Reklama

Kumple

25/08/2017 07:50

Janusz K. do szpitala na izbę przyjęć trafił za sprawą policjantów, którzy zobaczyli go, jak siedział na przystanku z zakrwawioną twarzą i wezwali pogotowie. Lekarzowi, który zszywał mu rozcięty łuk brwiowy, powiedział, że spadł ze schodów. Medyk na dyżurach zęby zjadł i niejedno widział, więc nabrał podejrzeń i na wszelki wypadek postanowił pooglądać całego pacjenta. – Dziwne to musiały być schody – mruczał pod nosem, kiedy Janusz, postękując, zrzucał z siebie ubranie.

– Otarcie prawego nadgarstka, krwawe podbiegnięcia w okolicy karku, siniaki na klatce piersiowej – dyktował pielęgniarce. Najbardziej jednak zainteresował się pośladkiem pacjenta, na którym odbił się wyraźnie ślad buta z solidnym protektorem. Teraz doktor już na tysiąc procent był pewien, że facet dostał solidny łomot i ściemnia, opowiadając o stromych schodach. Kiedy podzielił się swoimi podejrzeniami z policjantem, ten powiedział, że to możliwe, bo zna Janusza K., który przewijał się w policyjnych kartotekach. Funkcjonariusz poinformował o tym dyżurnego, a ten skojarzył obrażenia delikwenta z wezwaniem do awantury w bramie jednej z kamienic położonych niedaleko miejsca, w którym patrol znalazł Janusza. Niestety, kiedy policjanci pojechali na interwencję, w bramie już nikogo nie zastali, ale lokatorzy jak jeden mąż twierdzili, że jakichś dwóch tłukło się w niej, tylko nikt nie potrafił ich opisać. Wtedy zapadła decyzja, żeby Janusza, który miał pół promila alkoholu w wydychanym powietrzu, przesłuchać w szpitalu na drugi dzień. Pacjent ledwo widział na zapuchnięte oczy, ale bardzo szczegółowo opowiedział, jak to wychodząc z własnego mieszkania, potknął się na wycieraczce i spadł ze schodów. 

 Oczywiście policjanci nie uwierzyli w ani jedno jego słowo, ale nie odpuścili i pojechali do jego kamienicy. Wtedy okazało się, że pod jego drzwiami żadnej wycieraczki nie ma i nie było. Tymczasem ich koledzy jeszcze raz przepytywali lokatorów z kamienicy, w której bramie doszło do bójki. Potem, działając metodami operacyjnymi, dotarli do Bronisława D., który widząc policyjne blachy, jak na świętej spowiedzi przyznał się, że spuścił manto Januszowi, bo ten buchnął mu pięćdziesiąt złotych. Wtedy policjanci pojechali do szpitala, żeby porozmawiać z Januszem. – Przecież nie mogłem kapować na kumpla – Janusz tłumaczył policjantom, a gdy ci przypomnieli mu, że przecież okradł kumpla, odparł, że to już całkiem inna sprawa. jot
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości