W nocy z 6 na 7 lipca w R. pewną mieszkankę obudziło głośne pukanie, a właściwie walenie do drzwi. Mąż jest kierowcą i właśnie wyjechał w trasę, więc była w domu sama. Kobieta narzuciła na siebie szlafrok, zapaliła światło i przez drzwi zapytała, kto tam? Ktoś zza drzwi odpowiedział, ale tak cicho i niewyraźnie, że niczego nie zrozumiała. Sprawdziła, czy łańcuch jest dobrze założony i dopiero wtedy otworzyła zamek i uchyliła drzwi.
Dwie sekundy później zatrzasnęła je gwałtownie i przekręciła zamek, a potem uciekła na górę i zamknęła się w pokoju. Dwie sekundy wystarczyło, żeby na długo zapamiętać zalaną krwią twarz mężczyzny i jego błędne oczy, które zobaczyła. Kobieta chwyciła za telefon, zadzwoniła do męża, który był już gdzieś w połowie Polski i roztrzęsionym głosem zaczęła mu opowiadać, co zobaczyła za drzwiami. Mąż zajęty kierownicą pomyślał, że żona pewnie jakiś horror oglądała i coś się jej przyśniło, więc żeby ją uspokoić, zacytował: – Sen mara, Bóg wiara. Nie był to najlepszy pomysł, bo żona zareagowała bardzo nerwowo. Wtedy poradził jej, żeby zadzwoniła na policję, na co ona odpowiedziała, że przecież jest noc i na komisariacie pusto, a nim przyjadą z powiatu, to rano się zrobi. Rozmawiali tak z kilkoma przerwami ponad godzinę, aż wreszcie kobieta trochę się uspokoiła i zmęczona emocjami zasnęła na fotelu. Kiedy się obudziła, było już po dziewiątej. Słoneczko jasno świeciło, a wtedy wszystko inaczej wygląda. Zeszła na dół i upewniwszy się przez okno, że na podwórku nikogo nie ma, ostrożnie uchyliła drzwi. Na schodach wyłożonych jasnymi płytkami zobaczyła kilka brunatnych plam i znowu przed oczami stanęło jej krwawe widmo.Szybko zatrzasnęła drzwi i zadzwoniła na policję. Młody sierżant już był na komisariacie i w odróżnieniu od jej męża sprawę potraktował bardzo poważnie. Dziesięć minut później na podwórko zajechał radiowóz. Sierżant zapisał dokładnie opowieść kobiety. Potem przeszedł się dookoła domu, sfotografował nawet plamy na schodach i zabronił dotykania zewnętrznej strony drzwi, bo może będą potrzebne odciski. Nie były potrzebne. Parę godzin później wszystko się wyjaśniło. To sąsiad mieszkający kilka domów dalej wracał rowerem napruty jak stodoła i wjechał do rowu tak nieszczęśliwie, że zarył twarzą w piasek. Potem od tego upadku, a może od wypitej wódki, coś mu się pomieszało i zapukał do nie swojego domu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze