W dyskusji nad kształtem polskiej kultury jak bumerang powraca temat super-filmu historycznego, który zdecydowanie zmieni obraz Polski w świecie (w domyśle: na lepszy) i wreszcie odda nam dziejową sprawiedliwość. Trwa właśnie konkurs na scenariusz takiego filmu, ogłoszony przez ministra kultury (ponoć już napłynęło nań 800 zgłoszeń) i jak się dowiedzieliśmy ostatnio, zamiarem resortu jest, by ów super-film wzorował się na historycznych produkcjach amerykańskich, które jak wiadomo są najlepsze.
Wreszcie po trzecie: bardzo trudno będzie napisać scenariusz, który pokaże Polaków zarazem jako zwycięzców i pokonanych, jako mocarstwo rozdające karty światowej polityki i zarazem bezbronną ofiarę zdrady łże-sojuszników. Niełatwo będzie też stworzyć bohatera, który w jedną spójną całość złoży wszystkie polskie cechy, jakie pragnęlibyśmy zaprezentować światu – a więc mądrość i porywczość, rozwagę i skłonność do poświęceń, dumę i skromność, prostolinijność i spryt, fizyczną siłę i kruchą tkliwość. Przy całym swym talencie, nawet Mel Gibson może mieć z tym problem.
Obawiam się, że próby zaangażowania krajowego czy światowego przemysłu filmowego do polepszania wizerunku Polski nie przyniosą spodziewanych rezultatów. Może lepiej by było, by Polska sama z siebie zaczęła się dobrze kojarzyć jako kraj ludzi rozsądnych i myślących, różnorodnych i otwartych, przejętych dobrem wspólnym, a nie tylko własnym małym interesem. Tak, by nasz obraz nie był efektem działań PR, ale by odpowiadał prawdzie o Polakach jako fajnych ludziach. Oczywiście, o ile to jest prawda…
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze