Nowy Rok zaczął się z przytupem. Myślę o incydencie na „Sylwestrze Marzeń” w Zakopanem, gdzie podczas koncertu amerykańskiego zespołu Black Eyed Peas jego członkowie wystąpili z tęczowymi opaskami na rękawach. To jeszcze nie wszystko, bo lider zespołu powiedział, że kocha wszystkich, którzy w tym roku doświadczyli nienawiści i wyliczył: nas Polaków, ludzi z Afryki, Żydów, uchodźców oraz środowiska LGBTQ. Wtedy się zaczęło.
Niewtajemniczonym (jeżeli tacy są) wyjaśniam, że organizator imprezy, czyli telewizja publiczna, bardzo nie kocha tęczy i robi wszystko, żeby wbić do głowy widzom, że tęcza jest be, a tu taki numer jej wywinęli. W tym przypadku program szedł na żywo i nie można było zrobić jak z pewnym czerwonym serduszkiem, również niesłusznym symbolem, który wypikselowano. Już parę godzin po koncercie jeden z polityków od Ziobry ów incydent z tęczowymi opaskami nazwał obrzydlistwem, inny proponował wyciągnięcie konsekwencji wobec winnych. Tylko winnych czego? Przecież kolory tęczy nie są jeszcze zakazane przez prawo. Były też inne głosy. Polityk z przeciwnego bieguna twierdził wręcz, że to było bardzo odważne i wspaniałe.
W ten oto sposób, za sprawą polityki i Amerykanów, tęcza stała się symbolem niezgody. Ta sama, która tysiąclecia temu była symbolem nadziei (a po burzy spokój...), natomiast w Starym Testamencie jest symbolem przymierza między Bogiem a człowiekiem. Dopiero w 1978 roku w San Francisco (znowu ci Amerykanie) po gejowskiej paradzie tęcza zaczęła funkcjonować jako symbol środowisk LGBTQ, które ją sobie przywłaszczyły, ale też nie była ona zastrzeżona w żadnym urzędzie patentowym. A na naszym podwórku trwa awantura o tęczowy symbol, który – o zgrozo – widziało ponad osiem milionów widzów. Przypomniało mi to inne, również tępione, symbole. Na przykład oporniki noszone dyskretnie w klapach w latach osiemdziesiątych, zajączki malowane na murach czy krasnale, które „Major” ustawiał na ulicach Wrocławia. Kto dziś o nich pamięta? A wtedy były to ważne symbole, które dzisiaj niczym relikwie tkwią w gablotach izb pamięci.
Przykłady niepokornych symboli mógłbym mnożyć, choćby przebrzmiałe już trochę osiem gwiazdek. Nie wiem, czy symbol tęczy zachowa się (przynajmniej u nas), ale wiem, że z symbolami nie da się wygrać, chyba tylko metodą północnokoreańską. Zatem po co panowie ta kłótnia? A może to, jak głosi plotka, kolejny spisek z byłym prezesem TVP w tle? Wracając do tęczy, uważam, że najlepiej, gdyby mówili o niej tylko fizycy. Nawet pamiętam, jak pani nauczycielka w klasie obiecała nam, że pokaże tęczę. Przyniosła pryzmat i zobaczyliśmy ją. Dzisiaj też zadzieram głowę, by podziwiać na niebie to piękne zjawisko i wcale nie widzę w tym żadnych LGBTQ.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze