Z Rytra, przez Piwniczną-Zdrój, do Muszyny wiodła trasa wyjątkowego rajdu oldtimerów, czyli zabytkowych aut. W tym niepowtarzalnym wydarzeniu wystąpiła jedna załoga z Podkarpacia – rodzina Kuligowskich z Przemyśla w Citroenie 2Cv. Pojeździe słynnym przede wszystkim z filmów o żandarmie z Saint Tropez, w którego rolę wcielił się niezapomniany Louis de Funes.
Rajd odbył się już po raz 19. Organizatorem był krakowski oddział Międzynarodowej Asocjacji Automobilerów. Wśród zaproszonych do udziału przez prezesa Jacka Borzęckiego z Krakowa znalazł się znany przemyski psychiatra Maciej Kuligowski.
Chętnie z zaproszenia skorzystał, zabierając na rajd rodzinę. Co najważniejsze – państwo Kuligowscy mieli znakomity pomysł na tę imprezę. W tym roku trasa rajdu wiodła z Rytra, poprzez Piwniczną- Zdrój, do Muszyny, malowniczą doliną Popradu i liczyła około 50 km.
Finał imprezy odbył się w Muszynie, gdzie widzowie mogli przez ponad 3 godziny podziwiać wozy uczestniczące w rajdzie. Odbył się także konkurs na najładniejsze auto i... załogę.
W konkursie zwyciężył Mercedes 170 s... z 1950 r. Załoga przemyskiego Citroena 2Cv zajęła 2. miejsce, a warto wiedzieć, że w rajdzie udział wzięło ponad 30 załóg.
Oprócz drugiego miejsca w rajdzie, rodzina Kuligowskich otrzymała też i inne wyróżnienie.
– Przygotowując się do rajdu, w ubiegłym roku, po kilku latach poszukiwań, udało mi się zdobyć oryginalny galowy strój żandarma w Paryżu, co w połączeniu z kornetem zakonnicy rodem z Saint Tropez zrobiło furorę i zaowocowało nagrodą publiczności – powiedział nasz rozmówca.
Cały rajd wygrała załoga tatraplanu z 1952 r. z Krakowa, a uczestniczyły w nim załogi m.in. z: Krakowa, Tarnowa czy Bochni.
Zgrabny Citroen 2Cv to auto zaprojektowane jeszcze przed drugą wojną światową, jednak produkcja masowa rozpoczęła się już po jej zakończeniu. Wcześniej zachowany został tylko jeden egzemplarz, aby ukryć je przed Niemcami.
Produkowany był oczywiście we Francji, a w ostatnich latach w Portugalii. Kiedyś okrzyknięty został „najbrzydszym autem świata”, a ochrzczony mianem „kaczuszki”.
– Ja twierdzę, że auto jest tak brzydkie, że aż piękne! Mój egzemplarz jest z 1973 roku. Za rok stuknie mu pięćdziesiątka. Mam go od 2003 roku. Szukałem wówczas samochodu dla żony do jazdy po mieście i gdy go zobaczyłem w komisie na ulicy Zana, zakochałem się od pierwszego wejrzenia – śmieje się dr M. Kuligowski.
Samochód ma oryginalny lakier, silnik i jest wpisany do rejestru aut zabytkowych.
– Dwukrotnie już w rodzinnym i przyjacielskim gronie służył jako auto do ślubu. Śmiałem się, że wzbudzał wówczas więcej zainteresowania niż para młodych. Raz służył jako auto do pierwszej komunii świętej. Ale generalnie prywatnie zwiedzamy nim Pogórze Przemyskie, Bieszczady, czasem jeździmy na zloty i rajdy. Nigdy nas nie zawiódł, choć raz leżeliśmy na boku po poślizgu, co przy dachu z materiału nie było wesołe. Sprawia wielką frajdę dzieciakom. Dodam tylko, że walizka na bagażniku to oryginalna skórzano-drewniana przedwojenna walizka znaleziona na Kielecczyźnie, u wujka. Chodziły po niej kury w ogrodzie, zabrałem ją i odnowiłem, wpasowała się idealnie – powiedział.
Nim do tego dojdzie, państwo Kuligowscy w 2023 r. wybierają się do Szwajcarii, na Światowy Zlot Citroenów 2CV.
– W niedawnym rajdzie pokonaliśmy ponad 600 kilometrów z dojazdem, więc i tam damy radę dojechać! Ostatni światowy zlot odbył się w Chorwacji. Wówczas pojawiło się na nim około trzech tysięcy aut z całego świata, nawet z Australii – podsumował.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze