Związkowcy spod znaku „Solidarności” podjęli kolejną akcję zbierania podpisów pod projektem niedzielnego, całkowitego zakazu handlu w sklepach wielkopowierzchniowych. Zwolennicy zakazu akcentują kilka argumentów za. Niedziela to czas dla rodziny, pełnego odpoczynku, a dla ludzi wierzących czas na spokojną celebrację swojej wiary.
Pojawia się także argument ekonomiczny: zamknięcie w niedzielę hipermarketów nie spowoduje spadku obrotów. Wręcz przeciwnie. Wymusi robienie zakupów na przykład w sobotę. Co za tym idzie, nie istnieje ryzyko zwolnień pracowników. Związkowcy krytykują przy tej okazji odpływ podatków z Polski, bo większość hipermaketów należy do zagranicznych inwestorów.
Właśnie obawa drastycznej redukcji zatrudnienia dotychczas stanowiła koronny argument przeciwników zakazu handlu w niedzielę. Ponadto przeciwnicy zakazu są pewni, że jego efektem będzie jednak mocno odczuwalny spadek dochodów, co wymusi – raczej wcześniej niż później – ostre redukcje. A być może całkowite zwinięcie interesów. Co wtedy z tysiącami pracowników?
Konflikt obu stron przypomina trochę nierozwiązywalny dylemat dramatów greckich. Obie strony mają mocne argumenty. Moim zdaniem niezbędny i możliwy jest kompromis. Dekretem sytuacji się nie rozwiąże. Zmieniają się nam przyzwyczajenia. Kiedyś w niedzielę szło się do kościoła, na spacer, ewentualnie do cukierni. Dzisiaj do kościoła, a potem na spacer po wielkich powierzchniach szklanych miast. Może się nam to nie podobać, ale tak po prostu jest. Taki nasz, rodzimy, paradoks dziejów. Czy w naszych niedzielnych handlowych przyzwyczajeniach jest coś obyczajowo nagannego? Niech etycy szukają odpowiedzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.PISoBOLSZWICKIE przydupasy uratowały kopalnie, obniżyli wiek emerytalny więc teraz biorą się za kolejny temat.
PISoBOLSZWICKIE przydupasy uratowały kopalnie, obniżyli wiek emerytalny więc teraz biorą się za kolejny temat.