Reklama

Nielegalne pranie

21/08/2018 07:54

W niewielkiej miejscowości trzy dwupiętrowe bloki nazywano szumnie osiedlem. Z socjologicznego punktu widzenia miało to sens, bo warunki bytowe w blokowym skupisku zmieniły życie mieszkańców, którzy zaczęli poczuwać się do wspólnoty. Kobiety już nie musiały zaglądać przez płot, żeby zobaczyć, co się dzieje u sąsiadki, bo wystarczyło zadzwonić do mieszkania naprzeciwko, wprosić się na kawę i poplotkować. Jednak jak to zwykle bywa w ludzkich skupiskach i tu zdarzały się kłótnie i awantury.

Niecały miesiąc temu całe osiedle żyło incydentem, który był wynikiem kłótni między dwoma sąsiadkami. Obie panie mieszkały na parterze i co trzeba przyznać, od dawna nie pałały do siebie sympatią. Najpierw powodem niesnasek był ogródek kwiatowy, jaki jedna z nich urządziła pod swoimi oknami. Kwiatki niby są piękne, ale akurat w tym samym miejscu druga z pań korzystała ze sznura na bieliznę rozciągniętego pomiędzy dwoma słupkami. W lecie, jak wiadomo, dzieci bardziej się brudzą i co parę dni na sznurze pojawiało się pranie, a wtedy ta od kwiatków robiła sąsiadce awantury, że nie chce oglądać za oknem cudzych szmat. Inni lokatorzy z tej klatki przypatrywali się temu z pobłażaniem, bo im pranie nie zasłaniało widoku. Którejś lipcowej soboty na sznurze znowu pojawiło się pranie, na co ta od kwiatków zareagowała gwałtowniej niż zwykle i porozsuwała suszące się ciuszki tak, żeby jej nie zasłaniały widoku. Druga pani, widząc to przez okno, chwyciła za komórkę i wszystko nagrała, po czym odczekała, aż sąsiadka wróci do mieszkania, a następnie wyszła i poprawiła pranie tak, jak powinno wisieć. Oczywiście druga pani też patrzyła przez okno i postanowiła nie odpuszczać.

Dziesięć minut później znowu wyszła, żeby odsłonić sobie widok. Jednak szarpiąc pranie w nerwach, zerwała sznur i dziecięce spodenki i koszulki wylądowały na trawie. Oczywiście zostało to nagrane i właścicielka prania wezwała policję, że sąsiadka zniszczyła jej rzeczy. Kiedy przed blokiem zatrzymał się radiowóz, sąsiedzi rzucili się do okien, a dzieci wybiegły zobaczyć, co się dzieje. Biedni policjanci musieli wysłuchać, co mają do powiedzenia obie panie, pooglądali rzeczy leżące w trawie, wszystko opisali i dyplomatycznie kazali poszkodowanej zgłosić się na komisariat w celu złożenia skargi. Trudno przewidzieć, jak ta sprawa dalej się potoczy, bo poszkodowana nie zabrała swoich rzeczy z trawy i zapowiedziała, że nie odpuści.

j
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości