Może to efekt wieku, ale ostatnio coraz częściej myślę o niebie. Jednak nie w znaczeniu eschatologicznym czy teologicznym, ale o niebie jako firmamencie, który sobie nad nami góruje. A nawet nie o niebie w jego błękitno-słoneczno-chmurzastej formie (o tym wymiarze nieba bez przerwy informują nas serwisy meteorologiczne), tylko o niebie nocnym, rozgwieżdżonym i uksiężycowionym.
Nigdy właściwie mnie ten temat nie zajmował, gwiazdy i Księżyc jakoś tam sobie były, ale – jak to w mieście – słabo widoczne i niezbyt mocno przykuwające uwagę (gdy tyle jest rzeczy ciekawych, które można robić po zmroku). Ostatnio jednak coraz częściej spoglądam nocą w górę i coraz bardziej jestem zaskoczony. Po pierwsze, uświadomiłem sobie, że kompletnie nie mam pojęcia, cóż to za ciała niebieskie nade mną świecą, mrugają i powoli się przesuwają. Nie wiem, czy to planety, czy gwiazdy, a jeśli gwiazdy, to jakie? Do jakich konstelacji należące?Oczywiście umiem rozpoznać Księżyc i Wielki Wóz, ale cała reszta jest dla mnie kompletnie anonimowa. Przecież uważałem na lekcjach geografii, fizyki i przyrody – jednak nikt nigdy mi o tych rzeczach nie mówił. Dziś zresztą w szkole też pomija się je raczej milczeniem, no bo jak włączyć gapienie się w niebo w program praktycznej edukacji nowych obywateli? A zresztą byłby z tym wielki kłopot techniczny, bo trzeba by przecież prowadzić takie lekcje praktycznej astronomii wieczorami, a to wymagałoby jakichś dramatycznych wysiłków organizacyjnych w naszych szkołach, płacenia nadgodzin, zapewnienia opieki i nadzoru itp. Musi nam zatem wystarczyć wiedza teoretyczna, np. o prawach Keplera, która niestety natychmiast wyparowuje (nawiasem mówiąc, trochę to dziwne, że w kraju, który za swego największego uczonego uważa właśnie astronoma, znajomość praktycznej astronomii jest nieomal zerowa).
A szkoda, bo to, co się dzieje bez przerwy nad naszymi głowami, jest naprawdę fascynujące: te wszystkie eklipsy, ekliptyki, paralaksy i precesje. Te pojawiające się co roku o tej samej porze planety, te tajemnicze orbity i komety. Wszystko to nie tylko niezmiernie ciekawe i piękne, ale i pouczające. Bo tak sobie myślę, że jeśli człowiek odpowiednio długo obserwuje (nawet zupełnie naiwnie) gwiazdy i planety, to wtedy wiele problemów, tak gorączkowo przedstawianych przez media, traci swe pseudoznaczenie. Gdybyśmy tak codziennie, zamiast słuchać wiadomości o różnych nocnych wilkach i ich pogromcach lub obrońcach, popatrzyli pół godziny w niebo, nasz ludzki świat nabrałby chyba bardziej rozsądnych proporcji. Jednak to oczywiście nigdy się nie zdarzy, bo jednak gwiazdy telewizyjne mają o wiele większą moc przyciągania.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze