Paweł Patryn jest absolwentem Liceum Sztuk Plastycznych w Jarosławiu. Studia ukończył w Instytucie Wychowania Artystycznego w Lublinie, uzyskując w 1994 roku dyplom z malarstwa w pracowni prof. Mariana Stelmasika. Przez wiele lat był związany z Przemyślem, gdzie mieszkał, pracował i tworzył. Obecnie mieszka w Strzyżowie. Inspiracji poszukuje przede wszystkim w naturze i architekturze, ich pięknie, bogactwie oraz różnorodności. Głównym tematem jego twórczości jest pejzaż, realizowany przede wszystkim w technice pasteli suchej. Ważne miejsce w jego życiu zajmuje również muzyka – klasyczna, rockowa i bluesowa*.
Czy malarzem zostaje się w pewnym momencie życia, czy raczej odkrywa się, że było się nim od zawsze?
– Rodzimy się z pewnymi predyspozycjami, ale przez lata możemy nie mieć świadomości ich posiadania. Sam talent to jednak za mało. Najważniejsza jest praca nad jego kształtowaniem. Ważne jest również przebywanie w środowisku, które pozwoli się nam uaktywnić, przełamać bariery i uwierzyć w siebie. W moim przypadku tak było, bo pomimo ukończenia liceum plastycznego, nie poszedłem w kierunku sztuki. Dopiero po wielu latach wróciłem i wcale nie żałuję. Tu właśnie zadziałało środowisko – przyjaciele z kręgu artystycznego oraz rodzina, którzy mnie dopingowali, wspierali i robią to do dziś.
Czy pamięta Pan swój pierwszy obraz, z którego był Pan naprawdę zadowolony?
– Tak. To mój pierwszy obraz olejny przedstawiający kościół św. Michała i Stanisława Biskupa, namalowany szpachelką jeszcze w jarosławskim „Plastyku”. Mam go do dziś.
Czy długo szukał Pan własnego stylu, czy raczej styl pojawił się niezauważenie?
– Nie szukałem własnego stylu. Nie czułem się artystą i do tej pory tak do końca się nim nie czuję. Zawsze interesowało mnie piękno natury ukazane w sposób nierzeczywisty, emocjonalny, z odpowiednim klimatem i nastrojem. Bardzo mi w tym pomogła fotografia. Był czas, gdy zajmowałem się czarno-białą fotografią analogową. Wtedy patrzyłem „okiem obiektywu” i wybierałem to, co mnie interesowało. Czasy się jednak zmieniły i fotografia poszła w zapomnienie. Czy to co obecnie tworzę stanowi o moim stylu? Zapewne tak, bo robię to od serca. Tak czuję, tak widzę.
Przemyśl jest miastem o bardzo charakterystycznym krajobrazie, historii i atmosferze. Co Pan widzi w nim jako malarz, czego być może nie zauważa przeciętny mieszkaniec?
– To prawda. Przemyśl jest miastem o wielu walorach artystycznych, historycznych, kulturowych i pięknym pod względem krajobrazowym i architektonicznym. Na pewno jest wiele osób, które przechodzą obok tego obojętnie. Żyjemy w ciągłym pędzie i zapracowaniu, a przecież tyle jest piękna w tym mieście i wokół nas. Pewnego dnia, po renowacji jednej z kamienic na ul. Grunwaldzkiej, podszedłem do panów demontujących rusztowanie i podziękowałem za wykonaną piękną pracę renowacji budynku. Byli miło zaskoczeni, bo nie spotkali się jeszcze dotąd z taką sytuacją, by ktoś ich docenił. Wracając do krajobrazu… On jest wszędzie – w pejzażu, w architekturze, niezależnie od pory roku i miejsca. Trzeba tylko umieć go dostrzec i wybrać ten odpowiedni moment. Od niedawna mieszkam w Strzyżowie i tu na pewno też odnajdę coś ciekawego, choć nie ukrywam, że bardzo brakuje mi Przemyśla. Niezwykle miło było mi tu wrócić z wystawą zorganizowaną przez grupę ze „Sztukowiska”, które prowadzi Galerię Artystyczną pod Szpakiem i której serdecznie dziękuję. Gdyby nie ona – być może nie miałbym okazji do podzielenia się swoją twórczością również z Czytelnikami „Życia Podkarpackiego”.
Co najczęściej uruchamia potrzebę namalowania obrazu – widok, światło, wspomnienie, emocja, a może przypadkowy szczegół?
– Wszystkie wyżej wymienione. To zależy i od dnia, i od sytuacji. Czasami jest to potrzeba chwili, kiedy indziej emocje, a niekiedy to „coś”, co nas zainspiruje – klimat albo wspomnienie. Lubimy wracać do tego, co kiedyś widzieliśmy, pamiętamy o tym i kojarzy się nam pozytywnie. W tym ogólnym obrazie, jaki chcę przedstawić, pojawia się też szczegół. Może to być fragment płotu, architektury, czegoś, co daje całość kompozycyjną i odpowiedni nastrój. Lubię szukać w całości tego, co jest dla kogoś mało interesujące czy mało ważne, a dla mnie będzie tą kropką nad „i”. Żeby temat wybrał mnie, to ja muszę go najpierw zauważyć.
Czy malowanie jest dla Pana bardziej sposobem pokazywania świata czy uciekania od niego?
– Nie jest ucieczką od świata. To wejście w ten świat, który ja widzę i który to ja staram się przedstawić. Samo malowanie daje mi satysfakcję, że komuś się to może spodobać, ale i spokój wewnętrzny – to, że mogę się spełnić w tym, co porzuciłem na długie lata. Nie uciekajmy od tego, co nas inspiruje – na robienie tego, co lubimy, nigdy nie jest za późno.
Kiedy wie Pan, że obraz jest skończony? Czy istnieje taki moment, kiedy trzeba już odłożyć pędzel, żeby go nie „przemalować”?
– Śp. prof. Wiktor Śliwiński w Liceum Plastycznym w Jarosławiu mówił mi: „obrazu nigdy nie można skończyć, bo zawsze można do niego wrócić, coś zauważyć i domalować. Trzeba tylko wiedzieć, kiedy go odłożyć”. Gdy odczuwam zadowolenie z obrazu, odkładam „pędzel”. Tego się trzymam. Łatwo jest przedobrzyć.
Czy jest coś, czego jako malarz jeszcze się Pan boi? Nowej techniki, nowego tematu, zmiany stylu?
– Nie czuję, bym dobrze się sprawdził w akwareli. To technika, która wymaga odwagi i pewności siebie w położeniu plamy. Bardziej czuję grafikę i rysunek, a pastel sucha, którą stosuję, jest zarówno rysunkiem jak i malarstwem. Na razie nie zamierzam zmieniać ani techniki, ani stylu. Jeśli coś się zmieni, to w swoim czasie. Nie będę się przed tym bronił.
Gdyby miał Pan dostać możliwość zorganizowania jednej, wymarzonej wystawy – gdzie by się odbyła?
– Każda nowa wystawa motywuje i dodaje odwagi do dalszej pracy. Nie mam w tej chwili wybranego wymarzonego miejsca. Być może kolejnym punktem po Przemyślu będzie Strzyżów? Czas pokaże.
Gdyby miał Pan namalować dziś obraz podsumowujący swoje dotychczasowe życie, co by się na nim znalazło?
– Bardzo trudne pytanie. Myślę jednak, że byłby to obraz przedstawiający rodzinę, miłość, dobro i dar życia. To wszystko, co przeżyłem, co straciłem, co zyskałem i co obecnie posiadam. Muszę jednak pomyśleć nad tym, jak to przedstawić.
Życzę zatem wielu inspiracji. Dziękuję za rozmowę.
*fragment biogramu udostępnionego przez Stowarzyszenie Twórcze „Sztukowisko”
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze