Reklama

Polonia Przemyśl o krok od finału wojewódzkiego Pucharu Polski

Bardzo dobry, kto wie czy nie najlepszy w tym roku, pojedynek rozegrał lider IV ligi Polonia Przemyśl, która w półfinale wojewódzkim Pucharu Polski rywalizowała dzisiejszego (13 maja br.) popołudnia z trzecią ekipą III ligi Resovią Rzeszów. Awans do finału wywalczyli rzeszowianie, ale długimi fragmentami byli w poważnych opałach.

III-ligowiec zawitał na ulicę Sanocką w pełnym zestawieniu. Przedmeczowe zapowiedzi były jasne: nie ma odpuszczania, gramy o awans do finału. W I połowie goście zdominowali grę w środku pola. Pokazywali wyższą kulturę gry, ładniej i szybciej operując piłką. Przewyższali przemyślan warunkami fizycznymi. IV-ligowiec z początku ustawił się defensywnie, stąd można było odnieść wrażenie, że grał nieco bojaźliwie. Przegrywał walkę w środku pola, więc próbował inicjować akcje długimi podaniami. Na niewiele się to zdało, przyjezdni bowiem wygrywali niemal każdy pojedynek powietrzny. Sęk w tym, iż mimo sporej przewagi optycznej, rzeszowianie nie stworzyli w I połowie w zasadzie żadnej groźnej sytuacji pod bramką Piotra Krzanowskiego. Oprócz sytuacji z 25. min, kiedy błąd w bocznym sektorze boiska wykorzystał Dziedzic, dokładnie dośrodkował na głowę Ciećki, który ładnym uderzeniem zdobył prowadzenie. W miarę upływu czasu przemyślanie grali coraz odważniej. Zaczęli niwelować przewagę fizyczną niesłychaną walką, zaczęli zacierać ślady wcale nie wielkiej różnicy umiejętności technicznych. W 43. min aktywnie grający Damian Barszczak zdecydował się na indywidulaną akcję, wpadł w pole karne i mocno zagrał wzdłuż pola bramkowego. Tam znalazł się Paweł Sedlaczek i klatką piersiową wbił piłkę do bramki.
W II połowie żadnej różnicy już nie było. Ba, lepszym zespołem byli przemyślanie. Popularnym „Pasiakom” coraz bardziej zaczęły doskwierać problemy motoryczne. Zaczęli coraz częściej przegrywać pojedynki jeden na jeden. Gdyby w 46. min Świst i w 48. min Barszczak byli ułamek szybsi i dokładniejsi w polu karnym, mając praktycznie sytuacje sam na sam, III-ligowiec do nikogo nie mógłby mieć pretensji że przegrywa. Przemyślanie chyba jednak zbyt optymistycznie podeszli do sprawy, bo nieco zaniedbali tyły. Słabnący w oczach rzeszowianie czekali na dogodną okazję i doczekali się w 56. min. Kacper Rop sprytnie wyszedł sprzed obrońców, znalazł się sam na sam z Krzanowskim i na raty odzyskał dla Resovii prowadzenie. Od tego momentu III-ligowiec zaczął bronić wyniku. Gospodarze natarli ze zdwojoną siłą i uzyskali sporą przewagę. Okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Nieźle funkcjonowały boki defensywy i pomocy wśród przemyślan. Wiele dało wprowadzenie na murawę błyskotliwego Mateusza Kalawskiego, który zanotował naprawdę przedni występ. W 63. min po wrzucie z autu Barszczaka brak komunikacji w polu karnym Resovii sprawił, że Mateusz Wanat – zaskoczony – trafił piłką w słupek. W 75. i 78. min popularny „Smoła” za bardzo zwlekał z decyzją, mając wyborne okazje. W 90.+1 min bliski szczęścia był… Piotr Krzanowski, który powędrował pod bramkę Resovii i główką minimalnie posłał piłkę obok słupka. Kiedy wydawało się, że rzeszowianie dowiozą korzystny wynik do końca meczu, w trzeciej minucie doliczonego czasu gry jeden z nich ok. 35 m od bramki Pietryki sfaulował Kalawskiego. Piłkę ustawił grający trener Paweł Załoga i fantastycznym, piekielnie mocnym uderzeniem doprowadził do wyrównania. Doszło do dogrywki.
W jej pierwszej części obraz gry nie uległ zmianie. Wyżej notowani rzeszowianie wyraźnie ustępowali gospodarzom. W 95. min w znakomitej sytuacji znalazł się Piotr Kuźniar, ale nieco „przestraszył się” sytuacji i strzelił wysoko nad poprzeczką. W 97. min po kolejnym solowym wjeździe w pole karne Barszczaka, centymetry dzieliły Kalawskiego od wpakowania piłki do siatki. W drugich 15 minutach gospodarze zwolnili tempo, a rzeszowianie nie kwapili się za bardzo do ataku. W 114 . min padło jednak rozstrzygnięcie. Akcję przeprowadziła dwójka rezerwowych. Sadecki zagrał w pole karne, gdzie sprytnie znalazł się pozostawiony bez opieki Szymon Kaliniec i mimo rozpaczliwej interwencji Krzanowskiego trafił do siatki.
Przemyślan nie stać już było na skuteczną odpowiedź, ale zasłużyli na ogromne brawa za ambicję i serce włożone w ten pojedynek.

Polonia Przemyśl – Resovia Rzeszów 2:3 (2:2, 1:1)
Bramki: 0:1 Ciećko 25. min, 1:1 Sedlaczek 43. min, 1:2 Rop 56. min, 2:2 Załoga 90.+3 min, 2:3 Kaliniec 114. min.
Polonia: Krzanowski – Kuźniar, Kokoć, Załoga, Jaroch – Tabisz – Barszczak, Sedlaczek (75. Mikulec), Wanat, Owczar – Świst (71. Kalawski).
Resovia: Pietryka – Tabaka, Makowski, Baran, Szkolnik (68. Sadecki) – Pyrdek (46. Kaliniec), Daniel (46. Fedan), Sękowski, Dziedzic (86. Konefał) – Rop, Ciećko (59. Róg).
Sędziował: Tomasz Jagieła (Krosno). Żółte kartki: Kokoć, Sedlaczek, Barszczak oraz Sękowski, Dziedzic, Makowski i Kaliniec. Widzów: 300.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Polonista - niezalogowany 2015-05-14 19:59:20

    BRAWO POLONIA!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama