Rozmowa z Michałem Mizułą z „Ice Team” Poznań, wicemistrzem świata w rzeźbieniu w lodzie w Fairbanks na Alasce.
– To był przypadek. Znalazłem za granicą pracę w firmie, która właśnie taką profesją się zajmowała. Tam powoli poznawałem tajniki rzeźby w lodzie. Bo w lodzie znacznie więcej rzeczy się przerabia niż w drewnie. Także na początku w to nie wierzyłem, a jednak. Z roku na rok wyglądało to coraz lepiej. Trzeba było być upartym. Od 15 lat już się tym trudnię, że tak powiem, zawodowo. Niektóre rzeźby potrafię zrobić z zamkniętymi oczami.
– Powiem szczerze, że nie wiem. Być może cukiernicy mają jakieś swoje szkółki, ale to dwa różne poziomy. Moją pierwszą rzeźbą był łabędź. Potem zaczęły się pojawiać pierwsze zamówienia. I robimy to, co sobie klient zażyczy. W Przemyślu organizator zażyczył sobie wyrzeźbienia sań z reniferem, więc to robimy. Kilka dni wcześniej była Elza z Olafem, dzień później Grinch z choinką.
– No nie. Nasz proces zamrażania jest inny. Aby bryła była przezroczysta, stosujemy swoje metody, których zdradzić nie możemy. Musi być pozbawiona kamienia. Gdybyśmy włożyli do lodówki pojemnik z wodą, to po zamrożeniu ta robi się biała[paywall].
– Do grubszych, większych rzeźb używamy pił elektrycznych. Do mniejszych są dłuta czy frezarki. Czasami potrzebne jest żelazko.
– Wszystkie konkursowe. Te są maksymalnie wymagające i skomplikowane. Te, za które dwa razy zdobyliśmy na Alasce tytuły wicemistrzów świata, były ogromnie czasochłonne. Pracowaliśmy nad nimi tydzień. Była to potężna, ośmiometrowa lodowa bańka mydlana z postacią, która tę bańkę formowała.
– To praca całoroczna. Oczywiście, duże pokazy na wolnym powietrzu najczęściej organizujemy zimą, ale ogólnie zamówienia realizujemy cały rok. Taka jedna bryła w obecnej temperaturze może się stopić po tygodniu. Latem, jeśli byłoby mocne słońce, w niecałe dwa dni.
– Najczęściej rzeźby lodowe zamawiane są na eventy, wesela, imprezy okolicznościowe. Ktoś chce na przykład na urodziny mieć lodową dekorację kwiatową. Wykonujemy, a nasza praca ma cieszyć oko na tej określonej ceremonii.
– Same bryły potrzebne do wyrzeźbienia renifera ważyły około 900 kilogramów. Na sanie poszło nieco mniej brył. Sądzę, że łącznie to znacznie ponad półtorej tony materiału lodowego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze