Reklama

Podziemne Przejście Turystyczne w Jarosławiu zagrożone?

06/12/2021 18:42

Zarzutów pod adresem Łukasza Zagrobelnego, dyrektora jarosławskiego muzeum, radny Tomasz Kulesza, a za nim jarosławski ratusz formułują kilka. Najpoważniejszy jest taki, że chce zniszczyć Podziemne Przejście Turystyczne w Jarosławiu. Dyrektor rozkłada ręce, przedstawia dokumenty, przekonuje, że nie kieruje nim złośliwość, a dbałość o przestrzeganie litery prawa.

– Działania dyrektora muzeum powodują zubożenie oferty, a także powolne wygaszanie największej  atrakcji ziemi jarosławskiej, stając się antypromocją regionu i prowadząc do powolnej likwidacji obiektu – odczytywał na ostatniej sesji rady powiatu swoją interpelację  radny T. Kulesza, otwierając prawdziwą puszkę Pandory.

Jak wyjaśniał radny, dyrektor doprowadził do sytuacji, w której Podziemne Przejście Turystyczne musiało oddać wypożyczone z muzeum eksponaty i zastąpić je replikami oraz muzealiami wypożyczonymi z Muzeum Sztygarka w Dąbrowie Górniczej. Działaniem na szkodę przejścia ma być też[paywall] ingerencja w godziny jego otwarcia, radny Kulesza utrzymuje bowiem, że przejście mogłaby działać dłużej, gdyby nie załączany w muzeum alarm antywłamaniowy.


Na tym jeszcze nie koniec, zdaniem radnego dyrektor zabrania wprowadzania zwiedzających do pomieszczeń trasy przez główne wejście muzeum, od początku zaplanowane jako główne wejście do trasy. Skutkiem tego jest konieczność wprowadzania turystów wejściem ewakuacyjnym, znajdującym się mniej więcej w połowie drogi i przeprowadzania ich na początek trasy.

Ważnym zarzutem wobec dyrektora jest też i to, że miał torpedować prace nad stworzeniem umowy regulującej zasady użytkowania przejścia przez gminęmiejską Jarosław. Ostatni obowiązujący w tym zakresie dokument wygasł w grudniu ubiegłego roku i od tego czasu, jak wynika z interpelacji radnego, głównie z winy dyrektora, stawiającego nieakceptowalne warunki, nie udało się wynegocjować nowego.

Reklama
W ocenie jarosławskiego ratusza nieuznająca kompromisów postawa dyrektora muzeum miała być także przyczyną, dla której prace nad podpisaniem nowej umowy regulującej użytkowanie trasy podziemnej przebiegają ślamazarnie, co miało doprowadzić do konieczności włączenia w proces negocjacji starosty.

– Takie poczynania nie sprzyjają wypracowaniu porozumienia. Obawiam się, że w przyszłości możemy zostać jako miasto zmuszeni do zamknięcia jednej z głównych atrakcji turystycznych Jarosławia. Kto na tym skorzysta? – ocenia sytuację burmistrz Waldemar Paluch.Twierdzi on, że nie stawiał nowych wymagań dotyczących użyczenia zbiorów muzeum w Jarosławiu, ale w tym względzie obie strony umowy obowiązują wymogi przewidziane polskim prawem. To strona miejska miała grać na zwłokę, a na koniec nie parafowała umowy wypożyczania.

Za niesprawiedliwe uznaje zarzuty dotyczące ograniczania czasu pracy muzeum, a co za tym idzie i przejścia. Jak wyjaśnia, czas pracy podległej mu jednostki zmienia się w zależności od sezonu, potrzeb, a w ostatnim czasie także zaleceń epidemicznych, ale i przez wzgląd na remontu płyty Rynku, który dostęp do muzeum ograniczał.Brak zgody na traktowanie wejścia do muzeum jako wejścia do przejścia nie jest więc żadną formą złej woli – po prostu nie ma uzasadnienia prawnego dla takiego udostępniania. W żadnej mierze nie akceptuje  obarczania go winą za przedłużające się negocjacje.

Jak wykazał w dokumentach, o potrzebie rozpoczęcia negocjacji warunków nowej umowy, regulującej zasady współpracy miasta i muzeum w Podziemnym Przejściu Turystycznym, mówił na 5 miesięcy przed jej wygaśnięciem. Mimo tego, że za chwilę upłynie rok od jej wygaśnięcia, nowego dokumentu nie udało się wypracować. Jako winnego tego stanu rzeczy wskazuje ratusz.

Podkreśla, że po długich negocjacjach udało się już wypracować akceptowalne dla wszystkich rozwiązania – storpedowane zostały one jednak przez obsługę prawną miasta, która chciała wprowadzić do umowy zapisy, dotyczące odpowiedzialności finansowej muzeum za zerwanie umowy.  Zdaniem Ł. Zagrobelnego nie ma żadnych podstaw, by miasto takiego zapisu oczekiwało, a wspomniane oczekiwania ocenia wręcz jako szantaż.

Kto na tym korzysta?

Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, prawda leży zapewne gdzieś po środku. Czy istotą sporu jest zetknięcie się broniącego przepisów muzealnika z ukierunkowanym na cel samorządem, gra z polityką w tle, a może konflikt osobowości?

Tego jednoznacznie stwierdzić się nie da. Zapewne wszystko po trochu. Trudno jednak, niezależnie od przedstawionych racji, oprzeć się wrażeniu, że pytanie W. Palucha o to, komu to wszystko służy, jest bardzo aktualne.

Gorzej, że odpowiedzi na nie nie ma, na obecnym status quo nie korzysta bowiem ani miasto, ani muzeum, ani tym bardziej trasa i jej użytkownicy.


pac
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości