłam się z tymi paniami, dlatego kiedy powiedziały, że chcą go sprzedać , zrobiło mi się żal i postanowiliśmy z mężem i ze wspólnikiem w niego zainwestować. Klientów już wtedy nie było tylu co wcześniej, zdecydowaliśmy się więc na remont wnętrza, bo czas się tu zatrzymał – pełny socrealizm. Dzisiaj tego żałuję, należało to zostawić tak, jak było, tylko na bieżąco reperować. To miałoby wówczas większą wartość – dzieli się refleksją pani Elżbieta.
– Mam ogromny sentyment do tego miejsca i chyba dlatego się tym jeszcze zajmuję, bo nie jest to najbardziej dochodowy interes. Właściwie cały Przemyśl to takie jedne wielkie placki... Lata świetności dawno ma za sobą, życie tu dochodowe nie jest i wymaga wyrzeczeń, ale jednak kocha się to miejsce i z sentymentem się tu wraca – dodaje.
Dzisiaj w sezonie, w godzinach obiadowych, nadal jest tu sporo ludzi. – Kim są klienci? To właściwie przekrój całego społeczeństwa: robotnicy, uczniowie, urzędnicy, mieszkańcy Przemyśla i dojeżdżający. – Skoro nadal przychodzą, to znaczy że im smakuje – cieszy się współwłaścicielka.
– Teraz podajemy nie tylko placki, bo wychodzimy naprzeciw klientom. Placki przygotowujemy sami, praktycznie na oczach zamawiającego. A robimy to wszystko według starej receptury, przekazanej nam życzliwie przez panie Krysię i Anię. Zresztą nawet składniki bierzemy od lat od tych samych dostawców...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.trzeba będzie obwiedzic to miejsce a nie jebaba
Dawniej w plackach były grube kawałki cebuli,kawałki kartofli,smażone były na jednym oleju przez tygodnie ale były super zwłaszcza jak po całym dniu pracy czekało się na pociąg
Pamietamy , moj niestety niezyjacy (bardzo mlodo oszedl) kolega to mial.............placki byly pycha
nie na oleju a na smalcu byly smazone
Według mnie to już tylko została legenda. Nie te placki co kiedyś, nie ma tamtej atmosfery i szybciej dostanie się piwo niż placka.
Wydaje mi się, że miejsce jest przereklamowane. Owszem placki dobre ale nie jakieś wybitne tylko takie jak wszędzie. Jak byłam tam pierwszy raz to ludzie przede mną kupowali placki ziemniaczane i kefir. Ja kupiłam wtedy frytki i pani pytała czy z kefirem. Nie spotkałam się by ktoś sprzedawał frytki z kefirem. Pani się pomyliła czy tak sprzedaje nie wiem. Później kilka razy kupiłam placki ziemniaczane ale zrobione przeze mnie w domu są dużo lepsze.
Placki sa juz gorszej jakosci gdyz nie sprzedaje sie takich ilosci jak kiedys, teraz placki czekaja na klienta . Dawniej byly chrupiace bo klient czekal na placki ktore smarzono na bierzaco. Podawano tam tylko placki i kielbase z patelni. Dzis tam mamy wybor dan ale jaksc zadna.
Wolalbym byc glodny, niz kupic cos w peremyslu :P
W latach siedemdziesiątych placki były smażone na smalcu i kefir z dawnych lat, palce lizać. Chodziłem tam z kumplami, byliśmy małolatami.
Chyba wcześniej już były, w latach 50 tych.Moja mama za czasów Liceum tu chodziła i zawsze sobie chwaliła.Potem ja... :)
Pamiętam, z 16 lat temu co tydzień chodziłem na placki z kefirem, niebo w gebie.
Minus płatna toaleta a sprzedawane jest piwo, a po piwie wiadomo i wtedy trzeba płacić a nie powinno się to nie stacja PKP
A kiedy powstają w Przemyślu legendarne miejsca pracy dla młodych legendarne remonty kamienic , kanalizacji , ulic itd .,
Od roku 1976 do 1983 jadałam tam placki ziemniaczane i kupowałyśmy je dla całej obsady centrali międzymiastowej w Przemyślu. Były bardzo smaczne, smażone na oczach klienta i faktycznie czekało się na nie w długiej kolejce a sprzedawane były nie z sosem tylko z kefirem lub ze śmietaną w szklanych butelkach. Jak będę w Przemyślu to sprawdzę co tam teraz się dzieje.
placki ok lody oki ta sama łapczywa i wyzyskująca ludzi właścicielka.Cos strasznego co tam sie dzieje ludzie pracujacy za 5 zl na godz w wielkim stresie rotacja co chwile bo każdy zazwyczaj sam rezygnuje.Działaja tylko uklady a pracownicy są nagannie traktowani. Nikomu nikomu nie POLECAM tam pracowac ....Pracowałam tam wiem jak jest o wypłate trzeba sie prosic !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!OMIJAJCIE TO MIEJSCE POD WZGLEDEM PRACY SZEROKIM ŁUKIEM.....
Dzisiaj zamówień 2 porcje placków na wynos, i to był mój błąd po otwarciu zamówienia w domu okazało się że placki są z jednej strony czarne. To już nie są te placki co kiedyś, teraz szybciej kebaba tam dostaniesz, obsługa też już nie ta, młode dziewczyny mają znikome pojęcie o smażeniu, szkoda, po płatkach została tylko legenda.
Bylam tam dzisiaj na plackach ktorych nie mozna bylo nazwac plackami takie ochydne nie dalo sie tego jesc I dostalam brudne sztuçce wszedzie brud wszystko sie Klei
Niestety obecność kebabów psuje nastrój a placki jak placki. Polecam przy okazji spróbować Pizzy Przemyskiej, Pizzeria 'Galicyjska' ul. Franciszkańska 20.
Pyszota !!!
trzeba będzie obwiedzic to miejsce a nie jebaba
Dawniej w plackach były grube kawałki cebuli,kawałki kartofli,smażone były na jednym oleju przez tygodnie ale były super zwłaszcza jak po całym dniu pracy czekało się na pociąg