We wtorek, 15 sierpnia, na cichej i spokojnej na co dzień ulicy Dominikańskiej ruch jak na Marszałkowskiej. Tego dnia przypada święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, więc tłumy idą do „Panny Marii”, bo tak jarosławianie nazywają Bazylikę Matki Boskiej Bolesnej. Tak jest co roku, od lat.
Już wcześnie rano ulicę od skrzyżowania z Jana Pawła II aż do samej bramy, prowadzącej do bazyliki i klasztoru oo. Dominikanów, zapełniły kramy, czyniąc ją jeszcze bardziej wąską. Przed bramą unosił się splot kolorowych balonów sięgający drugiego piętra. Kolorowa góra całkowicie zasłoniła barokową bramę, ale bez wielkiej szkody, bo i tak jest w remoncie. Od rana ludzie wypełniali uliczkę falami wyznaczanymi początkiem i końcem kolejnych mszy. Dopiero w południe, po sumie, którą sprawował ks. bp Leszek Leszkiewicz (biskup pomocniczy diecezji tarnowskiej), pomiędzy kramami zrobiło się naprawdę tłoczno[paywall].
Historia odpustów w rozumieniu duchowym, a także towarzyszących im jarmarków, ma kilkaset lat i tak wrosła w tradycję, że dzisiaj odpustem nazywa się jarmarczną infrastrukturę otaczającą obchody ważnego kościelnego święta. Być może ten zwyczaj handlowania przy okazji święta pozostał jako pamiątka po jarosławskich targach, sławnych już w szesnastym wieku, które trwały cały sierpień i ściągały kupców z dalekich stron. Z czasem obchody święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i towarzyszący im jarmark stały się ważnym wydarzeniem w życiu miasta.
W 1930 roku Tygodnik Jarosławski napisał o święcie tak: „ (...) podczas mszy świętej sprawowanej przy słonecznej pogodzie na placu przed świątynią dokonywano poświęcenia wieńców dożynkowych, a uczestnicy wielkiego odpustu mogli pobierać cudowną wodę w studni, w Kaplicy Zjawienia, albo nabywać różnorodne przedmioty oferowane przez licznych sprzedawców na kramach rozstawionych na placu kościelnym”.
Natomiast po wojnie w ówczesnej prasie trudno było znaleźć wzmiankę o Wielkim Odpuście, ale za to każdy kolejny był skrupulatnie odnotowywany przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. Na przykład w 1970 roku jeden z nich raportował: „Frekwencja w dniu 15 VIII. br. wynosiła około 4 tysięcy osób, w tym 40 procent kobiet, 30 procent mężczyzn, 9 księży i 10 zakonnic”. Na szczęście tamte czasy minęły bezpowrotnie.

fot.Jacek Szwic
Jak nie kupić wnukowi terkoczącego kółka?
Jeszcze sześćdziesiąt lat temu na Wielki Odpust do Panny Marii ludzie przyjeżdżali z Tywoni, Wierzbnej, Kidałowic, Zarzecza, ale najwięcej z Pawłosiowa, w którym wtedy nie było kościoła. Całymi rodzinami, często z sąsiadami. Zjeżdżali drabiniastymi wozami ozdobionymi bibułką, rzadziej półkoszkami, czasem pojawiła się jakaś stara bryczka, no i obowiązkowo musiała być banderia konna.
Na odpust należało przyjechać wcześniej i zająć w fosie pod murami najlepsze miejsce, żeby konie nie stały parę godzin w słońcu. Fosa szybko się zapełniała i sznur wozów ciągnął się drogą wzdłuż rzeczki Miłki aż do nieistniejącej dzisiaj cegielni. Po sumie obowiązkowo należało się przespacerować pomiędzy kramami, na których kusiły piernikowe serca z dedykacjami, czerwone lizaki, całuski ze słodkiego ciasta, które można było nosić jak korale, ale do jedzenia się raczej nie nadawały.
Dziewczęta zerkały na pierścionki, a dzieciaki z wypiekami na twarzach na blaszane zegarki, pukawki, terkoczące kółka, drewniane koniki, taczki i ptaki klepaki. Najtańsze były papierowe baloniki na gumce wypchane trocinami. Chłopcy kupowali pistolety na korki i potem w każdej wiosce słychać było wystrzały. Kobiety mogły przebierać wśród wiklinowych koszyków, glinianych doniczek i garnków. Była też oranżada i kiszone ogórki. O tych ostatnich krążyły legendy, że kobiety, które je sprzedają, trzymają w cebrzykach żabę, żeby woda się nie zepsuła i była chłodniejsza, ale z tymi żabami w ogórkach to oczywiście nieprawda.
Tak było dawniej. Dzisiaj na straganach królują towary przywożone całymi kontenerami z Chin. Plastikowe repliki broni wszystkich armii świata, nadmuchiwane stwory i plastikowe pojazdy rodem z filmów SF, zestawy niezbędne małemu policjantowi, lalki Barbie i tysiące innych, nieraz bardzo tandetnych, gadżetów. Do tego nadmuchiwane balony różnych kształtów i barw, srebrna biżuteria, a nawet przyrządy do obierania jarzyn.
Oranżadę zastąpił kolorowy napój w pojemnikach z rurką w kształcie palmy. Na szczęście ostało się trochę tradycyjnych rękodzielniczych wyrobów, które starszym przypominają ich młode lata. Nie zmienił się tylko zachwyt w oczach dzieci, które stawały przed straganem i oszołomione mnogością kolorowych zabawek nie wiedziały, jaką pamiątkę z odpustu wybrać, bo przecież nie wypada wracać z niczym.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pomijając fakt, ze 15 sierpnia było we wtorek...
Pomijając fakt, ze 15 sierpnia to był wtorek...
W niedzielę, 15 sierpnia, ... 30 lat temu.
Pomijając fakt, ze 15 sierpnia było we wtorek...
Pomijając fakt, ze 15 sierpnia to był wtorek...
W niedzielę, 15 sierpnia, ... 30 lat temu.