Po tygodniowej przerwie siatkarki San-Pajdy stanęły przed dwoma – rozgrywanymi dzień po dniu – bardzo trudnymi wyjazdowymi pojedynkami w Pile i Mogilnie. Przywiozły do domu dwa punkty po dwóch porażkach w tie-breakach! Wielka szkoda, ale ekipie Macieja Tietiańca należą się brawa za ogrom ambicji i woli walki. Szkoda, że szczęście przemknęło tuż obok…
Zespół z Piły jeszcze dwa lata temu występował w Tauron Lidze Kobiet pod nazwą Enea PTPS Piła, więc to żaden nuworysz czy żółtodziób. Zespół z Mogilna to beniaminek I ligi kobiet, ale – podobnie jak ekipa z Imielina – bardzo poważnie wzmocniona przed startem zmagań, mająca bardzo ambitne cele. Pozycja lidera tabeli bardzo wiele w tej kwestii mówi. Jarosławianki już raz w tym sezonie wypunktowały na obcej ziemi przodownika klasyfikacji. Wówczas, kiedy na czele była drużyna z Nowego Dworu Mazowieckiego.
Postawa teamu M. Tietiańca powinna zostać nagrodzona choćby jednym zwycięstwem. Ale szczęście podczas minionego weekendu miało na imię „parszywiec”. Bezlitosnego i nieprzejednanego. Często jednak w sporcie tak bywa. Zawodniczki San-Pajdy spędziły na parkiecie – dzień po dniu – łącznie 297 minut. To prawie 5 godzin. Los dał się im „cieszyć” z jednego punktu zdobytego w Pile i jednego w Mogilnie.
W Pile, niestety, potwierdziła się stara siatkarska prawda, że jeśli – prowadząc w setach 2:0 – nie wygrywasz w trzech, przegrywasz w pięciu. Dwie pierwsze partie w mieście Stanisława Staszica należały do przyjezdnych, choć początek pojedynku był przerażający. W 1. secie pilanki wygrywały już 6:0, ale przyjezdne rozkręcały się z akcji na akcję i w połowie seta już prowadziły 14:15. 2. partia od początku układała się po myśli San-Pajdy. Kiedy na tablicy wyświetliło się 13:20, było jasne, że dominację goście szybko klepną. Był to znakomity prognostyk przed kolejnymi setami. Niestety, w nich San-Pajda znacznie obniżył loty. W zasadzie w żadnym z trzech kolejnych jarosławianki nie nawiązały walki. Dotkliwy był tie-break, kiedy gospodynie szybko objęły prowadzenie 6:0, potem 11:4 i było po sprawie.
Tak przykre wydarzenia miały prawo negatywnie odbić się w kolejnym meczu z liderem w Mogilnie. Ale nie! Jarosławianki wyrzuciły pilski mecz z głów i podjęły z gospodyniami 3-godzinną walkę. Szkoda, że znowu zakończoną porażką w pięciu setach. Kto wie, czy nie decydującym dla finalnego rozstrzygnięcia nie był set trzeci. W meczu było 1:1, a przewaga w owej partii należała do ekipy M. Tietiańca. Od stanu 16:15 prezencja tak na linii zagrywki, jak i w bloku znacznie się poprawiła. A to sprawiło, że jarosławianki uciekły na 17:20 i 20:23. Miały aż 5 setboli, aby objąć prowadzenie w spotkaniu. Po kapitalnej walce ten set padł jednak łupem Sokoła. San-Pajda jeszcze się nie poddał i doprowadził do tie-breaka, przede wszystkim dzięki znakomitym zagrywkom Katarzyny Saj i Natalii Andrzejewskiej. W 5. secie – podobnie jak w Pile – szczęście opuściło jarosławianki. Walczyły do stanu 8:6. Potem na zagrywce pojawiła się Martyna Szczepuła, doprowadzając rezultat do stanu 13:9. Takich strat przyjezdne nie były w stanie już zniwelować.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze