Kilka dni temu przez nasze nasze media przetoczyła się krótka, choć gorąca dyskusja dotycząca dziennikarki Anny Wendzikowskiej, która podczas rozmowy z amerykańską aktorką Sigourney Weaver popisała się niewiedzą na temat tego, kim był Jerzy Grotowski. Komentatorzy, zwłaszcza ci internetowi, popuścili wodze ironii i rzucili się na nieszczęsną redaktorkę, w bardziej lub mniej wybredny sposób wyśmiewając jej ignorancję. Inni z kolei utyskiwali na poziom kształcenia w polskich szkołach i uczelniach, które wypuszczają na świat niedouczonych absolwentów.
O metodzie aktorskiej Grotowskiego też mało kto dziś opowiada w mediach, już bardziej o podejrzeniach dotyczących jego współpracy z władzą komunistyczną. Zresztą to problem szerszy: ogólnopolskie media traktują kulturę jako zło konieczne i mówią o niej najwyżej w kategoriach ciekawostki. Jeśli pojawia się w nich jakiś znaczący twórca lub znawca, to jego wypowiedź ograniczona zostaje do zabawnej anegdoty lub mało znaczącego banału w stylu: Szymborska miała poczucie humoru, a Gombrowicz to miał bujne życie erotyczne.
Niektóre telewizje publiczne (jak BBC chociażby) chętnie i często pokazują dzieła narodowej kultury, natomiast nasza TVP kombinuje, jak tego nie robić. Polski widz żyje zatem w świecie programów talent-show i seriali obyczajowych mówiących o niczym, zaś literatura, sztuka i teatr, które mogły mu powiedzieć coś ważnego o świecie i o nim samym, są uznawane przez szefów TVP za nudziarstwo, na które szkoda antenowego czasu. Dlatego pewnie bardzo się zdziwili, że oto filmowa gwiazda, która tak sprawnie walczyła z Obcymi na ekranie, lepiej orientuje się w polskiej kulturze od absolwentów rodzimych uczelni.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze