Prawie pół miliona złotych potrzebnych było do tego, by dać szansę szkrabowi z Młodowa w gminie Lubaczów na normalne życie. Przeszkodę w tym, że będzie mógł samodzielnie chodzić, stanowiła choroba, a antidotum miała być kosztowna operacja. O sukcesie zbiórki przeprowadzonej na ten cel pisaliśmy w czerwcu ubiegłego roku. Dziś minął niespełna rok i z nieskrywaną radością możemy poinformować, że Olek Misiak jest już po zabiegu! – Operacja się udała i przebiegła bez komplikacji – podzielił się z nami dobrą nowiną tata Olka, Marek Misiak.
O Olku napisaliśmy po raz pierwszy w marcu 2021 roku, kiedy miał 4,5 miesiąca. Choroba, która mogła odebrać mu szansę na normalne życie, to obustronna hemimelia kości strzałkowych. Rzadki przypadek, charakteryzujący się brakiem całej lub części kości strzałkowej i jednoczesną nierównością kończyn czy deformacją stóp i kolan.
Wtedy jeszcze przyszłość malucha rysowała się w ciemnych barwach. Ale rodzice chłopca – Joasia i Marek – zaraz po druzgocącej diagnozie postanowili działać. Specjaliści w Polsce mówili o potrzebie co najmniej kilku operacji, choć – ich zdaniem – nawet te nie stanowiły gwarancji, że dziecko stanie na nogi.
Jednak dalsze poszukiwania zaprowadziły państwa Misiaków do dra Drora Paley’a, światowej sławy eksperta z zakresu ortopedii dziecięcej. Po konsultacjach w Warszawie, gdzie znajduje się filia amerykańskiego instytutu Paley European Institute, pojawiła się nadzieja, że Olkowi będzie można pomóc, i to w trakcie zaledwie jednej operacji, której skuteczność oceniono na poziomie przekraczającym 90 procent.
Tym razem jednak pojawiła się kolejna przeszkoda, którą stanowiły horrendalne koszty zabiegu. Operację wyceniono na prawie pół miliona złotych. To suma, która była poza zasięgiem Joasi i Marka. Wiedzieli jednak, że nie mogą się poddać.
Z pomocą przyszły im lokalne media, nagłaśniając problem, oraz władze samorządowe i sołtysi. Pomocną dłoń wyciągnęły też prywatne[paywall] firmy, instytucje, placówki w regionie, sklepy, harcerze, strażacy... i wiele zwykłych, życzliwych ludzi, również z drugiego końca świata.
Kiedy w internecie, na portalu siepomaga.pl, ruszyła zbiórka pieniędzy na operację, początkowo nikt się nie spodziewał, że uda się zgromadzić tak ogromną kwotę, ale... niemożliwe stało się możliwe. Funduszy na koncie zbiórki z każdym dniem przybywało, a serce rodziców malucha przepełniała fala wdzięczności.
Ostatecznie efekt przerósł najśmielsze oczekiwania – zebrano ponad 105 proc. potrzebnej kwoty! Dokładnie 490 tys. zł. – Przekonaliśmy się, że anioły istnieją...Wy nimi jesteście – dziękowali na naszych łamach w czerwcu ub. r. rodzice Olka.
Choć potrzebna suma czekała już na koncie, operacja musiała być odsunięta w czasie, bowiem Olek musiał osiągnąć odpowiedni wiek, w którym kości będą już odpowiednio wykształcone. Niedawno otrzymaliśmy sygnał, że marzenia rodziców chłopca wreszcie się spełniły.
23 kwietnia, tuż po udanym zabiegu, mama Olka na profilu społecznościowym zamieściła chwytający za serce wpis „Siedzę przy moim synku i dziękuję Bogu, że już po wszystkim... (..) To był bardzo długi, ciężki i wyczerpujący dzień dla naszej rodziny. Dzięki Bogu i zdolnym dłoniom dr. Paleya operacja się udała. Oluś teraz śpi i nabiera mocy. (..) Mamy najwspanialszego synka na świecie, kochamy go z mężem ponad życie. Dziękujemy Bogu, że czuwał dzisiaj nad nim”.
Natomiast z tatą Olka, panem Markiem, udało się nam skontaktować, kiedy wraz z synem i żoną byli już w drodze powrotnej z Warszawy do Młodowa. Na gorąco zrelacjonował nam sytuację:
– W szpitalu Medicover w Warszawie spędziliśmy 3 doby. Operacja trwała 6 godzin, od 10.00 do 16.00. Olek dochodzi do siebie, w trakcie zabiegu nie było żadnych komplikacji, więc jesteśmy bardzo szczęśliwi.
Akurat w dniu, kiedy rozmawialiśmy przez telefon, Olek miał urodziny, skończył 1,5 roku. Ani on, ani jego rodzice z pewnością nie mogli sobie wymarzyć lepszego prezentu niż zakończona sukcesem operacja.
– Teraz przed nami wyjazdy do Warszawy na kontrole co 2 – 3 tygodnie. Olek przez 12 tygodni będzie w gipsie, a po tym czasie czeka go intensywna rehabilitacja, która potrwa od 4 do 6 tygodni. Dziś możemy już z żoną powiedzieć, że spadł nam kamień z serca. Tak długo czekaliśmy na ten moment. Olek za trzy miesiące ma zacząć chodzić. Nie możemy się już doczekać tej chwili – powiedział ze wzruszeniem tata Olka.
Oby jak najwięcej takich historii, zakończonych pozytywnym finałem. Olkowi życzymy dużo zdrowia i jak najdłuższych dystansów pokonanych na własnych nogach, a rodzicom wiele radości z obserwowania codziennych postępów malucha.
fot.archiwum ŻP/Marcin Materniak
Na zdjęciu Joanna i Marek Misiakowie. Zostało zrobione jeszcze w marcu ub. r., kiedy nie byli pewni, czy uda im się zgromadzić ogromną sumę na operację synka. Dziś mogą odetchnąć z ulgą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze