Od 23 do 27 stycznia na Podkarpaciu obchodzono IX Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu.
W Przemyślu obchody rozpoczęły się w środę, 25 stycznia, od złożenia wieńców na podwórku przy ulicy Kopernika 14, pod tablicą upamiętniającą zamordowanie Żydów z przemyskiego getta. Następnie w Archiwum Państwowym w Przemyślu otwarto wystawę „Nawet zły pokój jest lepszy niż dobra wojna”, obrazującą zagładę przemyskich Żydów. Kolejnym punktem była sesja naukowa, a po południu w Centrum Kulturalnym w Przemyślu odbyła się promocja Dziennika Reni Spiegel (osiemnastoletniej Żydówki zastrzelonej w getcie w 1942 r.) oraz spektakl pod tytułem Pamiętnik Blumki w wykonaniu Grupy Teatralnej „Mała Garderoba”.Babcia Weinstockowa pozmywała naczynia, wytarła je i odstawiła do kredensu, a potem powiedziała: „ Chodźcie, bo się spóźnimy”. Ludwiczek bardzo się cieszył perspektywą wyjazdu z getta. Cały czas powtarzał: „Nie płaczcie, nie płaczcie. My za miesiąc wrócimy”. Zeszliśmy na ulicę. Mamusia i ja musiałyśmy zostać przed domem. Tatuś postanowił odprowadzić naszą rodzinę na miejsce zbiórki. Poszli. Dziadek i babcia Weinstockowie, wuj Olek, ciocia Rena i jej mama, pani Joanna Reisner, a z nimi mój ośmioletni kuzyn Ludwiczek. Wtedy widziałam ich wszystkich po raz ostatni w życiu.
Przy Umschlagplatzu tatuś dostał w twarz od gestapowca, który wrzeszczał, żeby wracał, a przy okazji ukradł mu z kieszonki wieczne pióro. (...) Po paru dniach dotarła do nas wiadomość, że wszystkich starych ludzi i dzieci z getta przemyskiego, a więc moich dziadków Weinstockowów, załadowano na ciężarówki i zawieziono do lasu w pobliskich Grochowcach. Tam zostali zabici i pochowani w zbiorowej mogile.

fot.Jacek Szwic
Kamienica nr 12 przy ulicy Kopernika, z której balkonu Maria Orwid widziała moment zamknięcia getta.
O zbrodni w lesie opowiadał świadek Stanisław Gieroń z Kruhela, którego Niemcy zabrali do przymusowej służby w baudienście*. – W lipcu w któryś poniedziałek wydali nam łopaty. Podjechał duży ciężarowy samochód, na który nas zapakowali i zawieźli przez Zielonkę do grochowskiego lasu. Bardzo się baliśmy, że nas wystrzelają, ale nasz nadzorca uspokajał, że to Żydów będą strzelać i kazał kopać jamę. Trzy dni kopaliśmy cztery rowy. W czwartek zaczęli zwozić Żydów. Kiedy przyjechał samochód, kobiety, dzieci i starsi musieli schodzić i się rozbierać. Niektórzy mieli pieniądze, to je darli i rozrzucali po krzakach, ale Niemiec pilnował i bił za to. Wszystkie rzeczy musieli złożyć na kupę jakieś piętnaście metrów od rowu. Rów miał na początku schodki i tamtędy sprowadzali ich po dziewięciu. I jak Żydzi doszli już do końca rowu, oficer krzyknął „ognia”, a wtedy oni oparli automaty o poręcze, które kazali nam zrobić z żerdzi i seriami strzelali do tych w dole. Tamci krzyczeli, płakali, niektórzy padali od razu zabici, inni – ranni - krzyczeli. Ci, którzy wchodzili do rowu, musieli układać równo tych zabitych. To był straszny widok, krew dookoła, jęki i zaraz przywozili następnych. Widziałem, jak jedna kobieta padła zabita, a pod nią było dziecko, mały chłopiec. Głośno krzyczał „mame, mame” i płakał. Niemiec kazał mi zejść do rowu i przyprowadzić chłopca, który usiadł pod drzewem i strasznie płakał. Myślałem przez chwilę, że się uratuje, ale Niemiec wziął go za rękę, podprowadził do rowu i zabił jednym uderzeniem kolby w głowę.
Tym chłopcem mógł być Ludwiczek Weinstock, o którym opowiadała Maria Orwid. Takich opowieści i wspomnień jest wiele, ale ludzie, którzy byli świadkami tamtych zbrodni, odchodzą i pozostało ich naprawdę niewielu. Dlatego tak ważne jest, aby pamięć o Holokauście przetrwała, jako memento skierowane do wszystkich. Żeby już nigdy nic takiego nie mogło się wydarzyć.

fot.Jacek Szwic
Przedmioty należące do Żydów zamordowanych w grochowskim lesie, odnalezione w miejscu, w których się rozbierali.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze