Reklama

O jedno zdjęcie za dużo

16/06/2016 08:15

Był sobotni poranek, kiedy właściciel nowiutkiego audi zszedł na osiedlowy parking. Przepchał się przez ciasno poustawiane auta i kiedy dotarł do swojej bryki, zdębiał z wrażenia. Prawe lusterko zwisało smętnie na kablu, a na drzwiach była czarna smuga i niewielkie wgniecenie. Rozglądnął się dookoła i wtedy zauważył, że sąsiednie auto też ma urwane lusterko, tyle, że lewe.

Nie bardzo wiedział, co w tej sytuacji począć. Wiedząc, kto jest właścicielem tego auta, wrócił do bloku, żeby powiadomić go o szkodzie. Pięć minut później obaj oglądali swoje uszkodzone samochody i wtedy zauważyli na asfalcie niewielkie brunatne plamy prowadzące w kierunku śmietnika. Połamane lusterka i ślady krwi – to wystarczyło, żeby wezwać policję. Policjanci opisali szkody i sfotografowali lusterka i dopiero wtedy zainteresowali się śladami krwi, które kończyły się zaraz za śmietnikiem. Wtedy jeden z funkcjonariuszy zaczął dopytywać o monitoring. Okazało się, że takowy był. Podczas przeglądania nagrań z nocy okazało się, że kamera nie obejmuje akurat tego miejsca, w którym stały uszkodzone auta. Szesnaście minut przed północą obiektyw kamery zarejestrował sylwetkę mężczyzny w białej koszulce, który wybiegł spomiędzy aut i pobiegł wzdłuż bloku. Niestety administrator widocznie oszczędzał na sprzęcie, bo czarno-biały obraz był na tyle niewyraźny, że nie sposób było rozpoznać twarzy biegnącego mężczyzny.  Policjanci zatrzymali płytę z nagraniem, zaprosili obu poszkodowanych do komendy na poniedziałek i odjechali. 

Po osiedlu wieść o krwawym zdarzeniu na parkingu rozeszła się lotem błyskawicy i ludzie zaczęli plotkować o wojnie gangów. Szkoda, że nie mogę ujawniać tajników policyjnej pracy, ale tydzień później już znani byli sprawcy. Najpierw policjanci dotarli do dziewiętnastolatka, którego zarejestrowała kamera. Mieszkał w sąsiednim bloku i zaskoczony wizytą mundurowych powiedział wszystko, jak na świętej spowiedzi. Otóż tamtego wieczoru zaczaił się na parkingu na swojego młodszego kolegę. Powodem było zdjęcie z imprezy ukazujące go w niezbyt korzystnej sytuacji, które tamten umieścił na Facebooku. Młodzieniec przyznał, że trochę się poszarpali pomiędzy autami i raz przyłożył koledze z piąchy, a na końcu dodał, że w zasadzie już się przeprosili i gotowi są solidarnie pokryć koszty wyłamanych lusterek. I to już koniec tej historii.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama