W ubiegły weekend na placu Dominikańskim stanęła mała przyczepa kempingowa, w której znajduje się nietypowe muzeum.
– Nasze działania w takich miejscowościach polegały na tym, że nawiązywaliśmy kontakt ze szkołą, domem kultury i prowadziliśmy warsztaty z dziećmi, które docierały do osób starszych. To one wcielały się w rolę reporterów i twórców wystawy. Robiły nagrania, zbierały pamiątki, fotografie i różne eksponaty, a potem, wykorzystując ten materiał, robiły ekspozycję w naszej przyczepie. Kiedy już wszystko było gotowe, przychodzili ich ojcowie, dziadkowie, oglądali i często jeszcze uzupełniali historię tej miejscowości. Temat akcji „Wisła” wypłynął naturalnie. W tym roku przypada jej siedemdziesiąta rocznica i ludzi, którzy pamiętają, jest już niewielu, a przy kolejnej okrągłej, osiemdziesiątej rocznicy prawdopodobnie nie będzie już komu o tym opowiadać. Ponieważ uważamy, że te prywatne historie wysiedlonych rodzin ukraińskich i łemkowskich należy gdzieś zarchiwizować, wymyśliliśmy nasze muzeum. Nie jesteśmy historykami, nie mamy warsztatu badawczego, dlatego nie tłumaczymy przyczyn czy skutków akcji „Wisła”. To zostawiamy historykom. My chcemy zachować i pokazać pojedyncze dzieje ludzi dotkniętych migracją, tym bardziej że często słyszeliśmy od tych ludzi, że jeszcze nikomu o tym nie opowiadali. Na dwa dni zatrzymaliśmy się w Przemyślu, a już jutro jedziemy w Bieszczady – kończy Sz. Żurek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze