Ciekawe, jaką minę zrobiłby młody człowiek, gdyby ktoś powiedział mu, że będzie pracował w jednym miejscu, na jednym stanowisku przez ponad dwadzieścia sześć lat? Pani Katarzyna Kowalczyk, twierdzi, że to możliwe i wcale nie jest to do dopust boży.

fot.Jacek Szwic
Pani Kasia z kiosku koło dworcu i kiosk, w którym przepracowała ponad 26 lat.
– Pracę w kiosku zaczęłam w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym roku, w lipcu. To były ciekawe czasy. Wszystko dopiero się tworzyło, wtedy naprawdę rozkwitał prywatny handel – mówi Katarzyna Kowalczyk.
– Kiosk przy dworcu miał świetną lokalizację, choć był jeszcze jeden kiosk w tunelu i jeden na dworcu, to klientów nie brakowało. Wprost z tunelu ludzie przychodzili do mnie po papierosy i gazety. Pamiętam, że bardzo dużo Rumunów do mnie przychodziło, głównie po papierosy, ale później szybko się zorientowali, że taniej można kupić w hurtowniach. Z gazet to Nowiny i Życie najlepiej się wtedy sprzedawały[paywall], bo jeszcze nie było tyle gazet kolorowych. Pierwszą najbardziej popularną kolorową gazetą było Życie na gorąco i sprzedawało się w ogromnych ilościach. Wtedy jeszcze funkcjonowały teczki na gazety, do których stałym klientom odkładałam zamówione tytuły, ale najpierw każdego ranka sama robiłam prasówkę żeby wiedzieć, co ciekawego napisali. Potem przychodzili uczniowie i pytali, czy jest coś, co może im się przydać na referat z wiedzy o świecie, a ja im doradzałam, co było, w której gazecie. Ponieważ w tej okolicy dużo było przyjezdnych bardzo dobrze sprzedawały się torby na towar, takie kraciaste, im większe tym lepsze – wspomina pani Katarzyna.
– Miałam bardzo dużo stałych klientów. Przychodzili do mnie mieszkańcy kamienicy, w której był kiosk. Nie tylko, żeby coś kupić, ale po prostu, żeby pogadać, poplotkować, powiedzieć, gdzie boli, gdzie kłuje. Niektórzy się śmiali, że oprócz kiosku u mnie był jeszcze empik i pytali, kiedy wstawię krzesełka. Starsze lokatorki z kamienicy nazywałam babciami. Przychodziła babcia Irena. Świętej pamięci babcia Władzia przynosiła mi bigos, albo flaki na obiad, bo pracowałam przez dwanaście godzin. Bardzo dużo ludzi zostawiało też u mnie bagaże. Pytałam tylko, czy mają wódkę albo papierosy i jak nie mieli, to pozwalałam. Często się zdarzało się, że ludzie pytali o drogę do jakiegoś miejsca czy urzędu. Wtedy pokazywałam im plan miasta albo brałam kartkę i rysowałam, którymi ulicami mają dojść. Starałam się pomóc klientom, jak mogłam, nawet baterie w zegarku im zmieniałam. Dawałam towar – jak to się mówi – na kreskę albo na borg. Do dzisiaj mam zeszyty z klientami, którzy jakoś nie zdążyli się rozliczyć. Bywało, że klienci zostawiali u mnie wiadomości dla kogoś – opowiada wieloletnia kioskarka.
– Wszystko szło dobrze do dwa tysiące ósmego roku, dopóki nie powstały wielkopowierzchniowe sklepy, które zabiły drobny handel. Po prostu była klapa i do mnie przychodzili już tylko starzy klienci. Nawet młodzież szkolna bokiem omijała kiosk. Na to wpłynęła też komunikacja. O wiele mniej ludzi jeździło pociągami, więc nie po drodze im było. Jestem gadułą i lubiłam porozmawiać z klientami, a teraz ludzie nauczyli się robić szybkie zakupy w hipermarketach i już nie mają ochoty na pogaduszki. Kiedy jedna z klientek dowiedziała się, że odchodzę, załamała ręce i powiedziała: – To, z kim ja teraz będę mogła pogadać – kontynuuje K. Kowalczyk.
– Ostatni raz przyszłam do kiosku trzydziestego pierwszego grudnia ubiegłego roku i nie powiem – żal mnie ścisnął, bo to przecież ponad dwadzieścia sześć lat w tym miejscu. Jeszcze nie zrobiłam pożegnania, bo najpierw musiałam się rozliczyć, ale korzystając z okazji chcę podziękować wszystkim dostawcom, którymi wiele lat współpracowałam, wiernym klientom, tym, którzy mnie odwiedzali i wszystkim życzę dużo zdrowia – kończy pani Kasia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Pani Kasia NIEZASTĄPIONA, PRZESYMPATYCZNA I MIŁA!!!Jak chodziłam do liceum, to po drodze wstępowało się do kiosku Pani Kasi, po chusteczki, ołówek, zeszyt czy prenumeratę gazet polonistycznych z omówieniami różnych epok literackich.W dzień matury rozdawała nam - wszystkim maturzystom grosiki na szczęście. Zawsze uśmiechnięta, radosna. Wspaniały, pozytywny człowiek!!
Pani Kasia zawsze miła i uśmiechnięta super babeczka
Zdecydowanie Pani Kasia zawsze wszytko podawała z uśmiechem na twarzy, a nie jak inne Pani z kiosków tak od niechcenia i praktycznie zawsze do każdego coś zagada <3
Po co płacze wy się zajmijcie potrzebującym starszym osoba u dziećmi s nie jakimś gluoim kioskiem ja handluje tez i nie płacze
głupim kioskiem??? chodzi o to że w dzisiejszych czasach kiedy większość jest tak GBUROWATYCH JAK TY, OSOBO Buzek, zdarzają się ludzie życzliwi i uśmiechnięci, dzięki którym każdy dzień może być lepszy niż nam się wydaje.
Kocham panią Kasię! I pozdrawiam całą rodzinę :*
Moja Pani
Pani Kasia NIEZASTĄPIONA, PRZESYMPATYCZNA I MIŁA!!!Jak chodziłam do liceum, to po drodze wstępowało się do kiosku Pani Kasi, po chusteczki, ołówek, zeszyt czy prenumeratę gazet polonistycznych z omówieniami różnych epok literackich.W dzień matury rozdawała nam - wszystkim maturzystom grosiki na szczęście. Zawsze uśmiechnięta, radosna. Wspaniały, pozytywny człowiek!!
Pani Kasia zawsze miła i uśmiechnięta super babeczka