W letni skwar lubaczowianie szukają ochłody przy miejskiej fontannie. Nie jest to nic dziwnego – wszak woda nie tylko chłodzi, ale i uspokaja. Największą radość mają najmłodsi mieszkańcy, którzy mokrzy przebiegają przez sam środek fontanny, starając się ominąć wystrzeliwujące w górę słupy wody.
W mieście, gdzie brak basenu i kąpieliska, miejsce to jest jedyną atrakcją dla dzieci i rodziców. Na tabliczkach dookoła można przeczytać „woda niezdatna do picia”, dlatego też byłem mocno zaskoczony, kiedy zobaczyłem kilkuletniego chłopca, który na oczach swoich rodziców podpijał wodę prosto z fontannowego otworu. Rodzice chyba nie mieli świadomości, że oprócz ich pociechy bawią się w tym miejscu inne dzieci. Wiadomo, w Lubaczowie nie ma szaletów miejskich, więc dzieciaki opite sokami i najedzone lodami w wyniku zmiany temperatury gdzieś swoje potrzeby fizjologiczne muszą załatwić.Nie widziałem też, żeby rodzice szukali dla nich ustronnego miejsca. Mogę stwierdzić, że prawdopodobnie wszystko ląduje w fontannie. Wprawdzie urynoterapia to sposób leczenia moczem znany od wieków, ale żeby zbiorowa? Fascynująca jest również logistyka rodziców, którzy na miejsce przychodzą zaopatrzeni w ręczniki i grzebienie. Jak mówią dermatolodzy: dzieci dzielimy na czyste i zdrowe. Po kąpieli w lubaczowskiej fontannie na pewno są zdrowe, chociaż gdyby miasto wprowadziło dozowniki z mydłem, to byłyby jeszcze czyste.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze