Od 8 września w Muzeum Narodowym Ziemi Przemyskiej czynna jest wystawa Teodycea, której autorem jest Jerzy Cepiński, laureat konkursu im. Mariana Strońskiego. Gdyby ta wystawa odbyła się pół wieku temu, Cepiński wpisałby się doskonale w nurt minimal artu, ale od tego czasu w sztuce tak wiele się pomieszało, że nawet już nie bardzo wiadomo, gdzie są jej granice
Zatem kluczem jest niepowtarzalny odcisk ludzkiego palca, będący identyfikatorem, z tym że Jerzy nie ogranicza się do graficznego powielenia rysunku z karty daktyloskopijnej i powiększenia go do dużego formatu. Odciski palców na jego obrazach są reliefem, tak jak reliefem jest powierzchnia opuszków ludzkich palców.
O ile przy wspomnianych wyżej „autoportretach” wszystko było jasne, to na kolejnych obrazach linie papilarne zaczynają się nakładać, przenikać, tak jak ślady pozostawione na przedmiocie, który przechodził z rąk do rąk. Do tego podpisy nie wskazują tak jasno, czyje są to odciski. Skąd na przykład artysta zdobył odcisk Josefa M., bo nietrudno się domyśleć, że chodzi o hitlerowskiego zbrodniarza, doktora Mengele, który nigdy nie stanął przed sądem. Pod kolejnymi liniami papilarnymi nazwiska kolejnych zbrodniarzy.
Wreszcie przy następnych obrazach tytuły są coraz bardziej enigmatyczne. W końcu to przestaje być ważne i pozostaje forma prowokująca swoją dekoracyjnością, za którą schował się autor.

fot.Jacek Szwic
Jerzy Cepiński, Autoportret.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze