Niezależnie od tego, kto sprawuje władzę nad Wisłą, słyszy się głosy, że coraz ciężej żyć w tym kraju. Polacy wygłaszają takie zdania często, i to niezależnie od ogólnej sytuacji politycznej, koniunktury ekonomicznej czy osobistej rodzinnej. Zacząłem się zatem zastanawiać, co jest ową rzeczą, która niezależnie od rządów i poglądów, nam przeszkadza. Porównywałem sobie w myślach różne sytuacje, różne wypowiedzi polityków i osób publicznych i doszedłem do wniosku, że najbardziej nas denerwuje brak szacunku ze strony bliźniego. Tak już bowiem z nami jest, że w każdej chwili domagamy się od otoczenia uznania i poszanowania dla nas samych, i nic nam tak nie psuje humoru, jak brak oczekiwanego poważania ze strony innych.
A jeśli ktoś nie uważał w szkole, to może się tej grzeczności uczyć od współczesnych postaci z kultury popularnej, które uprzejmości i kultury nie potrafią się wyzbyć, choćby w najbardziej kosmicznych sytuacjach. Może sobie ten ktoś na przykład popatrzeć na zapis filmowy spotkania Aleksandra Łukaszenki ze Stevenem Seagalem, podczas którego gwiazdor, znany na co dzień z kopnięć i ciosów, wznosi się na wyżyny grzeczności wobec swego gospodarza. Głaszcze w skupieniu otrzymane od niego arbuzy, spożywa w pokorze oskrobaną przez samego prezydenta marchewkę, wreszcie uprzejmie, choć milcząco, uczestniczy w rozmowie z ojcem wszystkich Białorusinów. I choć internet po tej wizycie aż się trzęsie ze śmiechu, to jednak grzeczność Seagala robi wrażenie (bo przecież mógłby – jak w filmach – rzucić „co to pieprzysz, stary” i ugodzić z wyskoku Aleksandra stopą w ciemię, a tego nie robi).
Jednak – jak pokazuje m.in. ten przykład – grzeczność działa dopiero wtedy, gdy stosują ją obie strony. Grzeczność jednostronna, choć cenna, niestety przynosi jeszcze większą frustrację. Bo człowiek grzeczny zawsze przegra konfrontację z chamem, brutalem i ignorantem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze