Ale się narobiło. Wybory prezydenckie miały być spektaklem dwupartyjnej nudy, okraszonej tylko lekko nutką ekstremizmu niektórych kandydatów, a tu klops. Co prawda POPiS-owa monokultura trzyma się wciąż nieźle, ale okazało się wyraźnie, że istnieje w społeczeństwie wielka grupa ludzi, z którą nie wiadomo, co zrobić. Zewsząd dają się słyszeć głosy zaskoczonych / oburzonych / rozczarowanych / zasmuconych komentatorów i polityków, którzy nie mogą pogodzić się z wynikiem Pawła Kukiza, tym bardziej że kompletnie nie spodziewali się takiego nagłego przyrostu zaufania do niego.
Nie mają racji ci, którzy sądzą, że jego sukces to tylko wynik populistycznych haseł. Przecież wszyscy kandydaci w kampanii do populizmu się uciekali, a w dodatku to właśnie Kukiz zbyt wielu populistycznych haseł nie proponował. Nie jest też człowiekiem znikąd. On na swoją pozycję zapracował przez wiele lat jako muzyk, który ze szczerości uczynił swoje credo artystyczne.
Taka zresztą była naczelna zasada antycznej retoryki: jeśli chcesz zdobyć zaufanie, musisz mówić prawdę i w nią wierzyć. Nawet jeśli jest naiwna albo pozornie niemożliwa. No i jeszcze musisz się naprawdę troszczyć o innych, nie lekceważyć ich ani nimi nie gardzić. Tylko tyle.
Tej podstawowej wiedzy z zakresu retoryki zabrakło nie tylko samym politykom, ale też spin doctorom i specjalistom od PR pracującym na rzecz partyjnych kandydatów. Muszą jednak z tego jakieś wnioski wyciągnąć, skoro młodzi wyborcy Kukiza będą głosować w różnych wyborach przez najbliższe 50 lat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze