Panowanie Stefana Batorego, udział gen. Józefa Bema w walce o wolność Węgier czy poparcie Polaków dla powstania w Budapeszcie w 1956 r. to tylko niektóre z historycznych więzów, jakie łączą oba narody. Dobre stosunki polsko-węgierskie znalazły odzwierciedlenie w języku i stały się elementem popularnego porzekadła, a od 2007 roku celebrowane są ustawowo 23 marca. I właśnie w ten dzień przedstawiciele jarosławskiej społeczności spotkali się pod pomnikiem Przyjaźni Polsko-Węgierskiej.
Od kilku lat delegacje samorządowe właśnie pod koniec marca odwiedzają miejsca w mieście przypominające historyczne związki polsko-węgierskie, a są to m.in. tablica i popiersie na elewacji kościoła św. Mikołaja i św. Stanisława bpa, upamiętniające pobyt w murach klasztornych księcia Franciszka II Rakoczego oraz kopijnik Rakoczego ustawiony w 2017 r. na terenie opactwa.
W tym roku uroczystości skupiły się przed pomnikiem przedstawiającym dwa drzewa symbolizujące przyjaźń obu narodów, znajdującym się u zbiegu ulic Lubelskiej i Opolskiej i zlokalizowanym tuż obok kopijnikiem poświęconym pamięci mjra Leona Czechowskiego.
Rzecz jasna spotkanie musiało się odbyć przy zachowaniu reżimu sanitarnego, nie umniejszyło to jednak jego znaczenia. W skromnej uroczystości pod pomnikiem wzięli udział burmistrz Jarosławia Waldemar Paluch, jego zastępca Wiesław Pirożek oraz sekretarz miasta Krzysztof Strent, a delegacje samorządową uzupełnił starosta jarosławski Stanisław Kłopot.
Ponadto wydarzenie swoją obecnością zaszczycili prezes węgierskiego stowarzyszenia Derenk Katalin Tircs, dyrektor Ośrodka Kultury i Formacji Chrześcijańskiej im. Służebnicy Bożej Anny Jenke oraz przedstawiciele służb mundurowych.
Spotkanie zorganizowało Jarosławskie Stowarzyszenie Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, które reprezentował jego prezes Bogusław Buliński oraz członkowie zarządu: Agnieszka Szczepańska i Zbigniew Dziedzic.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Tylko Węgrzy nam jeszcze pozostali w Europie co sie do nas normalnie odzywają.Pozostali nawet w wideokonferencjach nie chcą nas oglądac.
No cóż, dobra zmiana w akcji. Wstaliśmy jako państwo z kolan a teraz, dzięki Orbanowi - kumplowi Putina, zbliżymy się też do tow. Władymira Władymirowicza. I kto nam podskoczy?
Tylko Węgrzy nam jeszcze pozostali w Europie co sie do nas normalnie odzywają.Pozostali nawet w wideokonferencjach nie chcą nas oglądac.
No cóż, dobra zmiana w akcji. Wstaliśmy jako państwo z kolan a teraz, dzięki Orbanowi - kumplowi Putina, zbliżymy się też do tow. Władymira Władymirowicza. I kto nam podskoczy?