Udanie zakończyć rok kalendarzowy i jednocześnie I rundę mistrzowskich zmagań – to był główny cel siatkarek San-Pajdy Jarosław. Udało się! Wygrana z derbach Podkarpacia z krośnieńskimi Karpatami jest wisienką na torcie bardzo dobrej postawy teamu Macieja Tietiańca przez trzy ostatnie miesiące.
„Ostatnie mecze przed świętami zawsze niosą dodatkowy ładunek emocjonalny, ponieważ oprócz walki o punkty, gra się także o to, aby w dobrych humorach rozjechać się do domów i przygotowywać do drugiej części sezonu (…)” – można przeczytać na facebookowym profilu „Biszkoptowej Armii”.
Trudno przypuszczać, aby miejscowe zlekceważyły krośnianki, ale faktem jest, że w 1. secie kompletnie nic im nie wychodziło. Szybko zrobiło się 3:9 i nie było momentu, w którym jarosławianki miałyby nadzieję na odwrócenie losów partii. Ale ekipa San-Pajdy błyskawicznie wyciągnęła wnioski i z seta na set spisywała się coraz lepiej, coraz pewniej, coraz skuteczniej.
Kolejne dwa sety gospodynie rozstrzygnęły na swoją korzyść, ale po zaciętej walce. Na prowadzenie w partii nr 2 wyszły dopiero w jej połowie (12:11). Przyjezdne potrafiły jeszcze doprowadzić do remisu 15:15, ale finalne akcje miały jednego bohatera. Przy stanie 24:18 było jasne, że w spotkaniu będzie równowaga. Początek 3. seta należał do Karpat (2:4, 5:6). Jednak seria 4:0 pozwoliła gospodyniom wysforować się na 9:6, za moment na 12:7 i w miarę kontrolować przebieg gry. Co prawda w końcówce przyjezdne doprowadziły do stanu 23:21, ale na więcej nie było je stać. To był przełom w tym pojedynku. Jarosławianki zyskały luz i to pokazały w ostatniej partii. Zaczęły piorunująco od 6:1 i tak zostało do finalnej piłki. Seria zagrywek Martyny Zięby siała spustoszenie w szeregach przyjmujących Karpat, a to przekładało się na niedokładne rozegranie i błędy w ataku.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze